Trzy czwarte książki motywacyjnej.

Po obie książki sięgnąłem z zachwytów Michała Śliwińskiego, twórcy Nozbe – aplikacji używanej przeze mnie praktycznie na okrągło do GTD. Ktoś mający hopla na punkcie produktywności – i w przeciwieństwie do jutuberów broniący się wynikami w postaci chociażby całkiem sporej firmy, i to w dodatku bez fizycznego biura – nie może przecież polecać byle czego. Michał twierdzi wręcz, że ksiązki te przeorały mu myślenie – podobnie zresztą, jak mi kiedyś panaallenowskie „GTD” właśnie. Głupotą byłoby nie skorzystać.

Nie pamiętam – a szukać mi się nie chce – czy pisałem już tutaj kiedykolwiek o moim podejściu do literatury motywacyjnej. Primo – uprasza się o niewrzucanie wszystkiego do jednego wora z racji zbyt dużej pojemności gatunku – jedni piszą o wspomnianym GTD, inni piszą „Sekret” [którego nie czytałem, ale się wypowiem!], wnioskowanie na całą populację generalnąmid_esencjalizm-1500px_5634 jest niemożnością. Secundo – niby to wszystko jest oklepane, niby hahahha, no kurde, stary, jak mam traktować poważnie książkę, w której gostek radzi mi skupić się, wyłączyć fejsa na czas pracy czy wyznaczyć sobie cele? No niby oklepane to jest… ale świat dziwnym trafem pełen jest osób, które przez trzy miesiące nie umieją wypełnić prostego arkusza [co rzutuje niezałożeniem firmy o potencjalnie wielkim przychodzie, a w kontekście wywałki poprzedniej firmy niewypełniającego – o jego pójściu w menele, i to dosłownie, bo żona z loserem zadawać się nie chce i precz wyrzuca]. Którego część stanowi niżej podpisany, zbierający się do innego pomysłu już od chyba roku, sorry, M.! Którego część… niech rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie zmarnował okazji nie przez nierozeznanie czy brak kompetencji, ale przez własną indolencję. Ale na literaturę motywacyjną ponarzekać jest generalnie lekko, łatwo i przyjemnie – inną sprawą pozostaje, czy poza „postawieniem antytezy do indolencji” książki takie niosą jakąkolwiek wartość merytoryczną.

„Esencjalista” i „Jedna rzecz” niosą, traktując w zasadzie o podobnym przedmiocie. McKeown w „Esencjaliście” porusza kwestię zmniejszenia skutecznego zakresu spraw, będących przedmiotem naszego zainteresowania. „Skutecznego”, bo tak naprawdę esencjalista analizuje dużo więcej możliwości, niż statystyczny, ale do realizacji przyjmuje tylko rzeczy najważniejsze. Nieesencjalista łapie dziesięć srok za ogon, próbując ogarnąć wszystko na raz, robiąc to „kiedyś”… i nawet czasem cokolwiek z tego mu się udaje. W podejściu esencjalnym ważne jest, żeby analizować dużo więcej, bo tylko dzięki takiej analizie zyskujemy możliwość nieprzegapienia rzeczy naprawdę ważnych lub obiecujących.

Autor prezentuje podejście jak najbardziej słuszne, ale argumentacja i środki prowadzące do celu wypadają raczej biednie. Tutaj jakaś deklaracja misji, tam wywody o wpływie minimalizmu na klarowność, jeszcze gdzieś tam wywody o sile rutyny… Wszystko niby słuszne, a jednak podane w takiej formie, że do końca „Esencjalisty” dobrnąłem poniekąd jedynie z obowiązku. Jeśli ktoś chce znaleźć w formie książki argument za biedą umysłową całego „prądu motywacyjnego”, ta książka nada się idealnie. Sama koncepcja, jak wspomniałem, broni się dobrze, ale jej wykład to tragedia. Z całej książki użyteczną znajduję jakąś ćwiartkę.

* * *

Prosty rachunek matematyczny i już widać, że do tytułowych 3/4 książki motywacyjnej następny tytuł wniesie więcej. W ostatecznym rachunku faktycznie tak jest, ale po drodze bardziej buja.

Jedna rzecz„, autorstwa Gary’ego Kellera i Jaya [?] Papasana tezę, poruszoną w „Esencjaliście” stawia dużo mocniej, żeby nie rzecz ultraradykalnie. Wyznacz cel życiowy. Zastanów się, co może przybliżyć cię do niego w perspektywie powiedzmy pięcioletniej. Zastanów się, co do wspomnianego celu pięcioletniego może przybliżyć cię w perspektywie tego roku. Zastanów się, co musisz zrobić w tym tygodniu, żeby wpasować się w ciąg czynności, które mogłyby przybliżyć ci wspomniany cel roczny.

jedna-rzecz-w-iext43250485A potem zastanów się, jaka jest jedna rzecz, której osiągnięcie przybliży ci cel tygodniowy, którego osiągnięcie zbliży cię do celu rocznego, który zbliżyłby cię do celu pięcioletniego, który pomógłby ci w osiągnięciu twojego Opus Magnum. I zrób to w najbliższym czasie, odkładając wszystko inne, do cholery!

Pośmialiśmy się z literatury motywacyjnej, prawda? A czy twoja aktualna praca przybliża cię do celu rocznego, który zbliżyłby cię do celu pięcioletniego… etc. A skąd masz to wiedzieć, skoro nie zdefiniowałeś swojego Opus Magnum?

Książka powala na kolana. Sugestywną narracją na początku też. Ale „Jedna rzecz” urzeka przede wszystkim dosadnością rozprawienia się z mitami, wpajanymi nam od kołyski. O pochwale wielozadaniowości. O konieczności zdyscyplinowanego trybu życia. O potędze chęci. O [złym rozumieniu] konieczności równowagi życiowej. Gdyby książka kończyła się w połowie, byłaby idealna, z wyjaśnieniem analogii między łańcuchem zdarzeń a dominem, opowieścią o potędze koncentracji, podkreśleniem wagi zdrowego trybu życia i prawidłowego snu…

Niestety, kończy się dwakroć za późno, a lektura samej drugiej połowy prowadzi wręcz w nieuczęszczane rejony ocen ujemnych. Po suchym i precyzyjnym wykładzie następuje bowiem część praktyczna, pełna motywacyjnego pieprzenia, odklejonych wizualizacji i księżycowych rad. Parę [oczywiście wyrwanych tendencyjnie z kontekstu]: proś o pomoc – również tych, których pięć minut wcześniej spuściłeś na drzewo odmową. Przekraczaj bariery. Nie żałuj niczego. Koncentruj się na Jednej Rzeczy przez cztery godziny dziennie, najlepiej rano.

To zresztą nie do końca tak, że to wszystko jest całkiem odklejone. Jest raczej tak, że książkę wyrzuci do kosza osoba myśląca krytycznie, nie zaznajomiona z GTD – bo właśnie GTD wypełnia luki i niesmak, pozostawione przez lekturę „Jednej rzeczy”. I vice versa. Nie widzę sposobu – a raczej: widzę, ale widzę również jego cenę – na realizację celu przy pomocy samych tylko metod z Kellera. I to jest cena nieakceptowalna. Dopiero, gdy po lekturze i implementacji GTD „Jedna rzecz” utrafi w „pustkę myślową”, jaką pozostawia otwarta de facto kwestia priorytetyzacji i wyboru w określonej sekundzie życia [co – nie ukrywam – było dla mnie ciężkim orzechem do zgryzienia], kiedy mądre GTDowe zarządzanie strumieniem zadań komponuje się kapitalnie z Priorytetem, wtedy obie grupy technik prześlicznie wskakują na swoje miejsce, tworząc system idealny – przynajmniej dla mnie. Najpierw GTD, potem „Jedna rzecz”. I będzie grubo, powiadam.

Bardzo grubo.

A jaka jest Twoja Jedna Rzecz?

5 thoughts on “Trzy czwarte książki motywacyjnej.

  1. Będzie nie na temat.

    Primo: a co to tu się wyglądowo stało? 🙂

    Secundo: Nozbe + M. Śliwiński to ciekawy fenomen. I tak jak jestem uzależniony od tej aplikacji/systemu, tak … nie trawię Michała. Próbowałem, czytałem, słuchałem, ale nadal podsumowałbym moje wrażenie (wiem, że pewnie krzywdzące): Chłopięco-infantylny would-be-Steve-Jobs.

    Polubienie

  2. Primo: stała się zmiana motywu, gdyż stary, zdaje się z automatu, wzbogacił się był bez mojej wiedzy i zgody o jakieś niepasujące mi liternictwo.

    Secundo – cóż, napiszę tak: nieskromnie uważam, że posiadłem umiejętność, pozwalającą mi na niemal całkowite oddzielenie człowieka od niego samego. Dlatego też na joggerze wysoko ceniłem n3m0 [mimo ustawicznego darcia z nim kotów], dlatego też – pomimo chyba podobnego odbioru jego image’u – uważam, że MŚ odbębnia kawał znakomitej roboty. I w Nozbe, i w swoich przekazach.

    Polubienie

      1. Fajnie, ale tak właściwie to po co to wszystko? Po co mi jedna rzecz i cała ta napinka na ościągnięcie w życiu „Czegoś”? Hę?

        Nie wyznaczam sobie celów (poza ultra-krótkoterminowymi), ani zadań. Mam w pamięci grafik na najbliższe 1-2 tygodnie tylko dlatego, że w gra w brydża wymaga umówienia się z partnerem naprzód. Robię to, co wymaga zrobienia, a tego, co zrobienia nie wymaga, przeważnie nie robię. W wolnej chwili biorę się za to, co mi akurat wpadnie do ręki. Uczę się, gram w brydża, czytam, pracuję, każda z tych rzeczy rozwija się miarowo swoim torem. I co najważniejsze: nie wierzę w coś takiego, jak stracony czas. Nie ma straconego czasu. Są tylko czynności i zdarzenia, których wagę uświadamiasz sobie i rozumiesz, oraz takie, których znaczenia i wagi nie rozumiesz. „Zmarnowane” 5 lat studiów przekonuje mnie o tym dobitniej, niż cokolwiek innego. 😉

        Że „nic w życiu nie osiągnę”? No cóż, jakoś mnie to za bardzo nie boli. A poza tym to i tak jesteś w błędzie. :p

        Polubienie

  3. @Świętomir: posłuchaj starszego, weź to przeczytaj.

    To nie tak, że za kilka lat „nic nie osiągniesz” [i to nie tylko dlatego, że nic nie osiągnąć dzisiaj w IT to duża sztuka, a Ty nie jesteś aż tak zdolny :P] To raczej całkiem realne niebezpieczeństwo, że podobnie jak ja, zechcesz łapać dziesięć srok za ogon i za parę lat zostaną Ci w ręce może nie pióra, ale niewiele więcej. I uświadomisz sobie, że zamiast ochnastu piór mogłeś mieć kilka tłustych wron – nawet niekoniecznie zawodowo, może nawet hobbystycznie.

    Interesuje mnie za dużo rzeczy – w efekcie mam orientację w chyba większej ilości rzeczy, niż przeciętny, i chyba nawet parę osób tego mi zazdrości, ale w każdej z nich wypadam poniżej średniej. Co z tego, że zagram na gitarze, skleję model, coś tam dłubię w genealogii, etc., a ten czy mąż tamtej tylko siedzi przed TV i piwo żłopie – skoro nie zagram żadnej fajniejszej solówki, do modeli waloryzowanych nie mam startu, a z samej „genealogii metrykalnej” brak mi wciąż nawet połowy najłatwiejszych dat z archiwum, o wywiadach rodzinnych nie mówiąc – a coraz to ktoś umiera. Niby to wszystko dla phunu robione jest – ale któregoś dnia wstajesz i widzisz, że dobrze byłoby zobaczyć efekt nawet tego phunu.

    Książka niewielka, wartość oczekiwana – całkiem spora. Radzę jako ktoś, kto widzi w Tobie siebie samego czas jakiś temu 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s