Raspberry Pi.

Pół dnia spędzonego w robocie na próbie zmuszenia go do wyplucia czegokolwiek na ekran.

Dociskania karty pamięci.

Zmiany kolejności wpinania kabli, na co tępe bydlę reagowało zmianą wzorku migotania zielonej diody… z czego nie wynikało absolutnie nic.

Sprawdzenia dwóch kart microSD, formatowanych pisiont razy, bom się zasugerował się zmianą wzorku migotania zielonej diody.

Wertowania podręcznika awarii niedziałającego RaspberryPi, połączonego z eliminowaniem kolejnych potencjalnych przyczyn.

Tylko po to, żeby zawleczony do domu i podpięty do domowego telewizora zadziałał od razu. Może nie zdzierżę i polecę jeszcze dzisiaj sprawdzić, czy winien jest kabel HDMI, czy hipotetycznie istniejący, a nieustawiony właściwie przełącznik źrodła sygnału w świeżo kupionym monitorze.

Puenty nie będzie.

EDIT: tak, to było nieustawione właściwie źródło sygnału w menu monitora. System odpalił.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s