Między dżumą a cholerą.

Pierwszy akt woli suwerennego ludu za nami. Nerwowość mainstreamu nazajutrz [wczoraj TV nie zaszczyciłem uwagą poza cowieczornym seansem „Pingwinów”, choć bynajmniej nie ze względu na obecność Kowalskiego…] przypomina mi nieco tę sprzed kilku lat po wygranej śp. Kaczyńskiego. Nerwowość tym ciekawsza tym razem, że wzbogacona o element bajery względem elektoratu Kukiza, który wg wszelakich danych okaże się języczkiem u wagi. A właściwie jęzorem.

Nagle więc okazuje się, że o nic nie znaczące stanowisko w państwie [co jeszcze parę dni nazad można było przeczytać obok] zaczynają ubiegać się kliniczny demokrata [proponuję nie ograniczać się do jednego referendum, gotową listę pomysłów do natychmiastowego wykorzystania znajdzie Pan w archiwach Sejmu] i zwolennik JOW [i zapewne niskich podatków i odbiurokratyzowania i realpolitycznych stosunków z Ukrainą takoż]. To na froncie. Z tyłu – standardowy Michnik i spółka nader merytorycznie piszą o potencjalnych „rządach absurdu i szczujni” czy o „kandydacie, od którego nikt mądrości nie wymaga”. Ale feedback na to coraz mniejszy tak jakby. Co – nie powiem – cieszy.

* * *

Zapowiadane referendum [zapowiadane było od zawsze, teraz po prostu wyszła okazja, żeby o tym wspomnieć] zawierać ma m.in. pytanie o możliwość stosowania zasady „in dubio pro tributario”. Sądzę, że pytanie to przepadnie w referendum, głównie za sprawą emigrantów w UK i Niemczech, którzy nogami wybrali państwa o oczywistej wykładni „contra tributario”. W ramach obywatelskiego wkładu w procesy demokratyczne proponuję przegłosowanie paradygmatów „pecunia non olet” oraz „non est crimen perforare hymen”, zebranie elektoratu pozytywnego będzie bez wątpienia dużo łatwiejsze. A może jeszcze referendum w sprawie wysłania wojsk na Ukrainę? Drugi miał zdaje się z tym pewne problemy…

* * *

Wybór między tymi dwoma panami w oparciu o ich program z dzisiaj – niezależnie od jego wykonalności – byłby wbrew pozorom problematyczny; ku swojemu zdziwieniu odnajduję w nich tak wiele punktów zbieżnych, że sam nie wiem, co o tym wszystkim myśleć, jak mawiał król Dezmod przyłapany na oszukiwaniu w karty. Idąc jednak za radą obozu europejskiego, w myśl której prezydent pełni jeno funkcję symboliczną, wybór staje się znacznie prostszy. Do symbolicznego reprezentowania Rzplitej medialna żona, nierobienie błędów ortograficznych jak w podstawówce oraz znajomość zasad eksploatacji mebli w miejscach publicznych wydają się być absolutnym minimum klasy, której należy wymagać od kandydata. I tylko na stronie wzmiankowanego niepokoi lekko konieczność akceptacji Polityki Cookies.

* * *

Czujecie się zdziwieni rozmijającymi się z rzeczywistością sondażami? Że z 39% za pięć dwunasta nagle robi się 32% o dwunastej? Cóż…

Nadzór na CBOS sprawuje Prezes Rady Ministrów [Art. 13 Ustawy z dn. 20 lutego 1997 o fundacji – Centrum Badania Opinii Społecznej, link]

Questions?

* * *

EDIT [z PP]:

Krążą słuchy, że [Komorowski – przyp. t.] ma ogłosić legalizację marihuany już podczas intronizacji Chrystusa.

3 thoughts on “Między dżumą a cholerą.

  1. @czarnobiaua

    Nad np. GUS też. To znaczy, że co cztery lata zmieniają się dane w rocznikach?

    To oznacza propagandę średniej krajowej, kiedy większość narodu egzystuje za medianę/modalną. To oznacza zmianę sposobu liczenia długu, bo licznik europejski jest passe.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s