QOTD.

Normy społeczne, które wzbraniają nam korzystania ze stereotypów [np. opór wobec idei rasowego profilowania przestępców], okazały się bardzo korzystne, budując równość międzyludzką i bardziej cywilizowane społeczeństwo. Jednak warto pamiętać, że zaniedbywanie trafnych stereotypów z natury rzeczy sprawia, iż nasze osądy nie będą optymalne. Z moralnego punktu widzenia opór przed posługiwaniem się stereotypami jest godny pochwały, jednak błędnym uproszczeniem byłoby mniemanie, że taka postawa nie pociąga za sobą żadnych kosztów. Te koszty są godziwą [polimeryzowałbym – t.] ceną za życie w lepszym społeczeństwie, jednak kiedy przeczymy ich istnieniu, to takie zachowanie – choć politycznie poprawne i dające przyjemne uczucie moralnej wyższości – z naukowego punktu widzenia nie daje się wybronić. [Daniel Kahneman, „Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym”]

Życzę powodzenia w kwestionowaniu słów statystyka, noblisty i do tego Żyda. A poważnie mówiąc – Kahneman nie ma racji o tyle, że politpoprawne odrzucanie stereotypów nie jest godziwą ceną za otwarte [cokolwiek by to faktycznie miało znaczyć] społeczeństwo. A nawet jeśli godziwą, to zapłaconą frajersko i całkiem niepotrzebnie.

Już przed dinozaurami Friedman zauważył, że walka ze stereotypami stanowi po prostu jeszcze jedną zmienną w świecie wzajemnych transakcji, ergo – wniosek już mój – nie ma najmniejszego sensu ubierać tego w jakiekolwiek szaty światopoglądowe. Zatrudniając np. Cygana czy Ukraińca absolutnie nie potrzebuję angażować do tego takiej czy innej afirmatywki. Motywacją jest swoista „premia za ryzyko”; wolny rynek [o czym pisze Friedman] wyceni pracę „wykluczonego” odpowiednio niżej, dzięki czemu całość „transakcji zatrudnieniowej” sprowadzi się do powstania pewnej okazji, gdzie walczący z uprzedzeniem i zatrudniający tego, kogo ogół zatrudnić się boi, odbiorą ową premię jako swoistą „nagrodę za innowację”. Oczywiście, że konkretna jednostka cierpi w tym momencie za wybryki innych, ale przecież taki stan rzeczy oczywiście nie będzie trwał wiecznie. Jeśli „wykluczenie” jest realne, kwota nagrody będzie odpowiednio duża, co oczywiście przyciągnie odpowiednio liczną grupę śmiałych pracodawców, co z kolei stanie się katalizatorem większej zmiany i doprowadzi do zmiany stereotypu, jak choćby zmiany w wizerunku Polaka w Niemczech. Oczywiście przy założeniu, że target zainteresowany jest zmianą stereotypu albo tenże stereotyp jest błędny; jeśli nikt nie jest zainteresowany zmianą status quo, nie pomoże żadna kampania społeczna.

Jeśli w grę nie wchodzą pieniądze – czyli kiedy zaczynamy np. mówić o sugerowanej przez Kahnemana nadreprezentacji kolorowych przestępców – sprawa jest jeszcze prostsza. W celu zmiany szkodliwego stereotypu Matka Homeostaza domaga się po prostu przegięcia w drugą stronę. I już. Gadki o obawie przed obcymi proszę schować sobie w dewnul… albo grzecznie mi wyjasnić, dlaczegóż to opinii bandytów nie mają z zasady Chińczycy czy Japończycy [no, może za wyjątkiem triad czy yakuzy].

Miło przeczytać również czasem, że ogólnie rozumiana politpoprawność jest po prostu nieefektywna i pozbawiona podstaw naukowych. Tym bardziej, jeśli pisze to jeden z członków grupy monetyzującej tę ideologię…

11 thoughts on “QOTD.

  1. Motywacją jest swoista „premia za ryzyko”; wolny rynek [o czym pisze Friedman] wyceni pracę „wykluczonego” odpowiednio niżej, dzięki czemu całość „transakcji zatrudnieniowej” sprowadzi się do powstania pewnej okazji, gdzie walczący z uprzedzeniem i zatrudniający tego, kogo ogół zatrudnić się boi, odbiorą ową premię jako swoistą „nagrodę za innowację”.

    Najważniejsza perspektywa, z jakiej należy patrzeć na problem – perspektywa biznesmena, któremu negatywne stereotypy pomagają wyzyskiwać pracowników. Jakież to libertariańskie.

    Oczywiście, że konkretna jednostka cierpi w tym momencie za wybryki innych, ale przecież taki stan rzeczy oczywiście nie będzie trwał wiecznie.

    Stereotyp Żyda robiącego macę z krwi chrześcijańskich dzieci przetrwał kilkaset lat, bez choćby jednego faktu, który by go uzasadniał…

    Lubię to

  2. Najważniejsza perspektywa, z jakiej należy patrzeć na problem – perspektywa biznesmena, któremu negatywne stereotypy pomagają wyzyskiwać pracowników.

    Ale jaki problem? Nierówności płacowe istniały, istnieją i istnieć będą – i o ile nie jest to jakoś zadekretowane, nieszczególnie obchodzi mnie ich geneza.

    Nie widzę powodu, dla którego BARDZIEJ miałbym współczuć przygodnemu obcokrajowcowi, należącemu do którejś z mniejszości na stereotypowej „czarnej liście”, niż Polce, matce pięciorga dzieci, pozostającej bez pracy tylko dlatego, że np. właściciel postanowił skorzystać z jakiegoś unijnego programu i zamiast niej zatrudnić „w ramach wsparcia czegośtam” jakiegoś niepełnosprawnego.

    A poza tym wiesz co? Z Ciebie to d*, nie „centrysta”. ZDW projekcje, w myśl których CELEM pracodawcy jest „wyzysk” pracowników, nie zasługują co prawda na poważną odpowiedź, ale po starej znajomości zrobię wyjątek.

    Dzięki „wyzyskowi” sam masz pracę, odbierając ją prawdopodobnie jakiemuś zachodniemu koderowi albo „wywierając na niego presję finansową”. Jesteś po prostu tańszy i to – oczywiście poza Twoimi umiejętnościami, choć szczerze mówiąc nie sądzę, żebyś w swoich kompetencjach był jeden na świecie – przesądza o tym, że masz pracę i nie zauważyłem, żebyś z tego powodu jakoś specjalnie robił sceny.
    Będąc na prawo od Ikonowicza [w co nieustająco, acz dość naiwnie wciąż wierzę] powinieneś znać zasadę dobrowolności umów i „volenti non fit injuria”. Poza sytuacjami wyjątkowymi emigracja zarobkowa jest na ogół aktem świadomym i dobrowolnym.
    „Wyzysk”, który Ci tak dokucza [i którego wypominanie najwyraźniej w myśl cytaty sprawia Ci poczucie wyższości moralnej] nie jest niczym innym, jak optymalizacją zasobów. W większości [nie wszystkich zresztą] przypadków opłaca się zatrudnić tańszego pracownika podobnie, jak Ty nie kupujesz zapewne romskich systemów operacyjnych, jeśli amerykańskie są lepsze i bardziej sprawdzone.
    Próśb o comiesięczne przekazywanie nadwyżki nad minimalną na jakiś zbożny [jak brzmi ateistyczny odpowiednik?] cel już nawet nie chce mi się przeklejać, ileż można? Tak samo zresztą, jak pytań, czy miałbyś opory przed wprowadzeniem systemu komputerowego, w efekcie którego pracę straciłoby dziesięciu pracujących u Ciebie Romów i pięć samotnych matek, ale który uratowałby resztę firmy [i Ciebie] przed plajtą.

    Stereotyp Żyda robiącego macę z krwi chrześcijańskich dzieci przetrwał kilkaset lat, bez choćby jednego faktu, który by go uzasadniał…

    Nie bardzo wiem, co chciałeś osiągnąć tym stwierdzeniem. Mam podać Ci teraz listę Żydów, którzy pomimo tego stereotypu doszli do większych pieniędzy, czy jak?

    Lubię to

  3. Ale jaki problem? Nierówności płacowe istniały, istnieją i istnieć będą – i o ile nie jest to jakoś zadekretowane, nieszczególnie obchodzi mnie ich geneza.

    Oczywiście, że nie, skoro nie Ciebie one dotykają.

    A poza tym wiesz co? Z Ciebie to d*, nie „centrysta”. ZDW projekcje, w myśl których CELEM pracodawcy jest „wyzysk” pracowników

    Tego nie powiedziałem. O wyzysku mówię tylko w kontekście Twojego podejścia do stereotypów jako pretekstu, żeby komuś zapłacić mniej i jeszcze cynicznie to nazwać „nagrodą za innowację”.

    „Wyzysk”, który Ci tak dokucza [i którego wypominanie najwyraźniej w myśl cytaty sprawia Ci poczucie wyższości moralnej] nie jest niczym innym, jak optymalizacją zasobów.

    Dawniej nazywanych ludźmi.

    Nie bardzo wiem, co chciałeś osiągnąć tym stwierdzeniem.

    Zwrócić Twoją uwagę, że stereotypy, i owszem, bywają w stu procentach bzdurne i praktycznie rzecz biorąc wieczne. I mogą owocować rzeczami znacznie gorszymi niż niska pensja.

    Lubię to

  4. Ale jaki problem? Nierówności płacowe istniały, istnieją i istnieć będą – i o ile nie jest to jakoś zadekretowane, nieszczególnie obchodzi mnie ich geneza.

    Oczywiście, że nie, skoro nie Ciebie one dotykają.

    I co z tego? Ciebie też najprawdopodobniej nie, ale ja przynajmniej tej kwestii nie jestem hipokrytą i nie robiąc w tej kwestii nic [choć mogę – podobnie zresztą jak Ty] nie buduję własnego poczucia wartości na nic nie kosztującym publicznym zaglądaniu do cudzej kieszeni.

    Jeśli chcesz okazać się faktycznie lepszy od tego przebrzydłego wyzyskiwacza, możesz od jutra BARDZO KONKRETNIE zacząć płacić jakiemuś dyskryminowanemu obcokrajowcowi np. 1500 zł [plus ZUS, oczywiście!] za sprzątanie raz w miesiącu Twojego mieszkania. Sądzę, że za parę godzin to bardzo przyzwoita stawka i będę pierwszym, który wrzaśnie na kogoś, kto w tej sytuacji posądzi Cię o dyskryminowanie kogokolwiek. Ty będziesz miał czas na ważniejsze rzeczy, obcokrajowcowi zrobi się lżej, a i pewnie świat stanie się lepszym miejscem do życia.

    Nie wątpię, że Cię stać [skoro sam nie narzekasz na dyskryminację względem np. koderów z USA czy Kanady], więc… kiedy zaczynasz?

    Ze swojej strony sugerowałbym do sprzątania mieszkania zatrudnić jakiegoś Roma, ponieważ oni akurat wydają się jedną z najbardziej dyskryminowanych mniejszości w Polsce, więc i pożytek pewnie będzie relatywnie największy.

    Obiecuję śledzić Twoją akcję z zapartym tchem. Mogę nawet znaleźć Ci kogoś chętnego za 500 zł; niniejszym deklaruję wpłatę całej tej kwoty na Fundację Batorego po wykonaniu przez obcokrajowca pierwszego zlecenia.

    O wyzysku mówię tylko w kontekście Twojego podejścia do stereotypów jako pretekstu, żeby komuś zapłacić mniej i jeszcze cynicznie to nazwać „nagrodą za innowację”.

    Cynizm byłby wtedy, gdyby tyczył się tylko pracowników. Biznes generalnie chce płacić mniej. Wszędzie. Stąd komputeryzacja, outsourcing, JIT i cała masa innych rzeczy.

    „Wyzysk”, który Ci tak dokucza [i którego wypominanie najwyraźniej w myśl cytaty sprawia Ci poczucie wyższości moralnej] nie jest niczym innym, jak optymalizacją zasobów.

    Dawniej nazywanych ludźmi.

    Popłakałem się ze wzruszenia. Tłumaczę więc, że „zasoby” NIE SĄ tożsame z ludźmi [hint: podzbiór].

    Zwrócić Twoją uwagę, że stereotypy, i owszem, bywają w stu procentach bzdurne i praktycznie rzecz biorąc wieczne. I mogą owocować rzeczami znacznie gorszymi niż niska pensja.

    Stereotypy mają po prostu różny czas trwania, to wszystko. Przyczyny takiego czy innego czasu trwania tego czy innego stereotypu to zupełnie inna historia.

    Lubię to

  5. Każdy człowiek jest indywidualnością. To jakimi wartościami posługuje się jednostka można szybko sprawdzić na rozmowie kwalifikacyjnej lub podczas okresu próbnego. To i tak niczego nie przekreśla. Wszystko zależy od lidera i mentoringu.

    Wciąganie do tego rasy i innych bzdetów to raczej konserwatyzm. Tam wciąż są nie tylko uprzedzenia rasowe, ale też klasowe.

    Prawdopodobieństwo jest zawsze i na wszystko. Twoje teksty też mogą wskazywać na pewne krzywdzące prawdopodobieństwa o tobie.

    Lubię to

  6. To jakimi wartościami posługuje się jednostka można szybko sprawdzić na rozmowie kwalifikacyjnej lub podczas okresu próbnego.

    Niekoniecznie. Znam przypadki, gdzie ludzie okazywali się ćwokami po paru latach współpracy [chodzi mi tylko o skontrowanie cytatu, a nie o uzasadnianie tym czegokolwiek innego].

    Wciąganie do tego rasy i innych bzdetów to raczej konserwatyzm.

    Z wnioskami zaczekajmy do momentu, aż Cichy wpuści do mieszkania tego Roma, o którym pisałem wcześniej 🙂

    Prawdopodobieństwo jest zawsze i na wszystko. Twoje teksty też mogą wskazywać na pewne krzywdzące prawdopodobieństwa o tobie.

    Cóż… jest to opcja, którą należy oczywiście brać pod uwagę.

    Lubię to

  7. I co z tego? Ciebie też najprawdopodobniej nie, ale ja przynajmniej tej kwestii nie jestem hipokrytą i nie robiąc w tej kwestii nic [choć mogę – podobnie zresztą jak Ty] nie buduję własnego poczucia wartości na nic nie kosztującym publicznym zaglądaniu do cudzej kieszeni.

    Zamiast tego budujesz je na wmawianiu sobie, że jeśli zapłacisz komuś mniej pod pretekstem jego przynależności do jakiejś nielubianej grupy, to będziesz innowatorem walczącym z uprzedzeniem.

    Cynizm byłby wtedy, gdyby tyczył się tylko pracowników. Biznes generalnie chce płacić mniej. Wszędzie.

    A co to zmienia? Cynizm zazwyczaj służy właśnie interesom.

    Popłakałem się ze wzruszenia. Tłumaczę więc, że „zasoby” NIE SĄ tożsame z ludźmi [hint: podzbiór].

    Jeśli ludzie są podzbiorem zasobów, to siłą rzeczy są zasobami.

    Stereotypy mają po prostu różny czas trwania, to wszystko.

    No tak, w końcu czymże jest kilkaset lat wobec wieczności. I niech zgadnę – czas trwania stereotypów jest pewnie całkowicie niezależny od tego, jak się do nich podchodzi, a jedynie słusznym sposobem ich zwalczania jest dyskryminacja płacowa ich ofiar?

    Lubię to

  8. Zamiast tego budujesz je na wmawianiu sobie, że jeśli zapłacisz komuś mniej pod pretekstem jego przynależności do jakiejś nielubianej grupy, to będziesz innowatorem walczącym z uprzedzeniem.

    Ależ skąd! Tak po prostu opisuje to Friedman – ale nawet on nie próbuje tym opisem gloryfikować czy deprecjonować kogokolwiek, wyjaśnia tylko pewien mechanizm ekonomiczny.

    Cynizm byłby wtedy, gdyby tyczył się tylko pracowników. Biznes generalnie chce płacić mniej. Wszędzie.

    A co to zmienia? Cynizm zazwyczaj służy właśnie interesom.

    Robi się ciekawie. Zaraz okaże się, że dla samozadowolenia zaczniesz domagać się od rodzaju ludzkiego rezygnacji z było nie było jednego z podstawowych instynktów, jakim jest interesowność.

    A propos cynizmu, nie określiłeś się jeszcze: tego Roma szukasz sam, czy czekać na przelew?

    Popłakałem się ze wzruszenia. Tłumaczę więc, że „zasoby” NIE SĄ tożsame z ludźmi [hint: podzbiór].

    Jeśli ludzie są podzbiorem zasobów, to siłą rzeczy są zasobami.

    Niech Ci zresztą będzie. I co z tego? Dla ekonomisty-technokraty człowiek jest zasobem… podobnie, jak w każdym innym zawodzie. Dyrektora fabryki nieszczególnie interesuje Twoje życie rodzinne, podobnie zresztą, jak dyrektora filharmonii, dyrektora klubu sportowego czy szefostwa partii [sprawdzić, czy nie Frank Underwood].

    Stereotypy mają po prostu różny czas trwania, to wszystko.

    No tak, w końcu czymże jest kilkaset lat wobec wieczności.

    No tak, przecież stereotyp Polaka – złodzieja utrzymuje się w Niemczech od czasów Bismarcka i absolutnie nie ulega zmianie od kilkudziesięciu lat. Podobnie, jak cała masa innych pomniejszych stereotypów.

    Ty masz jakąś żydofilię, czy co?

    czas trwania stereotypów jest pewnie całkowicie niezależny od tego, jak się do nich podchodzi,

    Nie znam badań, ale prawdopodobnie tak. A raczej: nie tyle od tego, jak się do nich podchodzi, ile od tego, na ile stereotypy są odzwierciedleniem jakichś faktycznych zachowań.

    Lubię to

  9. Robi się ciekawie. Zaraz okaże się, że dla samozadowolenia zaczniesz domagać się od rodzaju ludzkiego rezygnacji z było nie było jednego z podstawowych instynktów, jakim jest interesowność.

    Bynajmniej. Ja tylko nieśmiało sugeruję istnienie czegoś takiego jak etyka.

    A propos cynizmu, nie określiłeś się jeszcze: tego Roma szukasz sam, czy czekać na przelew?

    Do sprzątania mieszkania nie szukam nikogo – ani Roma, ani libertarianina. Nikogo więc w tej kwestii nie mogę dyskryminować.

    Niech Ci zresztą będzie. I co z tego? Dla ekonomisty-technokraty człowiek jest zasobem… podobnie, jak w każdym innym zawodzie.

    Problem z technokratami polega na tym, że dla nich człowiek jest wyłącznie zasobem.

    No tak, przecież stereotyp Polaka – złodzieja utrzymuje się w Niemczech od czasów Bismarcka i absolutnie nie ulega zmianie od kilkudziesięciu lat. Podobnie, jak cała masa innych pomniejszych stereotypów.

    Pomniejszych. A co z poważniejszymi? Nic nie robić, bo w skończonym czasie może same znikną? Z perspektywy ludzkiego życia kilkadziesiąt lat też niezbyt się różni od wieczności.

    Lubię to

  10. Ja tylko nieśmiało sugeruję istnienie czegoś takiego jak etyka.

    Nie mieszaj do tego etyki. Cenę winny ustalić zainteresowane strony pomiędzy sobą i nic nikomu do tego.

    Ustalenie ceny między dobrowolnie umawiającymi się stronami NIE JEST w ogóle kategorią etyczną.

    Do sprzątania mieszkania nie szukam nikogo – ani Roma, ani libertarianina. Nikogo więc w tej kwestii nie mogę dyskryminować.

    OK, w takim razie zarzut o dyskryminację chwilowo oddalony. Zarzut o bycie nieczułym na cierpienia mniejszości hipokrytą pozostaje.

    Problem z technokratami polega na tym, że dla nich człowiek jest wyłącznie zasobem.

    Zaczynamy łapać wspólny język – człowieczeństwo bądź jego brak [w kontekście dyskusji] skorelowane jest z człowiekiem, a nie z taką czy inną nauką czy branżą. Na początek dobre i to.

    No tak, przecież stereotyp Polaka – złodzieja utrzymuje się w Niemczech od czasów Bismarcka i absolutnie nie ulega zmianie od kilkudziesięciu lat. Podobnie, jak cała masa innych pomniejszych stereotypów.

    Pomniejszych. A co z poważniejszymi? Nic nie robić, bo w skończonym czasie może same znikną?

    Można robić, ale z uwzględnieniem ceny. Środki, których ceną jest upadek cywilizacji, świadome zaprzeczenie postulatu racjonalności działania i w konsekwencji stoczenie się naszych potomków za kilkadziesiąt lat do roli pariasów na jakiejś żółtej farmie, żadną miarą nie mogą być uznane za tanie.

    Środki na miarę naszych sił i możliwości nakreśliłem Ci w poprzednich komciach. Przy całej swojej hipokryzji okazałeś się jednak być hipokrytą na tyle inteligentnym, żeby tych środków nie wcielać w życie 🙂

    Z perspektywy ludzkiego życia kilkadziesiąt lat też niezbyt się różni od wieczności.

    Ależ skąd – tylko z perspektywy europejskiego ateisty. Ani dla katolika, ani dla np. Azjaty perspektywa kilkudziesięciu lat nie musi stanowić cezury, implikującej butthurt.

    Lubię to

  11. Ustalenie ceny między dobrowolnie umawiającymi się stronami NIE JEST w ogóle kategorią etyczną.

    Jak rozumiem, ludzie sprzedający emerytom magiczne garnki dwa rzędy wielkości powyżej realnej ceny, są wobec tego etycznie bez zarzutu. Podobnie jak XIX-wieczne kopalnie i współcześni innowatorzy typu Walmart, świadomie i celowo budujący modele biznesowe w taki sposób, żeby zasoby z dołu drabinki musiały harować ponad siły od rana do nocy za grosze. Jak rozumiem, wszelkie łajdactwo tego typu uważasz za moralnie obojętne, bo zasoby mają wybór. Między taką pracą lub żadną, bo konkurencja oferuje to samo.

    Środki, których ceną jest upadek cywilizacji, świadome zaprzeczenie postulatu racjonalności działania i w konsekwencji stoczenie się naszych potomków za kilkadziesiąt lat do roli pariasów na jakiejś żółtej farmie, żadną miarą nie mogą być uznane za tanie.

    O cholera, upadek cywilizacji z powodu akcji społecznych przeciw stereotypom. Nie mam więcej pytań.

    Ani dla katolika, ani dla np. Azjaty perspektywa kilkudziesięciu lat nie musi stanowić cezury, implikującej butthurt.

    Pewnie dlatego polscy katolicy ani myślą emigrować do UK – przecież już za skromne ~30 lat powinniśmy mieć takie zarobki jak Brytyjczycy teraz, więc po co się spieszyć.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s