Z notatnika miłośnika…

literatury w zasadzie podłej, pełnej przemocy i świństw.

Zygmunt Miłoszewski, „Bezcenny”

Autora kojarzyłem głównie z „Domofonu” – z tego, co pamiętam, ze zgrabnym zawiązaniem akcji i późniejszym osiadem jej tempa. „Bezcenny” jest zdecydowanym krokiem naprzód i w zasadzie można mówić o thrillerze pełną gębą, tym ciekawszym, że mocno na czasie – osią fabuły jest próba odzyskania zaginionego w czasie wojny rafaelowego „Portretu młodzieńca”, który to obraz wedle niektórych przekaziorów może znajdować się w słynnym „złotym pociągu”. Wyraziste sylwetki bohaterów, dobry research i ciekawa akcja, czyta się bardzo przyjemnie. To bodajże pierwsza książka, gdzie przeczytałem [cóż, że włożone w usta jednej z postaci] zarzuty pod adresem Szwedów dotyczące grabieży polskich dóbr kultury, przekraczającej rozmiarami nawet tę hitlerowską.

Mariusz Zielke, „Człowiek, który musiał umrzeć”

Bez najmniejszego nawet śladu żenady książka stanowi na dobrą sprawę niemal całkowitą zżynkę z panalarssonowskiego „Millenium” [którą to zżynkę – cesarzowi co cesarskie – bohaterowie dostrzegają i doń się odnoszą się], wzbogaconą o polskie realia i nawiązania do spraw z ostatnich parunastu lat [jak choćby nieszczęsnego piromana Brunona K.]. Całość jednak broni się zadziwiająco dobrze – może poprzez położenie nacisku na wątek polski. Zielkego ogólnie lubię czytać ze względu na dogłębną znajomość realiów czy to pracy dziennikarskiej, czy to drugiego, trzeciego i n-tego dna wielu spraw, o których media informują tylko pobieżnie. Na końcu palców miałem kategoryczne stwierdzenie, że książka – pomimo sztafażu beletrystycznego – pomoże dostrzec niektórym głębsze podteksty niektórych afer, ale zrezygnowałem; część wie o tym od dawna, a reszty nie przekona nawet Assange pijący wódkę ze Snowdenem. Niezamierzony element komiczny wnosi przez swą powtarzalność opis metod pewnej crackerki – nijak chyba nie zespoiluję, jeśli napiszę, że kiedy ktoś otwiera maila z niedziałającym załącznikiem, to w następnym akapicie możemy spodziewać się znalezienia u niego w komputerze najmniej pornografii dziecięcej. Podobieństwo do Larssona obejmuje również „brudną” tematykę – w porównaniu z pozostałymi pozycjami z tej notki niektórych może to razić, żeby nie było, że nie ostrzegałem.

Michael Crichton, „Predator”

Moje pierwsze zetknięcie z autorem. Trafiłem do niego przez blurby książek spółki Preston & Child, gdzie Crichton figuruje jako autor wzorcowych technothrillerów. „Predator” [w poprzednich wydaniach jako „Rój”, ale książkę przecież trzeba sprzedać] nie rozczarowuje ani trochę.

Na pustyni biotechnologiczny startup rozpoczyna produkcję nanobotów i – jak można się spodziewać – wszystko zaczyna się sypać, żeby nie użyć mocniejszych słów. Autor pierwowzoru „Parku Jurajskiego” zna[ł] się na rzeczy i książka pełna jest technokratycznych wtrętów, co ubogaca nasze horyzonty myślowe i wiedzę ogólną, ale niekiedy podane z drobną przesadą potrafi momentami znużyć – tak czy siak, hakowania emacsem przez sendmaila z pewnością nie uświadczymy. Fabuła konstruowana jest generalnie bez zarzutu, zdarzające się przestoje akcji nie są na tyle częste, żeby rzutować na całość. Z racji wcześniejszych lektur nie mogę oprzeć się porównaniu „Predatora” z twórczością wspomnianego duetu… i ku własnemu zdumieniu odkrywam, że wbrew unurzaniu w tym samym gatunku, z jednego technothrillera Crichtona można dowiedzieć się o rząd wielkości więcej, niż z całej twórczości wspomnianych panów. Ech… rzucę kiedyś tę moją fabryczkę, wyjadę w Bieszczady, wezmę się za Lispa i zacznę kodować algorytmy genetyczne…

2 thoughts on “Z notatnika miłośnika…

  1. Crichton to trochę przereklamowany autor (ekranizacja „Parku jurajskiego” wyniosła go wyżej niż zasługiwał), ale „Rój”, przeczytany fafnaście lat temu, pamiętam jako całkiem fajną powieść, jedną z jego lepszych – choć jeśli faktycznie można się z niej dowiedzieć więcej, niż z całej twórczości Prestona i Childa, to chyba dobrze, że nigdy się z nimi nie zetknąłem.

    Lubię to

  2. Nie twierdzę, że P&C są do niczego, bo przeczytałem prawie ich wszystkie wydane w PL książki. Miało to zabrzmieć tak, że łatka autorów technothrillerów nie wytrzymuje konfrontacji z Crichtonem. Bez przedrostka „techno-” w większości dają radę.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s