.

Nie rozumiem tej ogólnoświatowej fascynacji Lovecraftem. Czytam właśnie „Zgrozę w Dunwich” i jedyne, co mnie przeraża, to to, że z każdą kolejną stroną napotkam jeszcze więcej przymiotników „straszny”, „przerażający”, niewyobrażalny” i „straszliwy”.
 
A opowiadanie, gdzie jakiś samotnik [„straszliwy i niewyobrażalny”, a jakże] dorasta w jakimś oderwanym od świata i [a jakże] „mrocznym” zamczysku w „niewyobrażalnej” [a jakże!] głuszy, po czym wbija się na imprezę, gdzie paraliżuje go przerażenie wskutek zobaczenia po raz pierwszy własnej mordy w lustrze, to już naprawdę szczyt grafomanii. No nic, jakoś zmęczę to do końca, może się rozkręci. W sposób mroczny, złowieszczy i nieogarnialny od eonów, a jakże.