Matematycy mają łatwiej.

Poprosił o wycenę, przesłałem. Za tydzień dzwonię kontrolnie, a on do mnie: „Zawiodłem się na panu, naprawdę. Tyle pan obiecywał, a ja znalazłem konkurencję, która będzie mi to robić za dwadzieścia parę procent pańskiej ceny.” Gwoli ścisłości przyznał później, że podobną cenę, jak my, oferowała mu większość, a dwadzieścia parę procent rzeczonej zaoferowały mu dwie albo trzy firmy. Pierwsza reakcja: WTF? Z większości kosztów nie da się zejść, bo nie i już. A potem zaczęło pojawiać się zrozumienie: albo tamci podpierają się studentami albo jakąś dotacją unijną czy z UP, albo – co mało prawdopodobne – robią na szaro… albo nie musieli zadać sobie jeszcze Pytania.

* * *

A. na kawie opowiedziała mi historię. Jakiś czas pracowali razem, jakieś dziesięć lat temu poszedł precz na swoje. Zobaczyli się parę miesięcy nazad. Na pytanie, jak leci, odparł: „Teraz dobrze… rok wychodziłem z długów i załamania nerwowego”.

Firma mu się rozrastała, a on był w swoim żywiole, wszędzie go było pełno, realizował swoje marzenia i projekty. Żyć, nie umierać, dynamiczny startup [zresztą jaki startup zatrudnia ponad dziesięć osób?], sky is the limit. Któregoś piętnastego brakło na ZUS. Zwykły wypadek przy pracy, podparł się jakimś debetem i wrócił do ścigania swoich marzeń. A w okolicach następnej pierwszej połowy brakło już i na ZUS, i na pensje, i na czynsz. Usiadł do excela.

Księgowej płacił za księgowość i tylko za nią, więc windykacja leżała. Kontrahenci płacili jak chcieli, ale ponieważ ścigał swoje marzenia, było ich coraz więcej. Opłacalnością nowych ptaków nie zajmował się, bo i po co? Siedząc nad excelem uświadomił sobie, że już nie zdąży.

Nie zdążył. Jakiś rok temu spotkał A. i wszystko jej opowiedział. A ona mnie.

* * *

Zaczęło naprawdę robić się grubo. Przeprowadzka do nowej fabryczki, klientów przybywa. Kolejna para rąk… i kolejna… i kolejna… Ledwo przyjęliśmy kolejną, już trzeba było rozglądać się za następną. To, że kilka lat temu zdążyłem zadać sobie Pytanie, zawdzięczam chyba tylko Opatrzności i mojej skłonności do introspekcji, bo też goniłem za marzeniami i napawałem się własnym nie powiem czym, bo dzieci patrzą. Dlaczego, do kroćset – pomyślałem – jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Dlaczego klienci walą drzwiami i oknami, a nas wciąż nie stać na jakiś głupi 250m2 domek na Woli Justowskiej czy innym kopcu, z jakąś śmieszną hektarową działką? I nie tylko nie stać, ale w zasadzie nawet nieszczególnie na to się zanosi?

Usiadłem do excela. Kiedy po zgrubnym rachunku kosztów jednostkowych wyszło mi, że największego wtedy klienta robimy za 20% tych kosztów, zrobiło mi się słabo. Niby dobrze jest znać odpowiedzi, ale w tym przypadku odpowiedzi niewiele dawały. Powiedzieć największemu klientowi: „Sorry, właśnie was przeliczyliśmy i wyszło nam, że żeby robić was z przekonaniem, musimy sześciokrotnie podnieść fakturę”? Wszystkiego najlepszego.

[co nawiasem mówiąc nie jest tylko moim błędem. K., którego wiedzę i doświadczenie uznaję za nieskończenie większą, przyznał mi się niedawno, że sam niedawno miał niemal identyczną sytuację. A co najlepsze – jemu udało się przeprowadzić podobną rozmowę z sukcesem; sam do tej pory nie wie, jak. Mi nie.]

W zasadzie kończę wychodzić, w zasadzie bez strat w ludziach i kapitale. J. nie udało się. W zasadzie nawet nie próbował.

* * *

J. fakturował nas. Szału prawdę mówiąc nie było i obaj doskonale o tym wiedzieliśmy – ani w sensie jakości usług, ani zdumiewająco niskiej ceny. Ale o ile jakość akceptowałem – z różnych względów – o tyle cena stanowiła dla mnie jedną z tajemnic wszechświata, bo poziom kosztów pod każdorazowe zlecenie z grubsza znałem. I to, jakim cudem J. wychodził na swoje [bo choć DG miał obok stałej pracy, to wciąż jej nie zamykał], fascynowało mnie i urzekało. Ale kłócił się przecież nie będę.

Idylla skończyła się szybko i dosadnie. J. zapragnął nagle mieć Coś. Zaświadczenie o zarobkach z pracy nie dało rady, poprosił więc o PIT z działalności. Po trzech latach jej prowadzenia. Przegląd PITa dał wyniki zgodne z oczekiwaniami – J. stwierdził nagle, że w tym kraju nie da się zarobić. I wyjechał, albo najmniej siedzi już na walizkach. Byliśmy w zasadzie w takich układach, że mógłbym wspomnieć o Pytaniu, ale J. nie przepada za matematyką…

* * *

M., któremu excele jadły z ręki i kończył studia okołofinansowe [nie mylić z zarządzaniem i marketingiem], naczytał się Kyiosakiego. Łebski człowiek. Zgodnie ze sztuką rozwinął firmę, zaczął delegować uprawnienia, w pewnym momencie wszedł jako dawca kapitału w całkiem inną branżę… a potem nagle zaczął ciąć koszty. I to nie jak człowiek, delikatnie, tylko co najmniej jak Rico z „Pingwinów”. Sprzedał drugą nóżkę, nagle pozwalniał kilkunastu ludzi, w firmie został tylko z żoną. A jakiś czas temu powiedział mi: „Wie pan co? Nie nauczyłem się na studiach, nie nauczyłem się na etacie, nie powiedzieli mi w książkach. Po pięciu latach prowadzenia własnej firmy sam musiałem dojść dopiero do tego, że lepiej mieć tysiąc złotych kosztów i piętnaście tysięcy przychodu, niż osiemdziesiąt tysięcy kosztów i osiemdziesiąt cztery tysiące przychodu”. M. jest ambitny; wiem, ile kosztowało go to stwierdzenie. Może dlatego zresztą, że sam zacząłem opowiadać.

Jeśli będziesz kiedyś w takiej sytuacji – spytaj, zanim zginiesz.

* * *

A tamten od wyceny? Szanse, że zapyta o nią ponownie za jakieś półtora roku, oceniam na siedemdziesiąt procent.

2 thoughts on “Matematycy mają łatwiej.

  1. Ależ oczywiście, każdy za priorytety uznaje inne sfery. Widywałem ludzi, dla których racją bytu biznesu było kupienie sobie BMW X6 w pierwszym kwartale działalności, a do Pytania nawet się nie zbliżyli… inna grupa z kolei tnie koszty niezależnie od ich ciężaru gatunkowego… co mnie to w zasadzie obchodzi? Tego kwiatu jest pół światu 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s