Jak nawarzyłem kwasu.

TL;DR – wg tego przepisu. W zasadzie wyszło.

Ileż w upał można wlewać w siebie piwa albo coli? Szczęściem niedaleko można dostać kwas chlebowy, jeśli ktoś jeszcze nie próbował – polecam. Sprzedawany niedaleko ma tylko jedną wadę: wchodzi za gładziutko, wziąwszy pod uwagę fakt, że półlitrowa butelka kosztuje 5 zł. Za coś takiego Trybunał Stanu najmniej. Postanowiłem wziąć sprawy we własne ręce.

Wzmiakowany przepis banalnym jest, kłopot pojawił się tylko – prawdopodobnie – z chlebem. Wróbelki ćwierkają, że sztuczność razowca może powodować brak fermentacji drożdży – i rzeczywiście, pierwsza tura butelek „całowała” ledwo ledwo, druga nie daje podstaw do większej zmiany [będę wiedział w poniedziałek], a i opisywanej piany zaraz przed rozlaniem do butelek jakoś nie uświadczyłem. Pierwszy rozlew czterolitrowy nie zwala może z nóg, ale smakuje niezgorzej [choć uczciwie mówię, że rewelacji nie ma – może przez tę podejrzanie niewielką fermentację], daje satysfakcję, no i przede wszystkim zostawia wyrób kupiony daleko w tyle, jeśli idzie o opłacalność – wspominana półlitrowa butelka, zamiast 5 zł, wychodzi w granicach 70-80 gr. Jest się o co bić zważywszy, ile butelek [bezzwrotnych] schodzi w naszym gospodarstwie domowym.

Mam jednakowoż z tym pewien problem, natury… etycznej. Po pierwszej fazie, przed dodaniem drożdży, zostaje pół kilo mokrego chleba, z którym nie bardzo wiadomo, co zrobić. Może to kwestia lektur [„Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba…”], może wychowania i wypływającego stąd szacunku do jedzenia, ale jakoś ciężko przychodzi mi go po prostu wyrzucić. Do suszenia / prażenia nie mam za bardzo warunków lokalowych, krakowskim targiem więc skończy się to pewnie na wykładaniu tego na niezupełnie widoczne elementy osiedlowych trawników, a biocenoza zatroszczy się o resztę.

4 thoughts on “Jak nawarzyłem kwasu.

  1. Kwas chlebowy to napój bogów! 🙂
    Ale tylko ten dobry. Fakt, strasznie drogi jest (ten bardziej naturalny, ekologiczny).
    Tańszy, z produkcji przemysłowej, w zasadzie nie do picia. Od biedy daje rade z ukraińskiego Obolonu – niecałe 4pln za 1L. Kiedyś zrobiłem prywatny test wszystkich dostępnych na rynku, może coś się zmieniło od tego czasu, ale wątpię.

    Polubienie

  2. @Yen: poniewczasie skonstatowałem, że w zasadzie „warzenie” pochodzi od „waru”, a tutaj nijakiego gorąca nie ma, więc tytuł lekko chybiony, ale pozwolę sobie go zostawić na dowód własnej omylności, w co czasem naprawdę ciężko mi uwierzyć 😛

    @tG: na starość w ogóle odkrywam ciągoty do „prepperstwa light” 😉 Warunków do pieczenia chleba niestety nie mam, ale druga już seria kwasu skłania mnie powoli do poszerzania swojej wiedzy i praktyki w zakresie fermentacji…

    Polubienie

  3. Właściwie to ja się wcale nie czepiałem tego warzenia tylko raczej upałów, wtedy to raczej marcowy ziab (mimo czerwca) był.

    Niemniej jednak jest rozwiązanie na Twoj problem etyczny: nawarz sobie podpiwku! O proszę: http://przepisoteka.blogspot.com/2012/10/podpiwek.html

    Ja właśnie popijam. Jeszcze lepszy jest pędzony na krwawniku, ale o tym może kiedy indziej.

    Natomiast co do pieczenia chleba — oczywiście że masz warunki: masz piekarnik! To wystarczy, my już piekliśmy i powiem tylko tyle, że naprawdę warto!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s