Inkąpetąs, część szesnasta.

Tego jeszcze nie grali.

Sama rozmowa, jak rozmowa, nic szczególnego. Poza odpowiedzią na pytanie, dlaczego chce się przebranżowić. Bo w zawodzie nie ma dla niej pracy, tak mówi.

Absolwentka matematyki, chwali się znajomością R [więc pewnie jakiegoś pytonga też]. W Krakowie.

Nie no, serio. Jestem w stanie serio serio zrozumieć, że może jej to nie interesować. Że nie lubi kodować, że to zwyczajnie nie jej broszka. Ale ona twierdzi, że nie ma dla niej pracy. Eksplicytywnie, rzekłbym. Są widać rzeczy w niebie i na ziemi, o których nie śniło się nawet waszym fizjologom.

O rynku pracownika.

Są serwisy typu GoWork, te wszystkie linkediny, etc… A w nich – opowieści, jak nam źle, jak szefowie januszują, jakie buraki i wogle.

A mi marzy się serwis dla pracodawców. Założony odpowiednio daleko, żeby nie objęła go żadna chromolona jurysdykcja rodowska. Gdzie możnaby zapisywać opinie o kandydatach do pracy, którzy umawiają się na rozmowę, a potem ani nie przychodzą, ani nie zadzwonią, ani nawet telefonu nie odbiorą. Miałby pewnie duże powodzenie, bo na każdy taki wpis potencjalny pracodawca miałby około godziny czasu.

Niech to wszystko już pierdyknie. Mocno, głośno i wyraźnie. Proszę.