Kompromis aborcyjny – proof of concept.

Kler nie jest stroną w dyskusji o aborcji!

Po stokroć racja. Wyeliminować z dyskursu aborcyjnego wszystko, co nie może rodzić! – kler, działaczki lewicowe w wieku balzakowskim, działaczy lewicowych w wieku każdym, a także pp. Wałęsową i Kwaśniewską, mogące rodzić w zasadzie już chyba tylko teoretycznie. Precz z kompromisami, kiedy idzie o kompromis!

Zaświadczenie od lekarza ginekologa, uprawniające do udziału w dyskursie, nadałoby temu ostatniemu jeszcze więcej merytoryki, która pomiędzy klerykalnymi krzykaczami staje się towarem w najwyższym stopniu deficytowym, niestety.

Postulat merytoryczności dyskursu możnaby rozszerzyć jeszcze na kobiety, mogące wylegitymować się kilkumiesięcznym związkiem innym, niż facebookowy, ale to radykalizm, który nawet redakcja tego bloga uważa za zbyt daleko posunięty, przynajmniej na razie.

Moja macica należy do mnie!

Drugi niedoceniany postulat. Należy wszystkim kobietom przyznać nieograniczone prawo do decydowania o własnym brzuchu i życiu dziecka, włącznie z wyłącznym prawem decydowania o jego statusie materialnym. Jakim prawem facet, nieuczestniczący w ciąży, a będący jedynie dawcą nasienia, ma prawo kształtowania warunków bytowych płodu? System alimentacyjny to wszak z jednej strony popłuczyna postpatriarchalna, pchająca silne i niezależne kobiety w szpony zależności od ich mężczyzn, z drugiej – rażąca dyskryminacja męskiej mniejszości, której partnerki narzuciły obowiązki alimentacyjne bez żadnych praw, albo podjęły decyzję o aborcji bez konsultacji z partnerem – a przecież z abortowanego płodu mógł wyrosnąć aktywista LGBT albo bojownik o demokrację i prawa człowieka! Aż dziw bierze, że w środku Europy w XXI wieku ten żałosny relikt lat minionych pozostaje jeszcze w jakimkolwiek systemie prawnym.

Niech żyje świadomy wybór i oświata seksualna!

Nic, tylko przyklasnąć. Należy czem prędzej wprowadzić obowiązkowe, przedaborcyjne USG, żeby kobieta wreszcie mogła świadomie podjąć decyzję o usunięciu płodu. Po trzech minutach oglądania płodu stanie się ona kobietą w pełni świadomą, opierającą swoją decyzję wyłącznie o suche fakty, a nie o podszepty i rysunki tych czy owych. Żadne ulotki, lekcje WDŻ czy publiczne zakładanie prezerwatywy na cokolwiek nie zastąpi widoku płodu na żywo. Precz z hipokryzją edukatorów seksualnych!

Nie ma wolności dla wrogów wolności!

16 thoughts on “Kompromis aborcyjny – proof of concept.

  1. Słabo, słabieńko. Po pierwsze, nie uniknąłeś błędu utożsamienia płodu z dzieckiem. Po drugie, nie uniknąłeś błędu uprzedmiotowienia kobiety („bez konsultacji z partnerem” – a co, może kobiecie i partnera zmienić nie wolno?). To tak na szybko.

    Lubię to

  2. @rozie:
    > Po pierwsze, nie uniknąłeś błędu utożsamienia płodu z dzieckiem.

    Cytat proszsz.

    > Po drugie, nie uniknąłeś błędu uprzedmiotowienia kobiety („bez konsultacji z partnerem” – a co, może kobiecie i partnera zmienić nie wolno?).

    Któryś z nas zagubił się pomiędzy piętrami sarkazmu.

    Jeśli obowiązki, to i prawa. JEŚLI obowiązek alimentacyjny, TO również prawo do decydowania o dziecku – inaczej dochodzi do sytuacji, w której facet ma wyłącznie obowiązki [definiowane de facto decyzją kobiety], a żadnych praw. Zauważ, że powyższe pozostaje absolutnie bez związku z religijnym aspektem całego zagadnienia…

    @TT:

    > Zazwyczaj wiem, o czym trollujesz, ale tutaj się zgubiłem.

    Bardzo mi miło, że jest mi przyjemnie, ale nie umiem Ci pomóc. Może to przez ten wspomniany eksperymentalny ficzer piętrowego sarkazmu. A może to nie niezrozumienie tekstu, tylko spowodowany owym sarkazmem brak orientacji, z której strony zaatakować? Jeśli tak, to nie ukrywam, że cel swój osiągnąłem 😉

    Lubię to

    1. >> Po pierwsze, nie uniknąłeś błędu utożsamienia płodu z dzieckiem.
      >Cytat proszsz.
      „Należy wszystkim kobietom przyznać nieograniczone prawo do decydowania o własnym brzuchu i życiu dziecka”

      > JEŚLI obowiązek alimentacyjny, TO również prawo do decydowania o dziecku –
      > inaczej dochodzi do sytuacji, w której facet ma wyłącznie obowiązki [definiowane de
      > facto decyzją kobiety], a żadnych praw.

      O, znowu.

      > Zauważ, że powyższe pozostaje absolutnie bez związku z religijnym aspektem całego
      > zagadnienia…

      Ja coś o religii pisałem?

      Lubię to

  3. > > > Po pierwsze, nie uniknąłeś błędu utożsamienia płodu z dzieckiem.
    > >Cytat proszsz.
    > „Należy wszystkim kobietom przyznać nieograniczone prawo do decydowania o własnym brzuchu i życiu dziecka”

    Jakby Ci to… wiesz, dziecko jest naturalną konsekwencją tego, co siedzi w brzuchu… niezależnie od tego, jak się „to” nazwie. Rozumiem, że ideologia ideologią i że trzeba koniecznie nazywać inaczej, bo w przeciwnym razie całą argumentację szlag trafi, ale wywodzenie dziecka od płodu błędem raczej nie jest, choćbyś się nie wiem jak starał.

    Jeśli kobieta dokona aborcji, to nie urodzi się DZIECKO. Płody się nie rodzą, chyba że ominęła mnie jakaś reforma językowa…

    > > > JEŚLI obowiązek alimentacyjny, TO również prawo do decydowania o dziecku –
    > inaczej dochodzi do sytuacji, w której facet ma wyłącznie obowiązki [definiowane de
    > facto decyzją kobiety], a żadnych praw.

    > O, znowu.

    O właśnie. Znowu. O ile jestem w stanie zrozumieć [nie: zgadzać się, ale „rozumieć” właśnie] wybiegi nazewnicze dla odczłowieczenia „adwersarza”, o tyle zaprzeczanie najoczywistszemu wydawałoby się ciągowi przyczynowo – skutkowemu nie mieści się zwyczajnie w moim pojmowaniu świata. Z $PRE rodzi się dziecko – niezależnie od tego, czy $PRE=płód, czy $PRE=człowiek. Z działania względem $PRE bądź jego braku powstaje obowiązek alimentacyjny bądź jego brak. Gdzie się mylę?

    > > > Zauważ, że powyższe pozostaje absolutnie bez związku z religijnym aspektem całego
    > zagadnienia…

    > Ja coś o religii pisałem?

    Bynajmniej. Zwracałem tylko uwagę.

    Lubię to

      1. > usilnie starasz się wpleść, zupełnie bez sensu, związki przyczynowo-skutkowe

        O to, to. Niechcący zapewne ująłeś wyśmienicie istotę problemu argumentacji aborcjonistów: model jest świetny teoretycznie i daje bez wątpienia całą masę swobody zainteresowanym, tylko co i rusz ktoś Wam wyciąga te pieprzone związki przyczynowo – skutkowe. Na pocieszenie powiem Ci, że np. lewicowi ekonomiści mają ten sam problem…

        Lubię to

      2. Zdecyduj się, czy chcesz mówić o konkretnym momencie, czy biorąc pod uwagę daleko idące związki przyczynowo-skutkowe. Bo jeśli to drugie, to nie ma co się bawić w zygota, płód, dziecko, człowiek, tylko od razu: trup. Albo, bardziej religijnie: proch. To drugie nawet lepsze, bo i do roślin będzie pasować. I wtedy podpis obrazka mógłby być „Prochy”.

        Lubię to

  4. Skoro jest duża grupa ludzi, która wierzy jedno. I kolejna duża grupa ludzi, która uważa drugie. To po co kogokolwiek przekonywać skoro i tak wiadomo, że raczej zbyt wiele osób swojego zdania nie zmieni. Punktem wyjściowym jest szeroko rozumiany światopogląd. A ten wpływa na rozumienie całej sprawy, argumenty, poczucie ich logiczności etc. – także wpis taki jak ten jest czysto rozrywkowy. 😉

    A sednem sprawy jest to czy warto ruszać wypracowany kiedyś w bólach kompromis – czy jednak nie. I co takim ruszaniem tematu się zyska. Szczególnie, że jak donoszą statystycy już teraz wszelakie zabiegi wykonuje się masowo np. w Czechach. Także znów dostanie po tyłku ten, który by jednak chciał, ale go nie stać. Ten co go stać może się tylko pod nosem zaśmiać i robić dalej co mu się podoba. A cała reszta może już szykować się na zapasy w parterze bo pewnie szybko się to teraz nie zakończy.

    Lubię to

  5. @rozie: Nie trolluj. Naprawdę potrzebujesz tłumaczenia, skąd się biorą dzieci?

    Zrozumienie „bezsensownego związku przyczynowo – skutkowego” nie jest niczym innym, jak istotą ODPOWIEDZIALNOŚCI. „Odpowiedzialności”, którą chętnie szafujecie [za $WY podstaw sobie coś], kiedy trzeba uzasadnić lekcje z gumkami na bananach albo aborcję właśnie. Że nie da rady wyżywić dziecka, że co to za przyszłość, że brak perspektyw, że meteoryt spadnie i licho tam wie, co jeszcze. A to nie jest tymczasem żadna odpowiedzialność, tylko unikanie konsekwencji. Unikanie konsekwencji, charakterystyczne dla gównażerii, a nie dla ludzi dorosłych.

    A prawdziwa odpowiedzialność za swoje postępowanie… cóż, jeśli dla Ciebie jest ona jedynie „bezsensownym szukaniem związków przyczynowo skutkowych”, to faktycznie kończy tę dyskusję.

    @m: nie traktuję takich tematów jako „rozrywkowych”, bardziej jako wirtualne gadanie przy wirtualnej wódce [YMMV].

    Polityczna proweniencja tej pyskówki to zupełnie odrębny temat; w tej notce odnosiłem się akurat do „powszechnych postulatów środowisk”, dając jedynie chwytliwy tytuł.

    Lubię to

    1. @torero Skoro chcesz o odpowiedzialności, to opowiedz lepiej o tym, jak to kler – który sam przywołałeś – ponosi konsekwencje swojego życia seksualnego. I tego typowego AKA zgodnego z normami społecznymi i prawem, i tego nietypowego. Albo czemu ofiara przestępstwa ma ponosić odpowiedzialność za dokonane przestępstwo (yep, ciąża i urodzenie dziecka zmieniają organizm kobiety).

      Owszem, każdy postęp można negować: szczepionki, medycynę konwencjonalną, kontrolę płodności. I zasłaniać się konsekwencjami i odpowiedzialnością, najlepiej z domieszką siły wyższej.

      Nawiasem, usilnie próbujesz włożyć mi w klawiaturę coś, czego nie napisałem („bezsensowny związek przyczynowo – skutkowy”). A napisałem jedynie, że bez sensu jest utożsamianie zarodka czy też płodu z dzieckiem, jajka z kurą, orzecha z drzewem, itd.

      Lubię to

      1. > @torero Skoro chcesz o odpowiedzialności, to opowiedz lepiej o tym, jak to kler – który sam przywołałeś – ponosi konsekwencje swojego życia seksualnego.

        Nie sądzę, żebym w tej kwestii miał do powiedzenia wiele więcej, niż przeciętny konsument mass mediów. I skoro prawdopodobnie jesteś zdania, żeby prawa czy tolerancji nie układać pod tych księży, o których piszesz, logicznym wydaje się być również nieukładanie prawa na podstawie innych patologii.

        > Albo czemu ofiara przestępstwa ma ponosić odpowiedzialność za dokonane przestępstwo (yep, ciąża i urodzenie dziecka zmieniają organizm kobiety).

        Tutaj wg mojej własnej, kulawej interpretacji, nie ma po prostu dobrego wyjścia. Nie ma i już. Nawet znalezienie i ukaranie gwałciciela nie naprawi niczego [poza ewentualną funkcją prewencyjną, ale to zupełnie inny temat]. Brak dobrego wyjścia nie oznacza jednak, że jakimkolwiek mniejszym złem będzie zabójstwo.

        > A napisałem jedynie, że bez sensu jest utożsamianie zarodka czy też płodu z dzieckiem, jajka z kurą, orzecha z drzewem, itd.

        To jest chyba ten moment, w którym powinieneś podać wreszcie jakąś *precyzyjną* cezurę, oddzielającą wg Ciebie płód/zarodek od dziecka; będzie nam się łatwiej kłócić. Moją zapewne znasz albo przynajmniej się domyślasz.

        Lubię to

  6. > Nie sądzę, żebym w tej kwestii miał do powiedzenia wiele więcej, niż przeciętny
    > konsument mass mediów.

    Czyli co, frazesy o odpowiedzialności, to chętnie, ale jak schodzimy na szczegóły, to unikanie odpowiedzi? Bo o odpowiedzialności też więcej, niż przeciętny konsument mass mediów jakoś nie napisałeś.

    > Brak dobrego wyjścia nie oznacza jednak, że jakimkolwiek mniejszym złem będzie
    > zabójstwo.

    Zabójstwo? Ale kogo? Zlepka komórek? I co, na najbliższe parę m-cy chcesz zamiast tego sprowadzić kobietę (zresztą, od razu kobietę, to może być młodsza nastolatka) do roli inkubatora?

    Last but not least: nikt nikomu nie każe usuwać tej ciąży. Chodzi jedynie o ochronę wolności kobiety i danie jej wyboru.

    Nawiasem, przejrzałem Twoje posty, wyszło mi, że karę śmierci popierasz. To musi być ciekawy dysonans – nie pozwalać usunąć nieświadomego zarodka, popierać karę śmierci…

    > Moją zapewne znasz albo przynajmniej się domyślasz.

    Domyślać się mogę, ale nie znam. Różnica płód a dziecko (człowiek)? Tradycyjnie i praktycznie – po urodzeniu. Całe prawo na tym się opiera (modulo ew. jakieś nowomodne doklejki, niespójne z całością)…

    Lubię to

  7. > Czyli co, frazesy o odpowiedzialności, to chętnie, ale jak schodzimy na szczegóły, to unikanie odpowiedzi?

    Gdzie ja napisałem cokolwiek o unikaniu odpowiedzialności?

    > Zabójstwo? Ale kogo? Zlepka komórek?

    Nie. Człowieka. Istoty, której do życia poza organizmem matki wystarczyłoby od najmniej kilkunastu tygodni przecięcie pępowiny.

    > I co, na najbliższe parę m-cy chcesz zamiast tego sprowadzić kobietę (zresztą, od razu kobietę, to może być młodsza nastolatka) do roli inkubatora?

    Jestem w dobrym towarzystwie 🙂 Ze swoim „dogmatem” o wykluczeniu wcześniejszej odpowiedzialności [mówiąc może za dosadnie: „Przestań się pieprzyć”] stawiasz kobietę w roli bezrozumnej suki w rui. I piszę tutaj o sytuacjach stanowiących większość, a nie margines.

    > Last but not least: nikt nikomu nie każe usuwać tej ciąży. Chodzi jedynie o ochronę wolności kobiety i danie jej wyboru.

    Ludzki pan z Ciebie. Pomyślałeś o przeniesieniu tego rozumowania do kk i zabójstwa albo „wyboru” w dowolnym penalizowanym czymś?

    > To musi być ciekawy dysonans – nie pozwalać usunąć nieświadomego zarodka, popierać karę śmierci…

    Jak to powiedział pewien francuski chemik, którego pytali, czemu nagroda Nobla przeszła mu koło nosa – nie widzę związku.

    > Tradycyjnie i praktycznie – po urodzeniu.

    Co sprowadza nas do mojego postulatu #3 – obowiązkowe parę minut przed ekranem USG przez aborcją. Dziwnym trafem żołądkujemy się już czternasty komentarz, a prawie w ogóle nie odniosłeś się do inicjalnej notki…

    Lubię to

    1. > Gdzie ja napisałem cokolwiek o unikaniu odpowiedzialności?

      Unikanie konsekwencji to unikanie odpowiedzialności, prawda?

      > Nie. Człowieka. Istoty, której do życia poza organizmem matki wystarczyłoby od
      > najmniej kilkunastu tygodni przecięcie pępowiny.

      Znowu mieszasz czas przyszły z teraźniejszym. Oraz, pytanie pomocnicze: czy potrafisz gołym okiem rozpoznać płeć nagiego człowieka?

      > I piszę tutaj o sytuacjach stanowiących większość, a nie margines.

      O, jakie to wygodne. A margines zniknąć, bo margines, więc nie istnieje i nie ma praw? Ale skoro o marginesie mowa: większość kobiet w ciąży chce rodzić.

      > Pomyślałeś o przeniesieniu tego rozumowania do kk i zabójstwa albo „wyboru” w
      > dowolnym penalizowanym czymś?

      Wydaje mi się, że nie rozumiem pytania. Ale KK jak najbardziej dopuszcza pozbawienie życia innego człowieka w pewnych okolicznościach, jeśli o to pytasz. Przy czym nie rozmawiamy o innym człowieku (czas teraźniejszy, pamiętaj…).

      > Jak to powiedział pewien francuski chemik, którego pytali, czemu nagroda Nobla
      > przeszła mu koło nosa – nie widzę związku.

      A szkoda, bo związane bezpośrednio choćby z kwestią powyżej.

      > Co sprowadza nas do mojego postulatu #3 – obowiązkowe parę minut przed ekranem
      > USG przez aborcją.

      Ale po co? Liczysz na burzę hormonów i że „obudzą się uczucia macierzyńskie”? Może nie minut, tylko godzin? Zarodek, widziany w jakiejś wypasionej technologii, wygląda tak jak na ilustracjach https://pl.wikipedia.org/wiki/Zarodek#Cz.C5.82owiek Jeden nie różni się od drugiego. Na typowym USG widać zdecydowanie mniej. Bardzo zdecydowanie. Rzekłbym, że laik nie widzi gdzie co się kończy, a gdzie zaczyna. W każdym razie jak lekarz mierzył długość na USG, to dla mnie chińszczyzna była. Przez moment zastanowiłem się, czy aby dobrze pamiętam, ale proszę: https://brzuszek.net/galeria,galeria_usg_8_tydzien_ciazy,177.html,str=0 Stawiam, że nie tylko płci nie jesteś w stanie określić (i to z zaangażowaniem techniki), ale i gatunku. I nie mówię o człekokształtnych.

      Lubię to

  8. > > Gdzie ja napisałem cokolwiek o unikaniu odpowiedzialności?

    > Unikanie konsekwencji to unikanie odpowiedzialności, prawda?

    Ale do czego zmierzasz? Konkretnie.

    > > Nie. Człowieka. Istoty, której do życia poza organizmem matki wystarczyłoby od
    > > najmniej kilkunastu tygodni przecięcie pępowiny.

    > Znowu mieszasz czas przyszły z teraźniejszym.

    Nie mieszam. Ty wprowadzasz sztuczne rozróżnienie, żeby móc usprawiedliwić zabójstwo.

    > Oraz, pytanie pomocnicze: czy potrafisz gołym okiem rozpoznać płeć nagiego człowieka?

    ?????

    > > I piszę tutaj o sytuacjach stanowiących większość, a nie margines.

    > O, jakie to wygodne.

    Wygodne to jest powoływanie się na margines właśnie i przenoszenie rozwiązań zeń do praktyki ogólnej.

    > A margines zniknąć, bo margines, więc nie istnieje i nie ma praw?

    Znów trollujesz. „Margines” wyłączyłem nie z pomocy, tylko z odpowiedzi na Twoje porównanie kobiet do inkubatorów, sprawdź.

    > > Pomyślałeś o przeniesieniu tego rozumowania do kk i zabójstwa albo „wyboru” w
    > > dowolnym penalizowanym czymś?

    > Wydaje mi się, że nie rozumiem pytania.

    Szło mi o to, że „dziwnym trafem” kk nie stoi na stanowisku „generalnie nie popieramy zabójstwa / kradzieży / wymuszeń / rozbojów, ale dajmy ludziom wybór, bo kto nie będzie chciał, ten nie będzie tego robił”, tylko po prostu to penalizuje.

    > Ale KK jak najbardziej dopuszcza pozbawienie życia innego człowieka w pewnych okolicznościach, jeśli o to pytasz. Przy czym nie rozmawiamy o innym człowieku (czas teraźniejszy, pamiętaj…).

    Owszem, rozmawiamy. Konsekwencje, konsekwencje. Jakim prawem chcesz [zapewne, choć mogę się mylić] uczyć nastolatki związków pomiędzy założeniem gumki a zajściem w ciążę, skoro to takie samo „następstwo czasów”, jak okres pomiędzy ciążą a porodem?

    To raz. A dwa – ogarniasz różnicę pomiędzy dopuszczeniem k.ś. jako kary właśnie, a dopuszczeniem zabójstwa niewinnego z zupełnie innych powodów?

    > > Co sprowadza nas do mojego postulatu #3 – obowiązkowe parę minut przed ekranem
    > > USG przez aborcją.

    > Ale po co? Liczysz na burzę hormonów i że „obudzą się uczucia macierzyńskie”?

    Ależ skąd. Na mityczne „świadome rodzicielstwo” właśnie.

    > Może nie minut, tylko godzin? Zarodek, widziany w jakiejś wypasionej technologii

    A dlaczego tylko „zarodek”? Do porodu, panie, do porodu; skoro dopiero po porodzie masz człowieka… Nie będę się zresztą upierał przy USG, „Niemy krzyk” mógłby ewentualnie wystarczyć.

    btw. A dokładnie do którego momentu porodu? Pytam poważnie. Urodzoną główkę można jeszcze ukręcić? Czy może aż do momentu przecięcia pępowiny możemy robić cokolwiek?

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s