Lucy i inni.

Z tego, co pamiętam, Lucy Linda skończyła filologię angielską i filozofię. Na studiach i po ich zakończeniu angażowała się przeciwko wojnie w Wietnamie, aktualnie działa na rzecz akcji przeciw globalnemu ociepleniu. Pozostała singielką i przez to może więcej czasu poświęcać akcjom mającym uczynić świat lepszym. Tajemnicą pozostaje jednak jej [„dokładny”] zawód, choć wiemy, że Lucy jest albo kasjerką bankową, albo kasjerką bankową o poglądach feministycznych. Jak myślicie, kim wobec tego jest [a raczej: może być] Lucy Linda?

Przeważająca część ankietowanych – w tym również statystycy i inni ludzie nauki, zaznajomieni z szeroko pojętymi metodami ilościowymi – odpowiada w tym momencie, że najprawdopodobniej kasjerką z poglądami feministycznymi [zagadkę najprawdopodobniej szpetnie spłaszczyłem i pomimo starań przedstawiłem zbyt tendencyjnie, ale główny wybór do tego się sprowadza]. Jeśli uważacie tak samo… cóż, ten przebiegły Żyd zrobił Was w jajko moją notką jeszcze przed przeczytaniem książki. Na pocieszenie pozostaje tylko świadomość, że nie tylko Was i nie tylko ten jeden raz. W tym momencie bowiem w miejsce zdrowego rozsądku zadziałał mechanizm lepszego dopasowania, opisywany w książce jako „istnieje tylko to, co widzisz”. Kasjerki – feministki stanowią PODZBIÓR wszystkich kasjerek, niemożliwym zatem jest, aby przynależność losowego elementu do podzbioru była bardziej prawdopodobna, niż do zbioru nadrzędnego. Po fakcie każdy jest mundry, prawda? I tak przez jakieś sześćset stron, lasciate ogni speranza. Czytasz zagadkę, odpowiadasz na zagadkę i po raz pięćsetny okazuje się, że jesteś durniem.

W pewnym momencie zacząłem odpowiadać dokładnie na odwrót, niż dyktował mi to zdrowy rozsądek. Skuteczność zaczęła się poprawiać, jednak jakoś nie czuję się z tego powodu specjalnie bardziej uświadomiony. Przykład za przykładem, kartka za kartką Kahneman-noblista kruszy rzekomą racjonalność naszych decyzji, poglądów i wyobrażeń. Prawda jest kwestią formy, kontekstu i kadrowania rzeczywistości. Dwoma zdaniami można zapędzić w kozi róg nawet najbardziej zapalonego lewaka [choć uczciwie mówiąc to tylko zapewne kwestia przykładu…] W zakładach losowych bywasz nieracjonalny, w życiu codziennym Twój wybór może zostać zdeterminowany przez kolejność przymiotników w komunikacie, opinia o jakości życia – przez doświadczenia paru ostatnich dni, a teoria o racjonalności działania uczestników rynku to bujda. Jeśli ktoś będzie chciał sprzedać Ci jakąś „ochronę”, wspomni o tysiącu ofiar, a jeśli będzie chciał Cię od tego odwieść, opowie o znikomym prawdopodobieństwie wystąpienia nieszczęśliwego zdarzenia, oscylującym dokoła 0.03%, a Ty nie zastanowisz się nawet nad tym, że to przecież to samo, tylko kupisz formę komunikatu. Prawie na każdej stronie Kahneman wytknie Ci jakiś „fallacy” albo inny bias. Dostanie się rodzicom, początkującym inwestorom, lekarzom, politykom, dyrektorom, narzeczonym, małżonkom, psychologom i wszystkim innym.

Jeśli kogoś nie wymieniłem, to tylko dlatego, że dopiero zbliżam się do końca książki. Być może to już niestety SKS, być może prozaiczne zarobienie, ale książka jest [przynajmniej dla mnie] lekturą ultraciężką, choć oczywiście arcywartościową. Nie kojarzę aktualnie lektury, która w takim stopniu wysadziłaby podstawy, na których dumnie opiera[łe]m swój światopogląd; dawno temu w relatywnie wąskim aspekcie zrobił to jedynie Kiyosaki w „Bogatym ojcu”. Kahnemana czytam od bodaj półtora miesiąca, bo stężenie faktów i zwięzłość wywodu każe skupić się nad lekturą dużo bardziej, niż nawet przy typowym podręczniku akademickim.

Drugim większym zarzutem, jaki mogę mieć względem książki, jest całkowite [wg stanu na 80% przeczytanej książki] ignorowanie roli płci w procesach decyzyjnych. Nie ma możliwości, żebym uwierzył w to, że na – tak przecież pobieżne i zafałszowane, co wykazuje Kahneman – myślenie i procesy decyzyjne nie ma wpływu „płeć mózgu”. Przekornie nie chcę przez to absolutnie stwierdzić, że my, faceci, myślimy dobrze, a panie niekoniecznie [w kontekście tej książki byłaby to zresztą teza samobójcza…], ale z drugiej strony nikt nie wmówi mi, że te wszystkie błędne heurystyki, afekty, perspektywy, srututucje i wilkołacje, którymi karmi nas autor, pozostają jednakowe dla obu płci, przy w zasadzie dowolności całej reszty. Wygląda mi to na poważny ukłon w stronę politpoprawności, ale w kontekście całości wybaczamy ten feler. Nauczyłem się już jak widać szeroko kadrować, panie Kahneman, ha!

Trzeci zarzut, kalibru zdecydowanie mniejszego, to okazyjne wrzutki niczym nie popartych tez oraz ich wątpliwe w niektórych przypadkach uzasadnienie empiryczne. Ale być może to niestaranność autora-dokumentalisty, a nie autora-badacza, więc ten aspekt można sobie darować.

Wniosków w zasadzie brak. „Brak” – bo ciężko wnioskować, gdy wali się w gruzy nawet nie światopogląd, ile wręcz system aksjomatów, na których ten czy inny światopogląd został zbudowany; uczucie nieszczególnie przyjemne. „W zasadzie” – bo przecież do końca nie wypada się poddać, prawda?

Choć autor nie sugeruje nawet tego nigdzie – w ogóle książka, pomimo szpil pod adresem decydentów, w zasadzie jest całkowicie apolityczna, co podkreślam szczególnie dla moich tutejszych PT Oponentów, zachęcając ich również do lektury – moim osobistym, bardzo subiektywnym wnioskiem jest pochwała państwa minimum. Z przyczyn naprawdę czysto technicznych, wśród których często JEDYNĄ racją danego wydatku może być forma jego przedstawienia przez zręcznego lobbystę czy takiegoż polityka. Słaby argument, jak na wydatkowanie publicznych pieniędzy.

Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym” należy przeczytać bezwzględnie. Po drodze może być ciężko, ale prawda* Was wyzwoli.

* [prawda będąca oczywiście kwestią formy]

5 thoughts on “Lucy i inni.

  1. To, że nie myślisz racjonalnie, już wielokrotnie dawałem Ci do zrozumienia, gdy wyciągałeś kolejne rewelacje z Bibuły i pokrewnych, wystarczyło słuchać;-).

    Mówiąc serio – przykład z Lucy jest akurat nienajlepszy, bo opiera się na delikatnej manipulacji – zdanie „Lucy jest albo kasjerką bankową, albo kasjerką bankową o poglądach feministycznych” sugeruje alternatywę „Lucy jest kasjerką ale nie feministką, albo kasjerką i feministką”. Ponieważ w codziennym życiu posługujemy się językiem potocznym, a nie regułami logiki formalnej, a przykład jest „życiowy”, to i odpowiedź nasuwa się taka a nie inna. Gdyby dać wyraźnie do zrozumienia, że chodzi o problem stricte logiczny, a nie życiowy, odsetek wpadających w pułapkę zapewne mocno by zmalał.

    Ale co do meritum, oczywiście nie można się z Kahnemanem nie zgodzić – racjonalne myślenie to nabyta umiejętność, którą trzeba wytrwale ćwiczyć, a nie naturalny mechanizm działania mózgu. Ewolucjoniści i kognitywiści wykazali to bezdyskusyjnie na wiele sposobów, więc dziwi mnie, że było to dla Ciebie aż takim zaskoczeniem – no ale człowiek uczy się przez całe życie, więc lepiej późno niż wcale.

    Nawiasem mówiąc – książkę mam na liście do przeczytania odkąd została wydana, już bodaj dwa lata minęły, a mimo to ciągle jakoś mi nie wpadła w rękę, czego nie sposób racjonalnie wytłumaczyć – można to więc uznać za dodatkowe potwierdzenie powyższych tez.

    Lubię to

  2. Ech. Nie Lucy, tylko Linda, to raz. A dwa – zaznaczyłem, że pisałem z pamięci. Kahneman w książce opisuje to z nieco innej perspektywy, niżej już cytat [świadczacy również o iluzoryczności przywoływanych przez Ciebie „teoretycznych podstaw myślenia”]:

    Coraz bardziej desperacko próbując zwalczyć ten błąd, przedstawiliśmy opis Lindy dużym grupom badanych, zadając jedno proste pytanie:

    Która możliwość jest bardziej prawdopodobna:
    Linda jest kasjerką.
    Linda jest kasjerką i działa w ruchu feministycznym.

    (…) Wbrew logice, drugą opcję wybrało ok. 80-90% studentów na kilku poważnych uniwersytetach. Co niezwykłe, winowajcy nie okazywali cienia skruchy. Kiedy z oburzeniem zapytałem dużą grupę własnych studentów: „Ale czy wy nie widzicie, że naruszyliście podstawową zasadę logiki?”, ktoś z końca sali zawołał: „No i co z tego?”, a doktorantka, która popełniła ten sam błąd, wytłumaczyła się: „Myślałam, że pan po prostu pyta mnie o zdanie”.

    O błędach w myśleniu wiedziałem, nie zdawałem sobie tylko sprawy z faktów, iż a) są one tak MASOWE, b) dotyczą również MNIE 😀 😀 😀

    Lubię to

  3. Mnie podobnie „zniszczyła” książka „Wywieranie wpływu na ludzi” Caldiniego 🙂

    A z ciekawości; czy autor przedstawił argumenty statystyczne na rzecz „poprawnego” wnioskowania? Bo „błędna” heurystyka dająca odpowiedź w sekundę wcale nie musi być „gorsza” od 100% poprawnego wnioskowania, zabierającego godziny (albo i dni) na samo zebranie i przeanalizowanie potrzebnych danych. Argument z ewolucji: skoro większość ludzi myśli „szybko” a „wolnomyślicieli” jest niewielu (i też na co dzień myślą szybciej a „wolne” myślenie wymaga skupienia) to ewolucja i kultura promują właśnie takie myślenie nie bez powodu… A przykład z kasjerką to nie jest niezrozumienie logiki, tylko właśnie zastosowanie logiki domniemania, że „kasjerka” obok „kasjerki feministki” oznacza „kasjerkę nie-feministkę”, więc wobec jej znany korelujących z feminizmem poglądów wybierają opcję drugą. W stu podobnych sytuacjach co dzień jest to właściwe, no najczęściej stajemy przed wyborami rozłącznymi; jak pyta mnie pracownik stacji paliw czy lać diesla czy diesla super — odpowiadam „diesla” i nie spodziewam się raczej, że naleje mi super diesla i będzie się upierał, że jak chciałem diesla to wszystko mi jedno którego :>

    Lubię to

  4. @Ejdzej: Cialdiniego czytałem jakiś czas temu i przy Kahnemanie to naprawdę cienki Bolek. O ile rzecz jasna ktoś nie boi się wiwisekcji umysłowej i lubi grzebać w ludzkim hardwarze…

    Co do statystyki – K. udostępnia zgrubne wyniki badań dot. odsetka błędnych odpowiedzi, pisząc zarazem, że takie, a nie inne myślenie ukształtowała w nas ewolucja właśnie. Jeśli przeżyli ci, którzy na okrzyk „Ratunku, tygrys szablozęby!” uciekali, gdzie ich oczy poniosły, a nie dochodzili, czy ten okrzyk nie oznaczał aby tego, że krzyczący odczuwa dojmujący głód i chętnie podyskutowałby o nadchodzącej filozofii Hegla, oznacza to widać, że jest to zachowanie bardziej opłacalne – najwyraźniej również w kontekście kosztu szybkości podejmowania decyzji.

    Co nie oznacza – od tego miejsca moje wnioski – że w dobie przesytu informacyjnego i najzwyczajniej coraz mniejszej ilości czasu na analizę pojedynczej informacji [i coraz natrętniejszego IMO wykorzystywania tejże malejącej ilości czasu przez szalbierzy przeróżnych] owa „efektywność ewolucyjna” ma dalej rację bytu.

    A jeszcze inną kwestią jest to, czy gdzieś, kiedyś system kształcenia – ze szczególnym uwzględnieniem logiki klasycznej – pozwalałby w ogóle na WYARTYKUŁOWANIE odpowiedzi [na racjonalny opieprz!] pt. „No i co z tego?” I nie piszę tu o kulturze zachowania; bardziej chodzi mi o brak samokontroli mentalnej, dopuszczający zignorowanie pewnych prawideł.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s