Kamerą i mieczem – proof of concept.

Wczoraj – kolejna okazja i kolejne podejście do zarejestrowania występów Forków na poziomie mnie satysfakcjonującym. Poziom mnie satysfakcjonujący to taki, przy którym widzowie niebędący rodziną nie zaczną doświadczać imperatywu wyjścia do toalety [albo gdziekolwiek, byle dalej od ekranu] po pięciu minutach pokazu. Innymi słowy: jak – nie dysponując przenośną ekipą realizatorską – nagrać i zrobić materiał, o parę klas lepszy od trzymanej w łapie komórki, dysponując tylko swoją kreatywną osobą i nie chcąc wydawać fortuny, bo to przecież tylko hobby?

Założenie implementacyjne #1: braków fabuły nie nadrobimy, ale możemy to próbować zrekompensować montażem i jakością dźwięku. Masz lustrzankę i w miarę normalny telefon? Dobra wiadomość: nie trzeba dużo więcej. Z wyposażenia do dokupienia najdroższy będzie – opcjonalny, ale zalecany – rejestrator dźwięku [od circa 500 zł]. To, jeden statyw relatywnie porządny [200 zł], jeden jakikolwiek [~70 zł], uchwyt statywowy na komórkę [40 zł] – i nagle okazuje się, że posiadanym sprzętem jesteś w stanie robić cuda, przynajmniej w porównaniu z 99% amatorszczyzny ze spędów rodzinnych. Uczciwość każe mi dodać, iż opisany niżej sposób zadziała w zasadzie w niewiele większej liczbie okazji, niż dziecięce przedstawienia w szkole [ale OTOH nie po to Dziecko się stara i wylewa hektolitry potu na próbach, żeby zbywać je iphonem…], osoby z zacięciem artystycznym mogą spróbować opędzić tym jakąś konferencję; nie wiem, nie próbowałem.

Krótko: rejestrator dźwięku wpięty w tor audio lub na podłym statywie relatywnie blisko sceny, komórka na statywie na końcu sali filmuje bezobsługowo plan ogólny, a my na luzie poruszamy się w miarę możności po sali z lustrzanką / kamerą, robiąc przebitki i zbliżenia. Materiał montujesz do ścieżki audio z rejestratora i video z komórki, z przebitkami z DSLR. Dla mnie bomba. Niżej szczegóły.

Składnik #1: dźwięk. Jest to nagminnie niedoszacowany problem, a już w ogóle w przedszkolach, gdzie nie dość, że dochodzą standardowe kłopoty, to jeszcze wiele dzieci nie ma na tyle dobrej dykcji, żeby cokolwiek móc powiedzieć wyraźnie, do tego niska kultura pracy z mikrofonem, etc. Jakikolwiek rejestrator daje przynajmniej szanse na zmianę, nawet w trybie zwykłego mikrofonu – ale podstawionego dziatkom pod nos, a nie gdzieś z sali, gdzie rejestruje choćby dużo głośniejsze tło. Istnieją konstrukcje droższe, pozwalające na wpięcie się w tor audio i budowanie planu dźwiękowego, ale primo sam nie osiągnąłem jeszcze tego etapu, secundo w założeniach ma być relatywnie lekko, łatwo i przyjemnie. Ładujemy więc do rejestratora dużą kartę pamięci, ustawiamy kopię zapasową z gainem o 12 dB niższym, ładujemy na statyw, statyw pod scenę, włączamy urządzenie 5 minut przed rozpoczęciem przedstawienia i do końca przestajemy się nim przejmować.

Dźwięk możemy również nagrywać komórką ze statywu [#3], jednak z racji odległości wydaje się to być poważny kompromis z jakością; nie polecam. Ważną rzeczą wydaje się być jego ciągłość [więc definitywnie nie lustrzanka], bo do niego – mówimy o występach dzieci! – będziemy montować wszystko inne.

Składnik #2: komórka na statywie z tyłu sali, plan ogólny. Statyw zresztą częściowo niesłusznie ująłem w budżecie, chyba każdy interesujący się fotografią bardziej, niż prawie w ogóle rzeczony statyw już posiada. Oczywiście możesz dogadać się z ojcem kolegi, żeby kamerował drugą lustrzanką z tyłu, ale komórka wydaje się bardziej dawać radę. Dlaczego?

  1. Jesteś sam.
  2. Duża głębia ostrości załatwi poprawność techniczną ujęć [oczywiście jak na segment {pół}amatorski], a Tobie pozwoli oglądać to za pół roku bez drgawek.
  3. Nagrywanie komórką ujęcia ciągłego zapobiegnie zakończeniu nagrywania po pół godzinie. Lustrzanki na mocy jakichś porozumień celnych nie mogą nagrywać jednego ujęcia dłużej, niż pół godziny; po tym czasie się wyłączają. Rejestracja komórką pozbawiona jest tego mankamentu.
  4. Powyższe punkty czynią z komórki narzędzie bezobsługowe, więc wciąż możesz obsłużyć to wszystko sam. Naładowaną komórkę stawiasz na statyw, włączasz nagrywanie 5 minut przed rozpoczęciem i zabierasz ją po zakończeniu nagrania [może nie dotyczyć Radomia].
  5. Z racji cyfrowego zoomu komórka do przebitek / zbliżeń wydaje się nie nadawać.

Składnik #3: lustrzanka / kamera. Biegasz radośnie po sali, filmujesz widownię, zbliżenia na wykonawców i całą resztę. Dodatkowo przynajmniej moja lustrzanka dysponuje stabiliacją obrazu, warto ją włączyć.

I może to tylko moje przekonanie, ale jestem jakoś dziwnie spokojny, że bez trzęsącej się kamery, z w miarę zrealizowanym dźwiękiem nasz film z jasełek nie będzie może arcydziełem, ale przynajmniej czymś, co sami będziemy mogli obejrzeć bez nerwicy za jakiś czas, nie musząc nostalgią przekupywać swojego systemu nerwowego, wykrzaczającego się bez przerwy na niedoróbkach, których relatywnie niewielkim kosztem można śmiało uniknąć.

W zasadzie wypadałoby w tym miejscu napisać o całej masie wolnego softu do nieliniowej obróbki video, ale nie mogę się przemóc. Blender – pomimo nieodwzajemnionej sympatii – na razie odmawia posłuszeństwa. W kdenlive nie umiem [jeszcze] tak dobrać kodeków, żeby całość odtwarzała się na moim tv. Openshot jest praktycznie nieużywalny, na moim mincie wywraca się średnio co dwie minuty. Dla mnie zostaje Sony Vegas Movie Studio, i to niestety prawdopodobnie w wersji płatnej. Wersja bezpłatna zdaje się być jakimś ponurym żartem; w świetle wszystkiego, co wiem, nie umożliwia ona nawet separacji ścieżki audio i video. Dobra wiadomość jest taka, że prawdopodobnie pod Windows istnieje jakiś userfriendly darmowy edytor video, prawdę mówiąc nie miałem jednak czasu z tym wszystkim się zapoznać. Vegas Movie Studio spełnia chyba wszystkie wymagania, jakie może postawić przed softem w miarę ambitny „dokumentalista rodzinny”, do wyższych celów zresztą zawsze można wygospodarować sobie trochę czasu, pouczyć się blendera i zacząć od takich niewinnych zabaw. I świat stanie przed nami otworem – pytanie tylko, którym. Ale to już zupełnie inna historia.

5 thoughts on “Kamerą i mieczem – proof of concept.

  1. Erm… na ile się orientuję, to mikrofon kierunkowy [shotgun] do wywiadów raczej jest, tym się nie nagrywa chórku. Choć głowy nie dam.

    Zoomy załatwiają to na dwa sposoby, w zależności od modelu. Albo w mikrofonie / module XY masz możliwość ustawienia czułości mikrofonu bocznego [nawet post factum – udostępniają jakiś swój RAW, gdzie możesz regulować to dopiero w trakcie odsłuchu, choć tym się jeszcze też nie bawiłem], albo – tak jak w H6 – po prostu zmieniasz końcówki na te z charakterystyką bardziej Ci odpowiadającą.

    W ogóle notka to, jak pisałem, proof of concept; nie miałem jeszcze czasu przejrzeć materiału, a zmontować tym bardziej. Ale założenia teoretyczne w zasadzie się obroniły 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s