9 thoughts on “Generalnie mamy przerąbane.

  1. Ale ale, jest światełko w tunelu. Ludzie są całkiem nieźli w przypisywaniu wagi do pozornie nieistotnych obiektów/idei wyłącznie na podstawie konwencji. Np. metale szlachetne, „błękitna krew”, hipsterstwo, „bycie cool” itp.

    Więc jest nadzieja, że nawet mając full wypas dóbr materialnych i totalnie zabezpieczone potrzeby biologiczne i tak wymyślimy sobie coś, co będzie deficytowe czy reglamentowane. Spoko spoko, mamy tu przewagę nad myszami.

    Lubię to

  2. Bedzie „mamtowdupizm” i co poradzisz? Nie pierwsza cywilizacja, która upadła.
    Przeżyją ci, którym to nie wystarczało.

    Lubię to

  3. @hoppke: no właśnie nie wiem z tym światełkiem. Na dobrą sprawę te wszystkie trendy, o których piszesz, to właśnie taki mentalny odpowiednik zdrowego, lśniącego futerka [wyjąwszy może metale szlachetne, z którymi sprawa jest trochę inna IMO]. Po prostu jeśli możliwość włożenia czegokolwiek do gara staje się niezagrożona, to istotom żywym przestaje się cokolwiek chcieć i już. Coulhanowi nie chodziło o to, że myszy nie miały motywacji; miały ją ukierunkowaną na pierdoły, a nie na rzeczy naprawdę ważne z punktu widzenia gatunku.

    @sprae: obserwując Twoje nastawienie w parunastu ostatnich komentarzach mam właśnie wrażenie, że jesteś jedną z takich myszy. To źle, to niedobrze, stąd spieprzaj, na to nie poradzisz… weź się zaangażuj [niechby nawet teoretycznie uczuciowo], bo wyginiesz 🙂

    Lubię to

  4. Generalnie fascynujące… wręcz porażające/przerażające.
    Z drugiej zaś strony jeden pozornie banalny eksperyment i mamy wyjaśniony brak wzorców męskich, ogólnie panoszącą się gejozę, metroseksualnych kolesiów, dżędery itp. Na dodatek tym jednym eksperymentem to wszystko spokojnie daje się wrzucić do wora pod tytułem „nierówno pod sufitem” czyli jednak choroba – cywilizacyjna, społeczno-ewolucyjna, jak zwał tak zwał ale jednak choroba.

    Lubię to

  5. Torero: Pewnie masz rację boś mądry człowiek. Z jednej strony mam zapewniony byt, a z innej wszystko wydaje mi się oklepane i wnoszące mało, mimo dużej ilości treści. Wszystko co robię jest dla mnie proste, a i tak robię więcej i biorę się za to czego inni nie tkną.
    Trzeba wyjść z kolejnej strefy komfortu.

    Lubię to

  6. Panowie, przyszła mi do głowy inna interpretacja całości: a może finał eksperymentu to nie efekt „przemyszenia” [analogicznie do przeludnienia] i „dobrobytu”, tylko… „miastowości” i zgromadzenia – pomimo teoretycznie optymalnych warunków – zbyt wielu osobników w jednym miejscu?

    Ilustracja muzyczna: https://www.youtube.com/watch?v=aGF8AS-z5mI

    Nikomu niczego nie ujmując – jeszcze pacholęciem będąc dostrzegałem gołym okiem, że „wieśniaki” miały dużo zdrowsze podejście do wielu spraw od „miastowych” [sam zresztą zaliczam się de facto do tych pierwszych]. Więc może po prostu czas na nawrót chłopomanii, jak w Młodej Polsce? 🙂

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.