Z notatnika taniego jajcarza.

Wczorajszego Prima Aprilis nie waham się nazywać bez mała epickim. Cała rodzina biegająca jak w amoku w poszukiwaniu bliżej nieokreślonego mięsa w autobusie [uwiarygodnionego przez mą w zasadzie notoryczną słoikowatość] oraz całe biuro biegające jak w amoku w oczekiwaniu na przyjazd reporterów z TVN wyczerpały z okładem mój instynkt mieszalniczy na najbliższy rok. A teraz wracam do bycia zorganizowanym i poważnym, uczesanym i spokojnym.