Zimny wychów potomstwa, cz. XC – kontynuujemy!

– Tatuś, wiesz, że umiem udawać komórkę?
– Ta? A jak?
– A tak. Mmmmm… mmmmm… mmmmmmm… mmmmmmm…
– Niezłe. A nabrałaś tak kogoś?
– Tak, naszą panią od matematyki. We wtorek zrobiłam tak na lekcji, a pani zaczęła biegać i krzyczeć, żebyśmy wreszcie wyłączyli ten telefon.

Starsze w zbliżonym wieku dostawało uwagę za bicie kolegę po głowie termosem, więc w sumie nie panikuję.

Zimny wychów potomstwa, cz. LXXXVIII – Z jasnego nieba.

– Tatuś, jak się mówi? „Grom z jasnego nieba” czy „gnom z jasnego nieba”?
– Spytaj wujka y., on mnie wprowadzał w świat literatury fantasy, więc niech teraz sobie radzi.
[Y]: – A wiesz, co to w ogóle znaczy? Niespodziewanie, nagle…
– Ty, ale ty tak dziecku weź nie tłumacz – musiałem jednak się wtrącić – bo do niespodziewanego opadu niebiańskiego to właśnie bardziej gnom pasuje, a nie grom.
– No faktycznie…
– Tatuś, a jak jest cała seria niespodziewanych zdarzeń – Dziecię najwyraźniej nie złapało żartu – to można powiedzieć, że „wali gnomem”?
– Nie bardzo. Gnomem to nie wali raczej na otwartej przestrzeni, tylko bardziej w jakiejś jaskini…

Zimny wychów potomstwa, cz. LXXXVII – Pendolino.

– A pani w przedszkolu powiedziała, że kto się najładniej przebierze na bal, ten dostanie nagrodę.
– Przebierz się za Pendolino.
– A co to jest Pendolino?
– Pociąg. Będziesz chodziła i wszystkich czubiła za włosy.
– Dlaczego?
– Będziesz mówiła, że jesteś pociąg.
[Mama]: – „Pociąg włoski”, hahahaha!
– No przecież właśnie mówię, że Pendolino…