Z zamyśleń porannych.

Postanowienia motywowane religijnie, adwentowe czy wielkopostne, na starcie są teoretycznie skuteczniejsze od świeckich, noworocznych.

W świetle odkryć z „mechaniki nawyków”, o których co nieco kiedyś pisałem, czas kształtowania się w miarę regularnego nawyku trwa od miesiąca wzwyż [w tym kontekście postanowienia adwentowe mają mniejszą „moc rażenia” od wielkopostnych] – i czas trwania obu okresów, choć raczej nie „projektowany” pod tym kątem, jest do tego idealny. Świat świecki nie oferuje aktualnie żadnych podobnych ram czasowych; od wielkiej biedy możnaby było podciągnąć pod to wakacje, ale kto będzie pracował nad sobą w wakacje, do kroćset?

A potem jest jeszcze gorzej [dla twardziela świeckiego]. Wszelkie „mądrości motywacyjne” [i nie ma tu znaczenia, czy spod znaku Briana Tracy’ego, czy jegomościa spod znaku powiatowej placówki monopolowej – czy nawet jego żony! A propos, kiedy od jednego z Was doczekam się maila z odpowiedzią na pewien mój research?…] kładą nacisk na skonkretyzowany termin. Oczywiście znów w różnej formie: od „Zacznij działać TERAZ!” po „Zdzisek, weźcie mi tu * nie * i * * * * weźcie się * wreszcie do tej * roboty!”. I religia znowu górą; zaczyna się Adwent / Wielki Post [a nawet ramadan!] i geschlossen, wyrazistszego terminu na początek [czegokolwiek] nie można podać. A kiedy zaczynać realizację takich np. postanowień noworocznych? Pierwszego stycznia w południe, gdy łeb pęka, sklepy zamknięte, a ty chcesz tylko spokoju? Drugiego, kiedy nie wiesz, w co ręce w robocie włożyć, bo urlop się skończył?

Oczywiście, że są jednostki dotrzymujące postanowień noworocznych. Nie znamy, ale podejrzewamy istnienie i szanujemy zaocznie. Ale w tym aspekcie religia pomaga – i jak okazuje się w świetle najnowszych badań, całkiem [badum, tsss!] racjonalnie. I – przynajmniej z punktu widzenia analizy przesłanek – sensowniej i skuteczniej, niż cywilizacja śmierci [wykorzystanie tego w praktyce to oczywiście inna sprawa…]. Szach mat, ateiści.

15 thoughts on “Z zamyśleń porannych.

  1. Czyli innymi słowy porządny religijny człowiek jak postanowi się zmienić np. w maju to pierwszy dobry termin żeby zacząć nad sobą pracować to robić to okolice 1 grudnia? :->

    Polubienie

  2. Wsparcie? O_o
    Znaczy w innym czasie w roku nie ma co liczyć na żadne wsparcie? Zero? Null? Ze wszystkich stron? Magia działa tylko w adwencie i w wielkim poscie? :->

    Polubienie

  3. A i jeszcze wymowka z nowym rokiem jest słaba jak herbatka niemowlęcia. Równie dobrze można stwierdzić, że 1 dzień adwentu (w tym roku po andrzejkach) też sie na to załapuje a 1 dzień postu po ostatkach. Też chlaństwo i pijaństwo a do tego w drugim przypadku w środku tygodnia! Zgroza 😉

    Polubienie

  4. Nieprawda. Po andrzejkach masz adwent właśnie, po karnawale – Popielec. A po Nowym Roku co najwyżej kaca…

    I proszę o trolling z umiarem :> Wsparcie jest zawsze, ale notka była o „wsparciu technicznym” w kontekście całkiem świeckiej „mechaniki nawyku”.

    Polubienie

  5. Nie „po Nowym Roku” tylko po Sylwetrze po którym mamy własnie Nowy Rok i zdaje się tez jakies super świeto kościelne przy okazji… Naprawdę mam szukać jakie? 😉
    Nie kupuję, to ten samm kac co po Andrzejkach. A „wsparcie techniczne” zdaje się można sobie także samemu załatwić i wyrobić nawyk nawet we wrześniu…

    Polubienie

  6. Nie bardzo widzę związek między świętem kościelnym w Nowy Rok a treścią dyskusji. Nie twierdzę, że nie da się załatwić samodzielnie wsparcia technicznego o dowolnej porze roku. Nie twierdzę, że nie można wyjść z nawyku bez pomocy KK. Twierdzę [tylko i aż], że takie dwa wsparcia KK dostarcza w gratisie OOTB, w przeciwieństwie do światopoglądu ateistycznego. Tyle. Naprawdę musisz uciekać się do chochołów? 🙂

    Polubienie

  7. To samo co ma wspolnego popielec i początek adwentu. Kac jest ten sam jak się dzień wcześniej imprezowało.

    Ja się do niczego nie uciekam tylko twierdzę ze bzdury wypisujesz a w rzeczywistości i tak się wszystko kończy na „kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu” i tyle pieśni 🙂

    Polubienie

  8. To samo co ma wspolnego popielec i początek adwentu. Kac jest ten sam jak się dzień wcześniej imprezowało.

    Ożesz kurna. Ale po Sylwestrze masz karnawał, a po karnawale [jako niewierzący] – nic. A chrześcijanie mają Wielki Post [jak się to implementuje „w świecie”, to już inna bajka…]

    „kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu”

    A tak, oglądałem właśnie wczoraj „Czterdziestolatka” i odcinek, w którym Karwowski rzucał palenie. Jego sąsiad stwierdził coś w kształcie, że wrzucanie papierosów do śmieci jest dla mięczaków i że prawdziwy mężczyzna powinien rzucać palenie z paczką w kieszeni, dostępną na każde żądanie. Widzę, że ten odcinek wywarł na Ciebie niezatarty wpływ 😛

    Polubienie

  9. A co za różnica czy Wielki Post czy Karnawał? Jak sobie coś postanowisz to klimat nie powinien mieć znaczenia. Chociaż słabym umysłom chyba łatwiej przestać np. pić w Wielkim Poscie niż w Karnawale…

    Wyobraź sobie że nie oglądałam „Czterdziestolatka”. Jakimś cudem się uchowałam 😛

    Polubienie

  10. Chociaż słabym umysłom chyba łatwiej przestać np. pić w Wielkim Poscie niż w Karnawale…

    Nie żebym odnosił to do siebie, ale:
    – na ogół bardziej cenimy jednostki, którym się coś udało, niż loserów [w tejże kwestii],
    – na ogół bardziej również cenimy sukces osiągnięty większym kosztem.

    Pięknie różnimy się po prostu priorytetem obu tych preferencji. Bardziej po prostu cenię sukces niż metody pozwalające na jego osiągnięcie [i nie życzę sobie rozwijania wątku na wymiar etyczny tychże! :)] – na razie wygląda na to, że bardziej zdajesz się cenić „piękną porażkę”, niż „brzydką wygraną”. Kiedy byłem w Twoim wieku, też chyba tak miałem [ale już nie pamiętam… :D]

    Inaczej – jeśli ktoś przestał pić ze wspomagaczami [jakimikolwiek], nie ma specjalnie dla mnie znaczenia rodzaj „dopalacza” i takie dokonanie oceniam wyżej, niż kogoś, kto próbował rzucić picie, bohatersko nurzając się między menelami i oddając się w tym czasie lekturze racjonalista.pl, ale mu nie wyszło 🙂 Oczywiście jeśli ten drugi wyjdzie z ciągu, podstaw do szacunku będzie w zasadzie więcej…

    … ale takie podejście z kolei redukuje zagadnienie do wag w wartości oczekiwanej. Dla mnie wartość oczekiwana jest wyższa w przypadku „wyjścia wspomaganego”, ot co.

    Polubienie

  11. Yyyyyy?
    Jako poeta stwierdzam, że to co sobie zinterpretowałes z moich wypowiedzi jest totalnie odjechane od rzeczywistości %-)
    Kompletnie nie rozważałam tu jakiejkolwiek porażki. To Ty to sobie wymyśliłeś. Mnie tylko chodziło o to, że dla mnie czekanie do Wielkiego Postu czy Adwentu (bo to jakieś wyimaginowane wspomaganie) to wymówka, podobnie jak z tym kacem itp. Jak się chce coś zrobić to się robi i tyle niezależnie od pory roku, plam na słońcu czy córki sąsiadki %-)

    Polubienie

  12. Kompletnie nie rozważałam tu jakiejkolwiek porażki. To Ty to sobie wymyśliłeś. Mnie tylko chodziło o to, że dla mnie czekanie do Wielkiego Postu czy Adwentu (bo to jakieś wyimaginowane wspomaganie) to wymówka,

    Obrażasz się na rzeczywistość. Kiedy łatwiej np. przestać pić? Kiedy dokoła jedna wielka impreza, czy kiedy towarzystwo [niechby i teoretycznie] nie ciągnie do kielicha, bo żona mówi, że Wielki Post? Pomijając moje wcześniejsze argumenty.

    podobnie jak z tym kacem itp.

    A sprzedaż antytytoniowych tabletek i całej reszty wspomagaczy na to: „Ojtam ojtam”.

    To, czy rozważałaś jakąś porażkę, czy nie, nie ma znaczenia, porażka jest zawsze explicite lub domyślnie wkalkulowana w działanie, nawet jeśli dotyczy przykładowego zerwania z nałogiem. Perspektywa zrobienia czegoś zawsze ma co najmniej dwa outputy: albo się uda, albo nie.

    Jak się chce coś zrobić to się robi i tyle niezależnie od pory roku, plam na słońcu czy córki sąsiadki %-)

    Oj, bo jeszcze uwierzę, że Twoje życie przebiega[ło] bezporażkowo…

    [Hint: z „okolicznościami łagodzącymi”, czyli gdyby sprzyjało Ci więcej okoliczności, przynajmniej część z tych porażek nie byłaby zapewne porażkami. Jeśli uważasz, że nie ma to znaczenia, bo liczy się to, że brałaś to na klatę, zamiast ułatwiać sobie zadanie… cóż, to potwierdza to tylko mój osąd. A jeśli kiedykolwiek brałaś pod uwagę fakt, że gdyby cośtam poszło lepiej, to cała sprawa skończyłaby się dla Ciebie lepiej… to nie wiem, o co się spieramy…]

    Polubienie

  13. Przecież to kompletnie nie ma nic do rzeczy. Pisałeś o tym kiedy zaczynać i ja się kompletnie nie zgadzam z tym że ma to być Adwent czy Wielki Post i to niezależnie od efektu końcowego. Porażka, nie porażka (skoro już się upierasz) to już insza inszość. Ja nie widzę powodu żeby to że coś ze sobą robię uzależniać od pory roku i nie uważam żeby to miało dla mnie osobiście znaczenie czy to lipiec czy grudzień pod warunkiem że nie postanawiam np. biegać o poranku. Skoro niektórzy potrzebują do tego Adwentu krzyżyk na drogę, ale czekanie własnie na to to po prostu wymówka żeby nie zrobić czegoś już.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s