Zimny wychów potomstwa, cz. LXXXII – Zróbmy więc prywatkę…

– Tatusiu, mogę zaprosić Jolkę, Jolkę, Jolkę i Jolkę? – to Fork Starszy.
– Nie wiem. Mama wróci na weekend, to pogadamy. Na razie nie.
– A ja mogę? – to Fork Młodszy. – I urodziny obiecaliście mi zrobić…
– Zobaczymy, powiadam. Pogadamy w sobotę.
– No bo jak przyjdzie Jolka, Jolka, Jolka i Jolka, to ja zaproszę Jolkę, Jolkę, Jolkę, Jolkę i Jolkę. Tatusiuuuu… – gdyby nie uszy, najszczęśliwiej rozmarzony, piękny dziecinny uśmiech Forka Młodszego rozkwitłby dokoła głowy. – tatusiuuu… wiesz, jaka będzie wtedy straszna kolejka do toalety?…

Kurtyna poszła siku.

Zimny wychów potomstwa, cz. LXXXI – Run, Forrest, run!

– Tatusiu, brzuch mnie boli.
– No trudno, czasem musi poboleć. Nic nieświeżego nie zjadłaś, to poboli i przestanie. Zresztą… nie bolał cię od jakichś trzech miesięcy, prawda?
– Wczoraj mnie bolał, byłam u higienistki w szkole osiem razy.

Oczywiście musiałem to usłyszeć na zakręcie. Jakimś cudem nawet z niego wyszedłem.

– A CO SIĘ DZIAŁO?
– No w zasadzie nic, tylko nie mogłam zastać pani higienistki, przyszła dopiero za ósmym razem.

Zimny wychów potomstwa, cz. LXXIX – I znów nie będzie zabawnie.

– Teraz to was jakichś durnot w szkole uczą, pfrr. Za moich czasów w piątej – szóstej klasie [chyba], mieliśmy zadania np. takie. Dziadek i babcia mają razem 140 lat. Dziadek ma dwa razy tyle, ile babcia miała wtedy, kiedy dziadek miał tyle, ile babcia ma teraz. O!
– A jak zareagujesz, jak to rozwiążę? – z chytrym uśmiechem spytał trzecioklasowy Fork Starszy.
– Nooo… szczęka by mi opadła – przyznałem szczerze.
– Nie zrobisz tego zadania – wtrąciła się TŻ.
– Cooo? Ja nie zrobię?.. – zaperzyłem się.
Fork Starszy znika w pokoju [bez neta] i po minucie oznajmia radośnie:
– Dziadek ma 80, babcia 60!
– Pfrrrr. – odrzekłem intelektualnie. – Trafić to każdy umi [!] Sprawdzam! Powiedz mi, cwaniaczku, ile babcia miała lat wtedy, kiedy dziadek miał tyle, ile babcia ma teraz, e?
– 40 – odrzekło dziecię bez namysłu – a czemu pytasz?

Pięć minut później znalazłem wreszcie szczękę oraz babola w układzie równań, który rozpisałem przed wyjściem Forka z kuchni, i siadłem do pisania notki.

Zimny wychów potomstwa, cz. LXXVIII – Oddajmy głos dorosłym.

Nie mam usposobienia histerycznego i czasem tego nawet żałuję, bo mógłbym sobie powrzeszczeć. A tak tylko syczę.

– No ładnie – sssss, sssss. – Człowiek cały czas uczy się nowych rzeczy. Przez cztery lata byłem przekonany, że to katolickie przedszkole. – Ssss, sssss. – Mogę wiedzieć, dlaczego moja córka dostaje do kolorowania karteczki z wielkim „666”? Ssssprawa w zasadzie nadaje się do dyrekcji.
Cóż, określenie „blady jak papier” jednak nie jest przesadzone. Sssssss.
– To nie tak – odparła słabo siostra zakonna, opiekująca się grupą Forka Młodszego. – To odwrotnie ma być. 999. Uczymy ich telefonów na pogotowie.

Różnica między syczeniem a zejściem powietrza polega w sumie tylko na sposobie artykulacji…

Zimny wychów potomstwa, cz. LXXVII – Nasza szkapa.

Dzisiaj nie będzie żadnych cytatów, jeno ćwiczenie na wyobraźnię. Otóż wskutek naszej przejściowej nieuwagi w regulacji zobowiązań – na weekend odcięli nam internet. I w rozmowie z Mamą pół żartem, pół serio powiedziałem przy dzieciach, że w tym tygodniu pewnie odetną nam najpierw prąd, a potem ogrzewanie. Przerażonemu Forkowi Starszemu trzeba było oczywiście wyjaśniać konwencję.

Konwencja nie została jednak chyba należycie wyjaśniona, bo dzisiaj przybiegł do mnie z płaczem, że w kranie – oczywiście przypadkowym przypadkiem – leci tylko zimna woda…

Zimny wychów potomstwa, cz. LXXVI – Szczoteczka do zębów.

Z gumowaną [a może to jakiś plastik?] rączką, w części przeciwpołożnej do włosia – w kształcie nieco wydłużonych dwóch kotów. Większy zajmuje ok. połowę rączki, mniejszy sięga większemu do klaty. Nóżki płaskie, dzięki czemu szczoteczkę można postawić jak na przyssawce na półce. Fork Starszy jest zachwycony.

– Zobacz, mamusiu, na tej szczoteczce jest kot! Tu ma uszy… tu łapki… tu ogon… a tu małego.