Popierdółki przedweekendowe

Na starość zaczynają mi się psuć zęby. Wcale mnie to nie cieszy. Wcale a wcale.

* * *

Na starość zaczynają mi smakować chore wynalazki typu sok pomidorowy z oliwkami. Wczoraj wyżłopałem Żonie połowę opakowania. Wcześniej nie tknąłbym się tego nawet za dodatkową opłatą.

* * *

Na starość zastanawiam się, czy jestem się w stanie jeszcze czegoś nauczyć. Y. namawia mnie do porzucenia na serwerze Slacka i instalację frybzdy. A może dżętu? A może… a może nie dodawać sobie dodatkowego zajęcia w sytuacji, kiedy i tak nie mam już na nic czasu?…

* * *

Kupiony pierwszy tom Ziemiomorza Ursuli le Guin. Bardzo sympatyczna książka. Bardzo, ale to bardzo. Szkoda tylko, że taka nieduża. Właśnie tak imaginuję sobie [bo nie czytałem] Harry’ego Plottera. A w Empiku nie ma ani jednej książki Conrada – Korzeniowskiego po polsku, skandal!

* * *

Polska nie jest już tygrysem Europy – donoszą przekaziory. A cała sprawa idzie o to, że nie rozwijamy się w tempie 3%, tylko zero z czymś, czy jeden z czymś. Ot, mali ludzie, karłowaci politycy, niskie horyzonty, wysokie czółka. Drobne gnojki, od ’89 nie potrafiące przestawić się na myślenie wolnościowe i mające zakarbowane w ramach jedynej bruzdy mózgowej, że poza socjalizmem nie ma zbawienia. A dzisiaj – głosowanie ustawy o WSI. Rozpieprzanie układu, lewy marcowy czy kolejna fasadowa zmiana? Czas pokarze [nas wszystkich].

Zamiast życzeń

Madonno, Polska Madonno
Panno z dzieckiem mów
Jak ty sobie radzisz
Nocą wśród złych snów?

Madonno, Polska Madonno
Skąd masz pieniądze na czynsz
Czy cię nie przeraża
Pająk albo mysz?

Damy ci kwiatek na Święto Kobiet
Czapkę na bakier i Polski obie
Damy ci wódki i bilet do kina
Kace i smutki i dwóje na szynach

Damy przyrzeczeń starych tysiące
I niedorzecznie małe pieniądze
Damy ci bełkot i stracha w polu
A dla małego miejsce w przedszkolu

Madonno, Polska Madonno
Panno z dzieckiem mów
Jak ty sobie radzisz
Nocą wśród złych snów

Madonno, Polska Madonno
Pusto w łóżku twym
Jaki w twojej głowie
Śpiewać musi rym

Damy ci kwiatek na Święto Kobiet…

Byle do nocy, byle do jutra
Tłucze się w tobie litania smutna
Sen cię otuli jak łaska boska

Polska Madonno, Madonno Polska

Sen ci daruje szminkę francuską
Piersi okryje szkarłatną bluzką
Sen ci daruje nadzieję płonną

Polska Madonno, Polska Madonno
Maryla Rodowicz, Polska Madonna

Nic dodać, nic ująć. Chociaż nie, dzisiaj można jeszcze dodać [komu się chce, niech rymuje, ja dzisiaj nie mam weny]: damy ci feministki, które po opiece nad dziećmi chcą jeszcze zagonić cię na etat, damy kulturę wmawiającą ci, że wychowanie człowieka jest czymś pośledniejszym, niż pisanie durnych pisemek w wordzie, damy socjalizm, który twojemu mężczyźnie odbierze wasze pieniądze, zmuszając cię do rozglądania się za robotą. Polska Madonno.

O, Jaruganowacka w telewizorni w ramach polityki prorodzinnej chce wprowadzić obowiązkowe urlopy wychowawcze dla ojców. Polska Madonno, w takim razie dorzucimy ci jeszcze Jaruganowacką i Środę.

Nie ma czegoś takiego, jak międzyczas.

W zasadzie dopada mnie apatia. Śmiertelnie wyprowadzająca z równowagi [czy to już oksymoron?], zamulająca wszystko, odbierająca chęć do robienia czegokolwiek – apatia. Wszystko – albo prawie wszystko – leży, zszyte dratwą prowizorki, słońce zaszło i nawet motywacja do wyplucia z siebie zaległych żali czy zdjęć rzeczywistości jakaś taka jakby asymptotycznie zmierzająca do zera. A zamiast nihilistycznego walnięcia się do wyra – multum spraw, załatwianych w tempie stokroć wolniejszym, niż normalnie. Vanitas vanitatum et omnia vanitas.

* * *

Kupiłem nowy numer FotoVideoDigital. Jak wielokrotnie pisałem, grafik ze mnie żaden, fotografik tylko ciut lepszy, niż żaden, ale poczytać lubię. Tyle, że mam wrażenie, że ta cała brać dziennikarska siedzi w kieszeni Adobe’a. Pomijam specjalistyczne magazyny typu PSD czy ComputerArts, które w swoim poczuciu elitarności pomysł pisania o GIMPie uznałyby za księżycowy, ale gazetka dla newbies z ambicjami mogłaby od czasu do czasu zamieścić jakiś minitutorial z FLOSSem w roli głównej. Póki co, wszelakie kąciki warsztatowe traktuję tamże sikiem prostym koherentnym. Bardzo ciekawy artykuł o katalogowaniu zdjęć – ku mojej radości digikam dysponuje większością opisanych tam funkcji, poza zaawansowanymi opcjami wyszukiwania w archiwach, czy logicznej koniunkcji warunków.

* * *

Nieco do przodu popchnąłem tłumaczenie GRAMPSa, wpadając wreszcie na [jakiś] pomysł, jak tłumaczyć [w miarę] sensownie na polski rzeczy typu %(person)s has died %(death_date)s in %(death_place)s at the age of %(age)d years [cytat z pamięci]. Ilość nieprzetłumaczonych MsgIDów spadła poniżej psychologicznej granicy 400, nie licząc fuzzies.

* * *

Zauważam, że tryumfalny pochód homoseksualizmu przez świat dziwnie zbiegł się w czasie z rozpanoszeniem się Web2.0. Ale DGCC i może podobieństwa stylistyczne powstają li tylko w mojej głowie.

* * *

Wybiórcza przynosi wielkie srutututu „w temacie” wolnych mediów. Głupoty gadają Kaczyński Bros. marudząc, że dziennikarze nie mogą pisać, czego chcą [no nie mogą – skacz wraże, jak pan każe, logika kapitalistyczna, ot co] – ale bzdury pisze też człowiek twierdzący, że nikt nigdy nie wpływał na dziennikarzy „GW” – osobiście znam jeden przypadek, gdzie dziennikarzowi „odradzono” zajęcie się tematem z pogranicza mafii. Nie mówiąc o tym, że media koncesjonowane z definicji nie są mediami wolnymi – można co najwyżej pouskarżać się nad rozpiżdżaniem pewnego układu. Ale to przecież oczywiste. Przynajmniej dla niektórych.

* * *

W tej samej GW – bum tarara, przełamujemy tabu. W dzisiejszym odcinku Pani Redaktor opowiada po trzydziestu latach, jak obmacywał ją dziadek. A kogo to obchodzi? Żenada do potęgi entej.

* * *

Zaszalałem, nalałem sobie Vervy. Jakoś nie widzę różnicy.

* * *

O, mam informację, że włączyli nam Internet. Wychodzi na to, że dzisiaj ja usypiam dziecko…

Zaległy cytat

[…] Charakterystyczne jest, że dziennikarze, którzy na znacznie pośledniejsze sensacje rzucają się jak sępy, zupełnie zignorowali wypowiedź Jana Rokity w telewizyjnym programie „Co z tą Polską”. Rozmawiając z Andrzejem Urbańskim, ministrem stanu w Kancelarii Prezydenta powiedział m.in.: „Problem polega na tym, że wy nie jesteście w stanie tego zrobić (tzn. zlikwidować WSI – przyp. SM), dlatego, że jesteście w rękach WSI i udajecie już w tej chwili to, że chcecie zmienić to, czego zmienić nie chcecie”.

Oznacza to, że poseł Rokita powziął wiadomość o spisku przeciwko państwu, tzn. jego konstytucyjnemu porządkowi, według którego, to Prezydent jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, a nie podległym im agentem wojskowego wywiadu.

Skąd poseł Rokita dowiedział się o tej zbrodni stanu i dlaczego nie zawiadomił o niej prokuratury, tylko niefrasobliwie rzuca takie oskarżenia podczas telewizyjnej pogawędki? Jeśli bowiem to prawda, to znaczy, że cała nasza demokracja jest jedną wielką mistyfikacją, a w tej sytuacji twierdzenie o istnieniu „tajemnego układu” nabiera niepokojącej aktualności. Upłynęło już bowiem 10 lat od oskarżenia premiera Oleksego przez min. Milczanowskiego o szpiegostwo na rzecz Rosji, a o ile mi wiadomo, nikt jeszcze w tej sprawie nie stanął przed sądem. Tymczasem dziennikarze, zajmują się sobą, tzn. kto z kim i za ile, ewentualnie który prezenter zmienia posadę i jaka w związku z tym krzywda dzieje się wolności słowa.

[Stanisław Michalkiewicz dla Interii; cały tekst]

Barometr

Faktyczną miarą normalności naszego społeczeństwa wobec peder^Wpeda^Whomo^Wfuck!^Wgejów nie są jakieśtam sondaże czy uczestnictwo w akcjach. Tak sobie myślę, że najlepszym barometrem będą wyniki finansowe tego śmiesznego filmiku o dwóch kowbojach. Wtedy okazałoby się, kto tak naprawdę gotowy jest wyłożyć własne pieniądze w celu obejrzenia dwóch panów migdalących się na ekranie. Takie badanie byłoby pewnie znacznie wiarygodniejsze, niż jakieś dziwne sondaże, służące wiadomym [albo i niewiadomym] siłom.

Jest lepiej.

Jak wiadomo, rządzą nami socjaliści z gatunku tych pobożnych. I – do jasnej Anielki – część rzeczy zaczyna mi się w ich wykonaniu podobać. Część pobożna, dla jasności. Ot, chociażby ministerstwo edukacji. Robi glupoty jak każde inne, planuje obowiązkowe zabieranie nam naszych dzieci rok wcześniej – no ale nie wymagajmy od socjalistów, żeby nagle zrozumieli, że dziecko najlepiej wychowają rodzice. Efekty niestety widać, misie maturalne gdzieś tam sobie pokrzykują, że oni nie chcą szkoły ideologicznej, że ani lekcji religii, ani lekcji islamu – bez śladu konstatacji, że wszystko załatwiłaby prywatyzacja.
Ale ja o plusach miałem. No więc w odróżnieniu od socjalistów bezbożnych, frakcja pobożna doszła do wniosku, że można małolata zostawić w tej samej klasie z zachowania. Pomysł niegłupi, ciekawe tylko, czy zaowocuje epidemią papierów na ADHD i czy nie rozbije się o opór materii belferskiej przed trzymaniem balastu w szkole, miast wypuszczania go w świat. Ale sam fakt, że _jakiekolwiek_ poczynania rządu zaczynają mi się podobać, daje do zastanowienia. W połączeniu z nieustającą frustracją redachtora Michnika – nie jest najgorzej. Chodzi tylko o to, żeby plusy nie przesłoniły minusów.

Blue Monday

Zyta zapowiada m.in. umożliwienie zwiększenia odpisów amortyzacyjnych i odmrożenie progów podatkowych. Opozycja na to, że wszystko ładnie pięknie, ale oni nie widzą obniżki podatków. A poza tym wszyscy są normalni.

* * *

Z braku laku czytam drugi raz Achaję. Przepiękna książka, przynajmniej pierwszy tom.

* * *

Wybiórcza liczy sobie w sprzedaży wysyłkowej 27 zeta za książkę z p[ł]ytą. Chyba ich pogięło. 27 złotych za cudnie zrobione propagandowe szmatławce z dodatkiem w postaci złotych myśli Jana Marii Rokity to trochę za dużo.

Środa

Się wypowiedziała. O czymś tam. Zresztą, wypowiedziała się to określenie na wyrost, coś tam nabzdurzyła, wydrukowali to, a ja w przypływie desperacji to przeczytałem. O czymś tam Środa powiedziała w sobotę tak: „To myślenie konserwatywne, w którym wartością jest naród, w ramach narodu rodzina, a w ramach rodziny najważniejszy jest ojciec walczący na rynkach pracy.” Straszne! Syf, kiła i mogiła! Poruta! Że też ktoś dzisiaj jeszcze ma czelność w kraju Środy myśleć w kategoriach narodowych!!! Z utęsknieniem* czekamy na zwerbalizowanie alternatywnych poglądów byłej na szczęście pani pełnynocnik.
Nawiasem mówiąc, w kraju, gdzie kobiety rzekomo nie mają pracy, a w tej pracy, której nie mają, są traktowane jak obiekty seksualne przez mężczyzn, którzy to mężczyźni robią się coraz bardziej zniewieściali [zrozumienie logiki feministycznej na szczęście jak widać mi nie grozi], na moje oko 70% odprowadzających swoje dzieci do żłobka to mężczyźni. Przynajmniej w tym żłobku, do którego uczęszcza moje dziecko i przynajmniej o tej porze, o której odwożę je ja.

* * *

Z tematów mniej drażliwych społecznie – zostaję w Erze, nowy telefon dałem Żonie, a oszczędności na abonamencie akurat wystarczą na zwiększony lekko haracz dla nowego providera.

* – no dobra, „z utęsknieniem” to był manewr stylistyczny. Może faktycznie nie najszczęśliwszy.

Is fecit cui prodest – krajobraz po bitwie

Przyznam, że z początku dałem się naciągnąć na spontaniczną histerię dokoła tych karykatur. Ale ponieważ jako zawód wyuczony i wykonywany mam wpisane „paranoik”, a na dokładkę niejaki Fear zamieścił takie i takie kwiatki, a na dodatek wyczytałem, że same karykatury ukazały się pół roku temu… trzeba spytać, komu na rękę jest zaognienie relacji na linii Zachód – islam?

  • Rosjanom – ropa, ropa i jeszcze raz ropa, a poza tym osłabienie odwiecznego kapitalistycznego wroga,
  • Chińczykom – jw.
  • Syrii / Iranowi – na fali histerii Amerykanom znacznie ciężej będzie zaatakować Iran / interweniować w Iranie [niepotrzebne skreślić]

Czarna wygrywa, czerwona przegrywa. Każdy szczęściu dopomoże, każdy dzisiaj wygrać może.
Nie można oczywiście wykluczyć samych zainteresowanych, chcących przeprowadzić próbę generalną przed nieuchronnie nadciągającą konfrontacją. Ale to już znacznie mniej prawdopodobne. Jedno jest raczej pewne: spontaniczne to raczej nie było.