Ale jak to?

Czysto subiektywnie to ja mam wrażenie, że pobrexitowa narracja opierała się na prawie wszystkim. Że populizm, że zagłosowali w stanie pomroczności jasnej, że to stracą, że to, że tamto, że siamto, że owamto. Czy będzie drugie referendum, czy pierwsze jest w ogóle ważne, co z emigrantami, hu let de dogs ałt, skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd idziemy, gdzie jest najbliższa Pizza Hut, do wyboru, do koloru.

Ale subiektywnie – w swoim bąbelku informacyjnym, YMMV – w całym tym słowotoku NIE zauważyłem jednego tonu: czy się da, czy się nie da. Ale że jak miałoby się NIE DAĆ? Postanowili, zagłosowali i wyjście jest – przynajmniej wg stanu na dzisiaj – przesądzone. A u nas na wszelkiej maści euro”sceptyków” na początek wszelkiej dyskusji idzie [a raczej: szło] straszenie, że się nie da. Chromolić art 50, na który właśnie powołują się Brytole. Wicie rozumicie, my byśmy Wam teoretycznego nieba teoretycznie uchylili, ale po prostu nie da się wyjść i już.

I teraz pytanie: co jest / było przyczyną takiego stanu rzeczy? Różnica klasy klas politycznych, o której pisał niedawno Cynik [którą to różnicę klas zwolennicy jedynej opcji wbrew deklaracjom pogłębiają] – czy mały areał pod jabłonką, skazujący upadłe jabłko na sąsiedztwo dorosłych, wypijających z ziemi dawne soki o nieustającej przyjaźni, wiecznym sojuszu i braku dlań alternatywy?

Bo od dawna wiadomo, że nie ma takiej sytuacji, dla której alternatywą nie byłyby kaczki…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s