Impreza.

Słychać tylko wycie.

* * *

Nie będę kokietował PT Cipaństwa opowieściami, co się odpierdzielało za moich czasów. Ani – dla równowagi – epatował czytaniem Prousta na imprezach. Epatować złotym środkiem zamierzam. Dawało się [nie: dało] nas czasem słyszeć. Czasem gitarę, czasem śpiewy po pijaku albo i na trzeźwo. Ktoś opowiedział dowcip, więc towarzystwo ryknęło, parę razy za głośno rozmawialiśmy o różnych dziwnych rzeczach, najczęściej o polityce. Za tańcami nie przepadaliśmy, więc muzyki raczej nie było – co nie znaczy, że w ogóle. Ale reszta i owszem. Łącznie z obserwowaniem telewizorów wylatujących z balkonów akademików.

* * *

A ci nie piją [przynajmniej nie głośno], nie śpiewają, nie grają, nie wyrzucają niczego przez okno. Nie ryczą ze śmiechu. Tylko wyją. Nieustające od parudziesięciu minut serie „Wow!”, przeplatane regularnie – excusez le mot – niemalże rytmicznym piskiem niedorżniętych panienek.

Zupełnie, jakby ich wszystkich wypuścili nagle z tej samej serii publiki dla któregoś z talent shows. Z identycznym skryptem.

Nic, tylko powtarzające się co kilkanaście minut – wycie. „Wow!” i piski. Piski i „wow!”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s