QOTN.

Ponad dwadzieścia lat badań naukowych wykazało, że to paradoksalne zjawisko [myślenie o czymś, o czym explicite zakazano myśleć – przyp. t.] funkcjonuje w wielu dziedzinach życia: na przykład proszenie ludzi będących na diecie, by nie myśleli o czekoladzie, powoduje, że zjadają jej więcej, albo proszenie obywateli, by nie głosowali na idiotów, kończy się wybraniem George’a Busha na prezydenta.

Richard Wieseman, „59 sekund”. Nabyte z czyjejś [erm… sprae?] rekomendacji tutaj. Zapowiada się ciekawa lektura.

.

Konstanty Ildefons Gałczyński,
DLACZEGO OGÓREK NIE ŚPIEWA

Pytanie to, w tytule,
postawione tak śmiało,
choćby z największym bólem
rozwiązać by należało.

Jeśli ogórek nie śpiewa,
i to o żadnej porze,
to widać z woli nieba
prawdopodobnie nie może.

Lecz jeśli pragnie? Gorąco!
Jak dotąd nikt. Jak skowronek.
Jeśli w słoju nocą
łzy przelewa zielone?

Mijają lata, zimy,
raz słoneczko, raz chmurka;
a my obojętnie przechodzimy
koło niejednego ogórka.

Kamerą i mieczem – proof of concept.

Wczoraj – kolejna okazja i kolejne podejście do zarejestrowania występów Forków na poziomie mnie satysfakcjonującym. Poziom mnie satysfakcjonujący to taki, przy którym widzowie niebędący rodziną nie zaczną doświadczać imperatywu wyjścia do toalety [albo gdziekolwiek, byle dalej od ekranu] po pięciu minutach pokazu. Innymi słowy: jak – nie dysponując przenośną ekipą realizatorską – nagrać i zrobić materiał, o parę klas lepszy od trzymanej w łapie komórki, dysponując tylko swoją kreatywną osobą i nie chcąc wydawać fortuny, bo to przecież tylko hobby?

Założenie implementacyjne #1: braków fabuły nie nadrobimy, ale możemy to próbować zrekompensować montażem i jakością dźwięku. Masz lustrzankę i w miarę normalny telefon? Dobra wiadomość: nie trzeba dużo więcej. Z wyposażenia do dokupienia najdroższy będzie – opcjonalny, ale zalecany – rejestrator dźwięku [od circa 500 zł]. To, jeden statyw relatywnie porządny [200 zł], jeden jakikolwiek [~70 zł], uchwyt statywowy na komórkę [40 zł] – i nagle okazuje się, że posiadanym sprzętem jesteś w stanie robić cuda, przynajmniej w porównaniu z 99% amatorszczyzny ze spędów rodzinnych. Uczciwość każe mi dodać, iż opisany niżej sposób zadziała w zasadzie w niewiele większej liczbie okazji, niż dziecięce przedstawienia w szkole [ale OTOH nie po to Dziecko się stara i wylewa hektolitry potu na próbach, żeby zbywać je iphonem…], osoby z zacięciem artystycznym mogą spróbować opędzić tym jakąś konferencję; nie wiem, nie próbowałem.

Krótko: rejestrator dźwięku wpięty w tor audio lub na podłym statywie relatywnie blisko sceny, komórka na statywie na końcu sali filmuje bezobsługowo plan ogólny, a my na luzie poruszamy się w miarę możności po sali z lustrzanką / kamerą, robiąc przebitki i zbliżenia. Materiał montujesz do ścieżki audio z rejestratora i video z komórki, z przebitkami z DSLR. Dla mnie bomba. Niżej szczegóły.

Składnik #1: dźwięk. Jest to nagminnie niedoszacowany problem, a już w ogóle w przedszkolach, gdzie nie dość, że dochodzą standardowe kłopoty, to jeszcze wiele dzieci nie ma na tyle dobrej dykcji, żeby cokolwiek móc powiedzieć wyraźnie, do tego niska kultura pracy z mikrofonem, etc. Jakikolwiek rejestrator daje przynajmniej szanse na zmianę, nawet w trybie zwykłego mikrofonu – ale podstawionego dziatkom pod nos, a nie gdzieś z sali, gdzie rejestruje choćby dużo głośniejsze tło. Istnieją konstrukcje droższe, pozwalające na wpięcie się w tor audio i budowanie planu dźwiękowego, ale primo sam nie osiągnąłem jeszcze tego etapu, secundo w założeniach ma być relatywnie lekko, łatwo i przyjemnie. Ładujemy więc do rejestratora dużą kartę pamięci, ustawiamy kopię zapasową z gainem o 12 dB niższym, ładujemy na statyw, statyw pod scenę, włączamy urządzenie 5 minut przed rozpoczęciem przedstawienia i do końca przestajemy się nim przejmować.

Dźwięk możemy również nagrywać komórką ze statywu [#3], jednak z racji odległości wydaje się to być poważny kompromis z jakością; nie polecam. Ważną rzeczą wydaje się być jego ciągłość [więc definitywnie nie lustrzanka], bo do niego – mówimy o występach dzieci! – będziemy montować wszystko inne.

Składnik #2: komórka na statywie z tyłu sali, plan ogólny. Statyw zresztą częściowo niesłusznie ująłem w budżecie, chyba każdy interesujący się fotografią bardziej, niż prawie w ogóle rzeczony statyw już posiada. Oczywiście możesz dogadać się z ojcem kolegi, żeby kamerował drugą lustrzanką z tyłu, ale komórka wydaje się bardziej dawać radę. Dlaczego?

  1. Jesteś sam.
  2. Duża głębia ostrości załatwi poprawność techniczną ujęć [oczywiście jak na segment {pół}amatorski], a Tobie pozwoli oglądać to za pół roku bez drgawek.
  3. Nagrywanie komórką ujęcia ciągłego zapobiegnie zakończeniu nagrywania po pół godzinie. Lustrzanki na mocy jakichś porozumień celnych nie mogą nagrywać jednego ujęcia dłużej, niż pół godziny; po tym czasie się wyłączają. Rejestracja komórką pozbawiona jest tego mankamentu.
  4. Powyższe punkty czynią z komórki narzędzie bezobsługowe, więc wciąż możesz obsłużyć to wszystko sam. Naładowaną komórkę stawiasz na statyw, włączasz nagrywanie 5 minut przed rozpoczęciem i zabierasz ją po zakończeniu nagrania [może nie dotyczyć Radomia].
  5. Z racji cyfrowego zoomu komórka do przebitek / zbliżeń wydaje się nie nadawać.

Składnik #3: lustrzanka / kamera. Biegasz radośnie po sali, filmujesz widownię, zbliżenia na wykonawców i całą resztę. Dodatkowo przynajmniej moja lustrzanka dysponuje stabiliacją obrazu, warto ją włączyć.

I może to tylko moje przekonanie, ale jestem jakoś dziwnie spokojny, że bez trzęsącej się kamery, z w miarę zrealizowanym dźwiękiem nasz film z jasełek nie będzie może arcydziełem, ale przynajmniej czymś, co sami będziemy mogli obejrzeć bez nerwicy za jakiś czas, nie musząc nostalgią przekupywać swojego systemu nerwowego, wykrzaczającego się bez przerwy na niedoróbkach, których relatywnie niewielkim kosztem można śmiało uniknąć.

W zasadzie wypadałoby w tym miejscu napisać o całej masie wolnego softu do nieliniowej obróbki video, ale nie mogę się przemóc. Blender – pomimo nieodwzajemnionej sympatii – na razie odmawia posłuszeństwa. W kdenlive nie umiem [jeszcze] tak dobrać kodeków, żeby całość odtwarzała się na moim tv. Openshot jest praktycznie nieużywalny, na moim mincie wywraca się średnio co dwie minuty. Dla mnie zostaje Sony Vegas Movie Studio, i to niestety prawdopodobnie w wersji płatnej. Wersja bezpłatna zdaje się być jakimś ponurym żartem; w świetle wszystkiego, co wiem, nie umożliwia ona nawet separacji ścieżki audio i video. Dobra wiadomość jest taka, że prawdopodobnie pod Windows istnieje jakiś userfriendly darmowy edytor video, prawdę mówiąc nie miałem jednak czasu z tym wszystkim się zapoznać. Vegas Movie Studio spełnia chyba wszystkie wymagania, jakie może postawić przed softem w miarę ambitny „dokumentalista rodzinny”, do wyższych celów zresztą zawsze można wygospodarować sobie trochę czasu, pouczyć się blendera i zacząć od takich niewinnych zabaw. I świat stanie przed nami otworem – pytanie tylko, którym. Ale to już zupełnie inna historia.

Z wieczornej prasóweczki.

Drodzy internauci, korzystajcie z jednakowych haseł w różnych serwisach. Nasze bazy danych nie są z gumy. Z poważaniem, NSA.

* * *

Rosjanie wyprodukują sequel filmu ” Piła”. Roboczy tytuł: ” Piła i zakąszała”.

* * *

– Jak będzie po angielsku „śpię w majtkach”?
– „I slip”.

* * *

Edukacja nie wiele tu zmienia.

* * *

Jeżeli widzisz atomowy grzybek, wyciągnij rękę w jego kierunku, a następnie wyprostuj kciuk. Jeżeli grzyb wystaje zza kciuka, wówczas jesteś w strefie rażenia.

* * *

Słupsk. Policja poszukuje wandali, którzy włamali się do garażu Prezydenta Miasta i zamontowali mu siodełko w rowerze.

Dodatkowe Flowables w ReportLab.

Flowables – i ogólnie cały tryb platypus – w ReportLab [pythonowej maszynce do robienia PDFów] są bardzo wygodną rzeczą, znacznie upraszczając proces ich tworzenia; tabelki, formatowany tekst, pliki graficzne [z zastrzeżeniem poniżej] i inne składowe docelowego PDF deklarujemy jako obiekty klas pochodnych od Flowables, a następnie po prostu dodajemy do listy, stanowiącej podstawę dla pliku docelowego. I już. Do niewymagających edytorsko moich potrzeb – w zupełności wystarczy [reszcie pozostaje niskopoziomowy, ale i dający większe możliwości mechanizm „canvas”]… a raczej wystarczałby, gdyby nie OOTB brak możliwości definiowania jako Flowables zakładek [aka „outline tree”], wykresów z matplotliba oraz linków dokumentu w tabelkach. Bardziej jako note to self, choć… może komuś się przydadzą i oszczędzą paru godzin zastawiania się.

Zakładki:
class Bookmark(Flowable):
""" Utility class to display PDF bookmark. """

def __init__(self, title, key):
self.title = title
self.key = key
Flowable.__init__(self)

def wrap(self, availWidth, availHeight):
""" Doesn't take up any space. """
return (0, 0)

def draw(self):
# set the bookmark outline to show when the file's opened
self.canv.showOutline()
# step 1: put a bookmark on the
self.canv.bookmarkPage(self.key)
# step 2: put an entry in the bookmark outline
self.canv.addOutlineEntry(self.title,self.key, 0, 0)
link

Wykresy z matplotlib jako obiekty Flowable; matplotlib umie oczywiście generować wykresy do pliku, ale u mnie z przyczyn, których nie umiem dojść, pliki te, poosadzane w PDF, wyglądają dramatycznie, niezależnie od ustawień dpi i rozmiarów, a dodatkowo OOTB u mnie możliwe było tylko generowanie postscriptu i SVG: link rozwiązuje to wszystko lekko, łatwo i przyjemnie.

Linki zewnętrzne i wewnętrzne w tabelkach: tutaj sprawa jest relatywnie prosta, wystarczy wartości w komórkach tabeli nie deklarować czystym tekstem, ale jako instancje klasy reportlab.platypus.Paragraph. Dla mnie wystarcza, choć znalazłem również obejścia niedotyczących mnie problemów… ale skoro już robię składowisko, niech i to tutaj zostanie.

EDIT: a na deser: How To Create Custom Flowables.

EDIT#2: Własne fonty w ReportLab.