O Stefanie.

Niesioł.

Nie chodzi mi o rzucanie kamieniem… znaczy… no, nieważne. Chodzi o to, że to Stefanek Lakmusowy naszego podzielonego społeczeństwa.

12f04789eaa51ed84f12d30948cd-is-hypocrisy-the-greatest-threat-to-human-societies
Żródło: debate.org

Bo gdyby patrzeć bez uprzedzenia, zacietrzewienia, itp., to jego temat to obiektywnie samograj dla antyklerykałów. Z tego, co dociera do publiki, to niemal klasyczne „modli się pod figurą, a diabła ma za skórą”. Młyn na wodę dla wszelkich antyklerykałów, przeciwników KK, publiki „Kleru”, itp. I nie piszę tylko o jego ostatnim wyczynie – z mało chrześcijańskiego języka [delikatnie mówiąc] kojarzę człowieka jeszcze od czasów ZChNu. A potem było tylko gorzej.

A tymczasem – cichosza. Może selektywnie media odbieram, ale jakoś nie spotkałem się z jakimś masowym wywlekaniem przewag Stefana w kontekście krytyki KK. Jak idzie na Kościół, to leci każdy możliwy ksiądz ze standardowym katalogiem onetowych grzechów, prawdziwe czy domniemane faryzejstwo okołoPiSowskie, pedobeary, ostatnio memy ze Smarzowskiego, trafi się czasem Michalkiewicz… A o Stefanie – nic albo prawie nic. Wy wiecie dlaczego i ja wiem dlaczego – bo on nie z tych, w których walić należy. To, że wystawia się na strzał [powtórzę: nie oceniam – stwierdzam fakty], a z tej racji nie dzieje mu się nic albo prawie nic – to dla mnie koronny dowód tego, że poczucie racji w polityce już dawno straciło sens [przynajmniej dla tych, którzy KK nie przepuszczą przy żadnej innej okazji, czyli Sami Wiecie Komu], zastąpione prymitywnym trybalizmem.

I w naprawę Rzplitej uwierzę dopiero wtedy, kiedy antyklerykały zaczną masowo mieszać Niesioła z błotem obok całej reszty atakowanych katolików z prawej strony na głównej onetu.