Ścinki.

Gettin’ old…
Kup interwałometr do lustrzanki.
Po otrzymaniu towaru – zorientuj się, że wtyczka w kablu nie pasuje do posiadanego modelu. Wymieniać nie będę, bo to w sumie wstyd, że nie dopatrzyłem. Kabel nie majątek.
Po dwóch tygodniach znajdź na alledrogo prawidłowy kabel.
Kup, rozpakuj i zaklnij, że ten też nie pasuje.
Zaklnij drugi raz po skonstatowaniu, że pasuje, ale trzeba go włożyć odwrotnie.
Zaklnij trzeci raz po uświadomieniu sobie, że stary włożony odwrotnie też pasuje.

* * *

Słuchając w międzyczasie Młodego. Młody zasadniczo nie odróżnia na razie obiektywu od statywu, ale popstrykał parę zdjęć komórką, a dodatkowo zdolności kombinowawcze posiadł na poziomie supermocy, level master.

„Wujek, a po co ci interwałometr, skoro sam mówisz, że się migawka od tego niszczy? Nie prościej znaleźć jakiś soft do komórki i nią robić ten timelapse? Albo po prostu nagrać odpowiednio długi film, a w trakcie montażu go po prostu przyspieszyć?”

* * *

Odgrywam się na Forku. Jutro zdziwi się solidnie, skąd w rekomendacjach YT pomiędzy Katy Perry, Ruhanną, Sarą McLachlan i spółką wziął się Empire State of Motörhead i Django Reinhard.

* * *

Coś jakby się ruszyło się, po w zasadzie straconym Q1. Choć oczywiście efekty – if any – zobaczę dopiero na fakturach. If any.

* * *

A propos faktur. Zaczynam obserwować u siebie wewnętrzną babę, która rozdysponowała już była całość przychodu średniookresowego. Prognozowanego. Nie dajemy się wewnętrznej babie, trzymamy się za kieszeń, rozglądamy się łapczywym wzrokiem po otoczeniu. No dobra… jedna paczka z Merlina to żadne uleganie.

* * *

Na squashu skręciłem nogę [w sumie nie ma tego złego… w ostatniej chwili uratowało mnie to od finalizacji upgradu rakiety, przynajmniej na jakiś czas]. Dzisiejsze pół dnia z państwową służbą zdrowia utwierdziło mnie, że nic się w tejże nie zmieniło, nie licząc omyłkowo miłej pani pielęgniarki w Żeromskim. Jutro idę prywatnie – i nie wiem tylko, czy od Q. pożyczyć w razie czego kule, czy szarpnąć się na elegancką laskę a’la House. Bo jak nie my, to kto?

* * *

Potrzebuję urlopu. O kuźwa, jak potrzebuję urlopu. A tu nic, pożar za pożarem [choć jakby się wypalało], a jeszcze dwie rzeczy wrednie się skonkretyzowały się. Stoją i łaszą się: „weź mnie, zaopiekuj się mną”. A ja się nie opiekuję, bo nie mam siły. O kuźwa, jak potrzebuję urlopu.

* * *

W zasadzie nie czytam nic. Przeczytałem niewarte wzmianki dwa prestony, ponadmiarowo męczę wciąż „Pułapki myślenia”. Książka zacna, po prostu jakoś brakuje motywacji… do wszystkiego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s