Inkąpetąs, część czternasta.

Szanowny Kandydacie, Szanowna Kandydatko! Nawet jeśli pracowałeś w sektorze wolnego czasu, branży rozrywkowej [or sth] i do Twoich obowiązków należało organizowanie imprez…

… daj swoje CV do przeczytania komuś innemu przed wysłaniem. Wpisanie w umiejętnościach „organizacja imprez” może zostać niewłaściwie odebrane.

Inkąpetąs, część trzynasta.

Cztery CV. Cztery telefony. Głuche telefony. W godzinach pracy, może nie mogą rozmawiać. OK. Wieczorem powtórzyłem. Pierwsza odebrała, nie jest źle. Reszta bez zmian.

Wczoraj powtórka. Niby święto, ale skoro oni chcą i ja chcę, to nic strasznego, prawda?

To samo. Prawie, jedna oddzwoniła później.

A podobno ludzie szukają pracy. Jeśli to jest szukanie pracy, to jak nazwać odebranie telefonu lub oddzwonienie? Ekstremalne szukanie pracy? Xhejn, no.

* * *

Żeby nie było, że tylko o kobietach. Z CV młodego mężczyzny:

Inne zalety oraz zainteresowania: (…) zakupy w sieci.

Lubimy ludzi z pasją. Zakupy w sieci pochłaniają go widać do tego stopnia, że nawet poprawnej pisowni patrona szkoły nie miał czasu sprawdzić. A może to nie zainteresowanie, tylko zaleta? Ludzie, piszcie dokładniej swoje CV, bo rekruterzy się gubią się.

Drobny edit: po napisaniu powyższego stwierdziłem, że może czepiam się szczegółów, a pomijam naprawdę istotne powody aplikowania. Jak można się domyślać, przeczucie nie zwiodło mnie. Otóż wzmiankowany idealnie nadaje się do nas [pisownia oryginalna]

z powodu rozwiniętych umiejętności komunikacyjnych, a także rozwiniętym umiejętnością analitycznym oraz pracy w zespole

Inkąpetąs, część dwunasta.

Będzie nudno, szaro i generalnie bezbarwnie.

Przysłała CV; dzwonię z zaproszeniem, ale nie może rozmawiać, bo jest z dziewczynkami w sklepie. Ale zadzwoni później.

Zadzwoniła. Chce wrócić z wychowawczego. A ja chcę zamknąć sprawę, więc umawiam się na poniedziałek, na 11:00. – Ojej – mówi. – Chyba się nie da, bo nie będę miała z kim zostawić dziewczynek. – Żaden problem, może pani przyjść z nimi, sam mam niewiele starsze dzieci, więc wiem, jak jest – mówię. – Świetnie – odpowiada – bardzo panu dziękuję, w takim razie będę. I spróbuję jeszcze przyjść z koleżanką, żeby nie robić problemu.

Prawie dałem się nabrać. Nie przyszła ani ona, ani koleżanka, o dzieciach nie mówiąc; dzwoniłem cztery razy, telefon nie odpowiada, bo i po co? No chyba, że ją coś zeżarło; wypadki chodzą po ludziach, a w szczególności po nietrzymających ustaleń kandydatach do pracy.

* * *

Cztery wersje puenty – o chamstwie, moim nastawieniu do wracających do pracy matek z dziećmi, o nastawieniu tychże matek do pracy [a i owszem, uogólniam i co mi zrobisz?] i o stopniowym twardnieniu pewnej części ciała [opozycji do miękkiego serca] – zostały usunięte, to samo spotkało fajne koncepcyjnie porównanie – w aspekcie podejścia do wykonywanej pracy – ludzi i komarów.

Inkąpetąs – część jedenasta.

Tym razem będzie refleksyjnie.

Przyjechała z dalekiego kraju – w sumie rzutem na taśmę, bo już domykałem grupkę. CV zacne, się wpasowujące się niemal idealnie. Na rozmowie – trochę gorzej, ale w sumie też solidne, tylko kapkę drogo. Na pytanie, za ile moglibyśmy kupić u niej namiastkę świętego spokoju na kilkanaście – kilkadziesiąt miesięcy [czyt. zadowalająca ją kasa za ok. rok]… odpowiedziała. Nieco za dużo, no ale DGCC. Czyhające mendy społeczne informuję, iż jest to zabieg celowy; swoje widełki mam i mógłbym powiedzieć [czasem nawet mówię], ale akurat na tym stanowisku zależy mi na kwocie spontanicznej, żebym nie usłyszał wymuszonego kontekstem „tak”, zakończonego odejściem po paru miesiącach.

Wybraliśmy inną, nieco tańszą i w sumie równie dobrą chyba. A tamta napisała maila, czy już koniec rekrutacji [wiem, świnia jestem… kiedyś próbowałem każdemu odpisywać, ale nie dałem rady i od tej pory każdego szczerze z góry przepraszam jeszcze na rozmowie, no]. Więc mając na względzie daleki kraj grzecznie odpisałem, że na wakat zatrudniliśmy kogoś [cyt.] „o lepszej relacji umiejętności wykazanych na rozmowie kwalifikacyjnej do oczekiwań płacowych” [ja pierdziu, rzecznikiem rządu mógłbym normalnie być, no]. I dopisałem, że w zasadzie moglibyśmy negocjować i pewnie coś by z tego wyszło, ale nie moglibyśmy raczej polubić się na dłużej za zauważalnie niższą kwotę, bo to by w sumie niepoważne było. Wszystko ąę, grzecznie i kulturalnie.

A ona do mnie, że właśnie tak się jej zdawało, że za dużo powiedziała, no ale że mleko się rozlało i nam również życzy wszystkiego.

A potem przysłała jeszcze jeden mail. Że jeśli nierealne jest, żebyśmy się wzajemnie polubili na dłużej za tyle, ile napisała, to ona w zasadzie będzie nas równie mocno i równie bezwarunkowo lubić za 40%-50% mniej. A przecież nie mówimy o odchyleniach od najniższej krajowej. Ocipieję, kochany pamiętniczku. Jak bum cyk cyk, ocipieję.

Inkąpetąs – część dziesiąta.

Srogo dzisiaj było, oj srogo…

Dzwoniła wcześniej trzy razy, że by chciała. To ja do niej, że może początkiem września coś się wyszykuje się. Na stanowisko „junior ktośtam”, się umówmy się. To zadzwoniła, że chce, tom ją umówił. Zaczęła marudzić, że nie jest pewna, ale wrzuciłem to w koszty, bo z dalekiego kraju może się faktycznie jechać nie chciało, acz konwencja rozmowy już wygenerowała gęsi skórek, który żem zignorował, głupi ja. Nawet kwoty po dobremu podałem, czego nigdy telefonicznie nie robię. Zechciała. I przyjechała. No to ja do niej po angielsku… a Domina do mnie, że o tem potem, a teraz mam jej powiedzieć coś o pracy. Poważnie! Jajcusiowi już kiedyś pisałem, że chronicznie uskarżam się na brak ciętej riposty online, nie inaczej było w tym przypadku; zdążyłem tylko bąknąć coś o prawach rekrutera na rozmowie kwalifikacyjnej, a Domina do mnie, że w sumie tak, ale teraz mam coś powiedzieć o pracy enyłej, bo Ona po angielsku teraz gadać nie będzie i już. W*n żem się niemiłosiernie zrobił, zawołałem Wice z życzliwym szeptem: „Nie mam ochoty z nią gadać, a za wybitny jestem, żeby od razu ją wypieprzyć za drzwi; pokaż jej, kochanie, że w d* była i g* widziała, ale zrób to w dwie minuty, bo spieszy mi się”. Wice z anielskim uśmiechem na twarzy zaczęła mieszać Dominę merytorycznie z błotem… a Domina z tego błota wyskakuje cała uświniona [na żadne pytanie nie odpowiedziała oczywiście dobrze, bo niby jakim cudem, hahahaha…] i zaczyna do Wice pyskować, że się nie zna, bo Ona to robi inaczej i że Wice źle stawia pytania. Wice poczuła, że ulatuje pospiesznie z konwencji, więc z uśmiechem podziękowała i przekazała rozmowę mnie. Odzywam się tedy do Dominy z pytaniem, czy zechce może teraz łaskawie pogadać po angielsku, a Ona do mnie, że w zasadzie się zastanowiła i że nie chce już aplikować. Wziena i wyszła.

Kiedyś pijany zając włóczył się po rżysku,
A spotkawszy niedźwiedzia, naprał go po pysku.
Niedźwiedź wpadłszy do domu wrzasnął: – Leokadio!
Coś się chyba zmieniło, włącz no prędko radio! [A. Waligórski ofc]

* * *

Lektura prasy bieżącej.

Z rubryki „zainteresowania kandydatów”.

* * *

UPDATE: Aaaaaa! Dwie merytoryczne [por. wyżej] rozmowy dzisiaj i obie wiedziały, ile jest 36*37! Nie wiem, czy mam węszyć przeciek, czy anomalię statystyczną…

Inkąpetąs – część dziewiąta.

Wasz Szalejący Rekruter [TM] powraca! Jak zwykle, oczekujcie nieoczekiwanego! Marsz Imperialny prosz!

Parlando:
– Oooo, widzę, że pani wpisała tu „zdolności analityczne”…
– Taaak. W poprzedniej pracy strasznie się interesowałam liczbami. Jak się coś nie zgadzało, to potrafiłam siedzieć czasem nad tym parę godzin, żeby dojść, co jest nie tak!
– Świetnie. – odkryłem dzisiaj, że lekkie przekrzywienie głowy [mojej] budzi panikę. – A ile to będzie… no, na przykład… 36*37?
– Alecooouuuiieeeeeeeauaaaa!…

I upłynęły cztery miesiące, jak zwykle w takich przypadkach. Uwielbiam demaskować w ludziach powierzchowność ich zainteresowań, mharharhar.

* * *

– Eeee… – to wbrew pozorom ja. – Na czym polegała pani praca kuponistki?
– Ulotki rozdawałam, no.

To jest wtręt edukacyjny, „kuponist[k]a” zastąpił człowieka od dystrybucji ulotek. Dziękuję za uwagę.

* * *

Albo się starzeję się, albo wprost przeciwnie z młodzieńczą werwą wychodzę poza utarte schematy, albo te trzy obiecująco profesjonalne męskie CV same wpadły mi w łapy. Jeden napisał z Poznania, sam nie potrafił stwierdzić, czemu zgłosił się po robotę do Krakowa, skoro się tutaj nie wybiera. Drugi z żalem odmówił spotkania się w sprawie deklarowanego przezeń całego etatu, tłumacząc to studiami – tak, trwającymi również niespodziewanie w trakcie wysyłania przezeń aplikacji. Trzeci chciałby na cały etat i mu to konweniuje, ale chce mieć wolne wakacje, bo już ma ugadaną fuszkę i generalnie ortogonalne plany życiowe.

Inkąpetąs – część szósta, prolog do trzeciego aktu.

Hehehehe, jakby powiedział Jacek Gmoch. Dzisiejszą [baczność!] wstępną selekcję aplikacji [spocznij!] sponsoruje kilka wniosków natury boleśnie prozaicznej raczej.

Wniosek pierwszy: nie każda posada, o którą się starasz się, jest koherentna z każdym adresem mailowym, z którego wysyłasz dokumenty. Szczególnie, jeśli jest to adres typu goryl1221@buziaczek.pl.

Wniosek drugi: jeśli już przejawiasz upodobanie do walenia ponadnormatywnej ilości ortografów, nie podpisuj się przynajmniej w mailu „Mistrz”.

Wniosek trzeci: przed zdobyciem szacunku u innych warto pomyśleć o nabyciu odrobiny szacunku do samego / samej siebie i zwalczenie kompleksów. Osobie opisującej swoje ostatnie doświadczenie zawodowe jako „pozostałe stanowisko magazynowe” [sic!] nie można zaproponować zbyt wiele z samej przyzwoitości, choćby się naprawdę chciało. I nie, nie chodzi mi o stanowisko magazynowe – żadna praca nie hańbi oprócz pracy społecznej. I pozostałej, rzecz jasna.

Mimo wszystko jestem rozczarowany. Przekopałem się już przez kilkanaście aplikacji i nie znalazłem jeszcze tym razem żadnej, która chciałaby się szerzej zaprezentować na rozmowie kwalifikacyjnej. Ale to pewnie wina niskich temperatur.

Rekrutacja dopiero się rozkręca, zostańcie Państwo z nami, wracamy po przerwie.

Inkąpetąs, cz. V.

Sytuacja się stabilizuje się. Dialogi niedobre, bardzo niedobre. Nauczony doświadczeniem, zwalczyłem tylko jeden temat – w kwestii angielskiego pomaga stwierdzenie, że if your declared English knowledge does not fit your real language skills please go sodomize yourself with the retractable baton model ASP 21″, wszystko ubrane oczywista w biznesową mowętrawę. Pytanie o 36*37 w dalszym ciągu pozostawia za sobą zgliszcza, więc nic nowego, z rzeczy wartych odnotowania godzi się tylko wspomnieć o Józefie Komornickim, absolwencie studiów przygotowujących do pracy w zawodzie jakimśtam, który przedmiotu naprawdę ściśle przygotowującego do pracy w zawodzie jakimśtam miał raptem jeden semestr. Tak właśnie, jeden semestr. Jednego przedmiotu. Mniemam, iż poza nim pan Józef pochłaniał zawzięcie wiedzę z podstaw informatyki, turystyki międzynarodowej [brrr, o matko!!!… gdybym sam ongi nie wyślizgał był się z tego po dwóch zajęciach na rzecz programowania w VB, trauma prześladowałaby mnie do końca moich dni!] oraz instytucji Unii Europejskiej. Płeć oraz dane osobowe Katarzyny Michałowskiej zostały oczywiście zmienione.