Kultura wyższa ma się niezgorzej.

Kolega namówił mnie na operę. Choć jakoś nigdy nie budziła mojego entuzjazmu*, to jednak namawiał wczoraj tak skutecznie, że namówił. 21 czerwca gdzieś na Wawelu ma odbyć się spektakl o najpiękniejszych ariach operowych świata. Dzisiaj miał kupić bilety, w zależności od miejsca od 30 do 100 złotych.

Sprzedaż biletów rozpoczęto o ósmej. Kolega zadzwonił o ósmej dziesięć i okazało się, że wszystkie rozeszły się w dziesięć minut, a jemu udało się tylko kupić trzy, porozrzucane po widowni. „Bo tak się kupuje bilety na operę” – mruknął tylko.

W dziesięć minut rozeszła się cała pula.

* * *

„Mayday” w Bagateli grany jest od 1994 roku chyba do teraz, teatr chwali się, że przedstawienie obejrzało już ponad 400 tysięcy widzów. Za czasów mojej młodości i piękności dopiero obejrzenie „Maydaya” uprawniało do noszenia tytułu słoika.

* * *

Niedotowany absolutnie Bukartyk [Kaczmarskiemu i Tuwimowi równy, klnę się na pchły moje] na koncert w klubie Poli [tracę nadzieję, że znajdę zasoby na zrobienie notki z niedzieli] zdołał przyciągnąć może nie dzikie tłumy, ale przynajmniej tyle, że nie myśli póki co o pieprznięciu tego wszystkiego i wyjeździe w Bieszczady. Każdemu zainteresowanemu opłaciło się najwyraźniej porzucenie domowych pieleszy, gratyfikacja musiała być najwyraźniej w porządku.

* * *

I tyle na temat kulejącej kultury i potrzeby jej dotowania. Zdrapując warstwę pustosłowia interpretacyjnego, górnolotnych frazesów i zwykłej polityki okazuje się nagle, że prawdziwa sztuka obroni się sama [„ale nie przede mną!” – jakby złośliwie skomentował to Władysław Sikora z Potemów]. Wychodzi na to, że o państwowy cyc muszą żebrać jedynie skrajne miernoty, niemające do zaoferowania niczego, mogącego wypełnić salę.

Nikogo konkretnego nie mam na myśli; zainteresowani mogą wziąć to na Klatę. Tematyka notki powtórzona z którąś niegdysiejszą, ale primo doszły mi dwa nowe przykłady, secundo nigdy dość radosnego powtarzania truizmów, potwierdzających nasze tezy.

* mój lekki niesmak względem opery wynika z jej staroszmoncesowej definicji: „Na początku on wychodzi i śpiewa, że ją chce, ale ona go nie chce. Potem ona wychodzi i śpiewa, że ona go chce, ale on jej nie chce. A jak już on ją chce i ona go chce, to spada taka wielka kołdra i nic nie widać.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s