Timego Gatesos et upgrada ferentes.

Po skorzystaniu z darmowej oferty podniesienia się do Win10 wszystko poszło całkiem fajnie. Jedyne, co mnie dziwiło, to wydłużający się czas renderu w Movie Studio; półgodzinna pierdółka zajęła komputerowi niedawno parę godzin, ale nie miałem czasu, żeby się nad tym doktoryzować.

Do soboty. Przedwczoraj pierwsza od dawna konkretniejsza, półtoragodzinna sklejka oznajmiła mi radośnie na wstępie dwunastogodzinne wycięcie z życiorysu z tendencją rosnącą. „Co do kroćset?” – pomyślałem i rzuciłem okiem nieco głębiej.

Dwadzieście procent. Tyle obciążenia notował średnio rdzeń podczas normalnego renderingu; mój stary aemdek był dużo pracowitszy, popylając na pełnej mocy. A może, w związku z zakupami, to nie procesor jest teraz wąskim gardłem? – pomyślałem tępo, i lekkomyślnie uczepiwszy się tego toku myślowego, straciłem następne pół dnia na telefon i guglanie.

windows10plaen-640x353Jałowe rozmyślania przerwałem w zasadzie bez morału. Po prostu trafił mnie szlag, wziąłem, sformatowałem i wróciłem do 8.1. I nagle moc i4790 wybrzmiała trąbą jerychońską, i sto procent rdzeni ryknęło, i pięciościeżkowy projekt robi się znów ledwo jakieś dwa razy dłużej, niż jego nominalna długość.

I gdyby nie objawiona z nagła konieczność wojny partyzanckiej i czekania z palcem na F11 przy restarcie, bo grub trafił do grobu – w zasadzie nie ma tego złego, co by na dobre nie weszło; do tej pory nie miałbym pojęcia o UEFI [wcześniej działało, sam nie wiem, jak] – wszystko byłoby dobrze. Podnoszenie linuksa nie przybliża mnie jednak tak szybko do wieczności…

4 thoughts on “Timego Gatesos et upgrada ferentes.

  1. Nie wiem, jak się układa współpraca na linii UEFI – Windows, wiem tylko że dla Linucha żadnego GRUBa już mi nie potrzeba, odkąd jest UEFI. Nawet względnie automatycznie się konfoguruje na Archu, w którym z założenia wszystko robi się ręcznie.

    Swoją drogą wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach dual boot to już przeżytek. Prościej i łatwiej (i do większości zastosowań praktycznie bez uszczerbku dla wydajności) postawić Linuksa na wirtualce i cieszyć się oboma systemami na raz. O ile, oczywiście, istnieje coś takiego jak „cieszenie się” Windowsem… 😉

    Polubienie

  2. No nie wiem. Parę lat temu próbowalem czymś darmowym [vmware?…] wirtualizować XP pod linuksem. Działać działało, ale szału nie było – głównie z racji grafiki ledwo poprawnej. Oczywiście być może od tamtej pory coś się zmieniło.

    Polubienie

    1. Nie, no, bo zabrałeś się do tego od dupy strony. :p Windows, jako zasonbożerne bydlę, które każdy komputer potrafi zajeździć, instalujesz na metalu. W Windowdsie – VirtualBoksa i w nim wreszcie Linuksa. Linux sobie poradzi z ograniczonym wirtualizowanym środowiskiem, Windows niekoniecznie.

      Dodatkową kwestią jest hardware. Generalnie każdy ma porządny sterownik na Windowsa, a na Linuksa to już różnie bywa. Dlatego chcesz Windowsem wirtualizować Linuksa, a nie na odwrót.

      Praktykowałem to kilka lat temu i działało wyśmienicie.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s