.

Pomysł na zanętę mieli dobry. Rzekomy list od potencjalnego klienta, pełen szczegółów technicznych, jak to przejął firmę po umierającym ojcu i nie umie sobie z tym wszystkim poradzić i dlatego jest zainteresowany podjęciem kontaktu… aby obejrzeć całość, wykup abonament do naszego serwisu ogłoszeniowego.

Znam te numery, ale szczegółowość zeznania napła [e, jak brzmi forma dokonana od czasownika „napawać”?] mnie niepokojem. Że a nuż widelec to nie fejk. I w zasadzie byłem skłonny wykupić abonament. Prawie.

Facet płacze i płacze. Spamerzy już fafnaście razy zdążyli mnie poinformować, że w serwisie pojawiła się nowa wiadomość. Nie dość, że facet non stop płacze identyczną manierą*, to jeszcze łośki poudostępniały strony konkurencji korzystającej, na których lament również jest widoczny… oblicz prawdopodobieństwo, że dwóch klientów wpadnie w podobne tarapaty na dwóch końcach Polski. Tak spieprzyć taki fajny pomysł… ech, całe życie z idiotami. Deleguj zadania, mówią. No to wydelegowali, aż nie ma co zbierać.

* – gdzieś u Sheckleya [EDIT: tu, o] ojciec jakiegoś kosmity wprowadzał syna w tajniki polowania na Obcych, ucząc go imitacji dźwięków zwabiających w pułapkę samców onych Obcych. Syn kosmity emitował te dźwięki kilkanaście godzin z rzędu, bezskutecznie, po czym zniechęcony wrócił do domu. Amerykańscy kosmonauci stwierdzili, że kilkugodzinny, monotonny, zawodzący krzyk „Ratunku, gwałcą!” nie brzmi jednak na tyle wiarygodnie, żeby ruszać się z bezpiecznej bazy.

Ścinki.

Promocja w Packt przyniosła całkiem niespodziewany efekt; jak do tej pory nie udało mi się trafić co prawda w punkt z książką dla mnie, ale za to podowiadywałem się o istnieniu softu, o którym nie miałem pojęcia. Co też, prawdę mówiąc, jest bezproduktywne, ale za to rozszerza horyzonty, ha!

* * *

W kościele zapowiedzieli rekolekcje dla cudzołożników… pardon, dla „osób żyjących w związkach niesakramentalnych”. Dialog wewnętrzny, reakcja pierwsza: „dlaczego oni mają lepiej i mają dedykowane nauki branżowe [bo przecież nie stanowe]?” Reakcja druga: „… bo na rekolekcje dla złodziei pies z kulawą nogą by nie przyszedł”. Reakcja trzecia: „wystarczyłoby przecież zmienić nazwę na np. ‚Rekolekcje wielkopostne dla zwolenników sprawiedliwości społecznej i kontestatorów przestarzałego paradygmatu własności’, ogłosić je w pobliżu ośrodków terenowej administracji państwowej i masz produkt, którego profilowania i targetowania może ci pozazdrościć nawet Apple”. Reakcja czwarta: „Kimkolwiek był autor bonmotu ‚Prawda jest kwestią formy’ [hm… Wilde?]… miał on rację”.

* * *

Słoneczko nawet jeśli nie wzeszło jeszcze całkowicie, to w każdym razie wstało dzisiaj nie aż tak bardzo późno i nawet nie w takim bardzo złym humorze. Wreszcie! Warto było czekać te półtora [?] roku. A że zimno na dworze to już z pewnością nie mówi, boć to przecież Małopolska.

* * *

Oglądam czwarty sezon ‚Gry o tron’. Piękna rzecz [bękart Boltona znów miażdży dosłownie i w przenośni]… i szkoda tylko, że książę Oberyn wygląda jak Czarek Pazura z „Chłopaki nie płaczą”.

* * *

Zrobiłem grochówkę. Note to self: nie wierz babom – nawet, jeśli piszą, że zupa to zupa-krem. Krem srem – efekt końcowy ma mieć konsystencję gęstej cieczy, a nie kremu! Grochówką wykonaną wg przepisu [no, może z nieco większym, niż zakładane, odparowaniem wody] mogłem się kroić. Ciąć już niekoniecznie, bo smak wyszedł niezgorszy, ale dziecię kręciło nosem. Twierdziło, że na smak właśnie, ale będę się upierał, że to dysonans poznawczy wobec nieznanego dotychczas stanu skupienia.

* * *

Spać mi się chce. A będzie jeszcze gorzej.