Lingwistycznie.

Albo mój angielski nadaje się do kapitalnego remontu, albo w wyrażeniu „gradient descent” słowo „gradient” pełni rolę przymiotnika, a nie rzeczownika, i polskie tłumaczenie winno brzmieć jak coś a’la „zejście gradientowe”, a nie „gradient prosty”! Tłumaczenie „gradient descent” tak, jakby przymiotnik był na drugiej pozycji, a nie pierwszej, na kilometr zajeżdża hiszpańszczyzną albo jakimś innym romańskim, a nie angielszczyzną.

A przynajmniej nie moją angielszczyzną. Albo mi się chce spać, czego też nie wykluczam. Ale nawet działanie tej metody – opadanie na wykresie w kierunku minimum funkcji – też potwierdza moją wersję. Tym bardziej, że żeby tłumaczyć „descent” jako prosty, trzeba mieć naprawdę dziwny słownik.