Zimny wychów potomstwa, cz. LXXXVIII – Z jasnego nieba.

– Tatuś, jak się mówi? „Grom z jasnego nieba” czy „gnom z jasnego nieba”?
– Spytaj wujka y., on mnie wprowadzał w świat literatury fantasy, więc niech teraz sobie radzi.
[Y]: – A wiesz, co to w ogóle znaczy? Niespodziewanie, nagle…
– Ty, ale ty tak dziecku weź nie tłumacz – musiałem jednak się wtrącić – bo do niespodziewanego opadu niebiańskiego to właśnie bardziej gnom pasuje, a nie grom.
– No faktycznie…
– Tatuś, a jak jest cała seria niespodziewanych zdarzeń – Dziecię najwyraźniej nie złapało żartu – to można powiedzieć, że „wali gnomem”?
– Nie bardzo. Gnomem to nie wali raczej na otwartej przestrzeni, tylko bardziej w jakiejś jaskini…

Zimny wychów potomstwa, cz. LXXXVII – Pendolino.

– A pani w przedszkolu powiedziała, że kto się najładniej przebierze na bal, ten dostanie nagrodę.
– Przebierz się za Pendolino.
– A co to jest Pendolino?
– Pociąg. Będziesz chodziła i wszystkich czubiła za włosy.
– Dlaczego?
– Będziesz mówiła, że jesteś pociąg.
[Mama]: – „Pociąg włoski”, hahahaha!
– No przecież właśnie mówię, że Pendolino…

Zimny wychów potomstwa, cz. LXXXII – Zróbmy więc prywatkę…

– Tatusiu, mogę zaprosić Jolkę, Jolkę, Jolkę i Jolkę? – to Fork Starszy.
– Nie wiem. Mama wróci na weekend, to pogadamy. Na razie nie.
– A ja mogę? – to Fork Młodszy. – I urodziny obiecaliście mi zrobić…
– Zobaczymy, powiadam. Pogadamy w sobotę.
– No bo jak przyjdzie Jolka, Jolka, Jolka i Jolka, to ja zaproszę Jolkę, Jolkę, Jolkę, Jolkę i Jolkę. Tatusiuuuu… – gdyby nie uszy, najszczęśliwiej rozmarzony, piękny dziecinny uśmiech Forka Młodszego rozkwitłby dokoła głowy. – tatusiuuu… wiesz, jaka będzie wtedy straszna kolejka do toalety?…

Kurtyna poszła siku.

Zimny wychów potomstwa, cz. LXXXI – Run, Forrest, run!

– Tatusiu, brzuch mnie boli.
– No trudno, czasem musi poboleć. Nic nieświeżego nie zjadłaś, to poboli i przestanie. Zresztą… nie bolał cię od jakichś trzech miesięcy, prawda?
– Wczoraj mnie bolał, byłam u higienistki w szkole osiem razy.

Oczywiście musiałem to usłyszeć na zakręcie. Jakimś cudem nawet z niego wyszedłem.

– A CO SIĘ DZIAŁO?
– No w zasadzie nic, tylko nie mogłam zastać pani higienistki, przyszła dopiero za ósmym razem.