Ścinki.

Kolejna z przejściowych fascynacji: Król Bas.

Fork przy śniadaniu z wyrzutem: „Bo wy mnie gonicie do grania, a sami nic”. To mi wszedł na ambicję. Poszedłem i mówię, że gitarzystów mają nadmiar i czy nie szukają basisty. Oni, że szukać nie szukają, ale w sumie czemu nie i tylko musiałbym mieć własny sprzęt, a tak w ogóle to gram?

Łgarstwo twierdzące nie okazało się wbrew pozorom aż tak konfabulatywne. Po przejrzeniu paru tutoriali stwierdzam autorytatywnie [jak podejrzewałem zresztą wcześniej], że podstawowy kurs obsługi basu to niewiele więcej ponad wariacje na temat akordów czterech dolnych strun z gitary, a to się dałoby zrobić. Zresztą od ordowiku umiem grać podkład basowy do panakobranockowego „Sztuka jest skarpetką kulawego” i przy tym jeszcze śpiewać, ha! Pewnie, że diabeł tkwi w szczegółach, pewnie, że luki w teoretycznej wiedzy o skalach, pewnie, że jakieś pochody doryckie czy inne eolskie byłyby do przepracowania, ale mam nieprzeparte uczucie, że z marszu mógłbym wejść.

Organizacyjnie też niezgorzej. Bas konwencjonalny z oprzyrządowaniem – jakieś 2k, akustyczny też. Szkoda tylko, że nie dorobiliśmy się instrumentu akustycznego z odłączaną na życzenie akustyką, jak mają pianina, bo w razie czego musiałbym wybierać – granie zawsze bez wyciszenia, czy granie z wyciszeniem, ale tylko pod prądem.

I tylko czasu brak, przez co konieczość wyboru staje się raczej umowna. W moim własnym, opisywanym kiedyś znaczeniu. Nawet przykład z gitarą tam jest.

* * *

Przechodzę stan dziwnego zawieszenia. Po raz pierwszy od lat szwankuje mi moje osobiste GTD i odczuwam przytłoczenie ilością spraw… a może sprawa jest bardziej prozaiczna? Mija już jakieś półtora tygodnia, od kiedy zarzuciłem niemal całkowicie [i w zasadzie siakoś przypadkiem, na fali odsypiania we wrześniu wszystkiego przy każdej nadarzającej się okazji] picie kawy i napojów energicznych. I wciąż nie mam pojęcia, czy to naturalna reakcja obronna organizmu, czy jakiś zgrzyt w systemie.

A może to po prostu wrzesień? Trzeci kwartał daje mi w kość najbardziej w roku, od kiedy pierwszy Fork poszedł do szkoły. Tak właśnie, POMIMO wakacji. Uspokajam się dopiero w okolicach października.

* * *

Popodmieniane dyski na SSD. Różnicę widać, ale ultraspecjalnego szału nie ma. Kolega mówi, że szał widać, kiedy jest się zmuszonym do chwilowego powrotu na stare dyski. Nie będę się z nim kłócił.

* * *

Schnę. Królestwo za kopa.

3 thoughts on “Ścinki.

  1. @Cichy: dobra, no. Po głębszym namyśle stwierdzam, że masz jednak rację – w zasadzie podmiana jednego dysku uratowała mnie przed koniecznością wymiany laptopa.

    @Tehol: każdy ma swoje demony. Nie bardzo wiem, czym różni się straszenie kryzysem od straszenia ruską agresją.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s