Z cyklu „Wielkie tajemnice Wszechświata” – sukces Subway.

Nie ogarniam. Jedzenie naprawdę dobre [o ile nie naprawdę bardzo dobre] – i nic poza tym. Definitywnie nic. W erze globalizacji wydawało mi się to za mało, ale widać nie pierwszy raz się myliłem.

Poszedłem do nich drugi raz, jakieś półtora – dwa lata temu wyszedłem stamtąd z uczuciem głębokiego nomen omen niesmaku; zjadłem za dużo, zupełnie nieadekwatnie, pogubiłem się w menu, a z obsługą, jakkolwiek OIDP uprzejmą, w ogóle nie szło się dogadać. Ale przecież miliony much… itd. Postanowiłem dać im drugą szansę.

Menu. Nosz kurde. Jakim cudem było nie było fastfood może robić atut z pierdyliona opcji w menu? Dla niedoświadczonego – koszmar; próba zamówienia czegokolwiek zakończyła się ponurym pastiszem rozmowy kwalifikacyjnej po znajomości, gdzie obie strony znają rezultat, ale rozmowa musi się odbyć. – Jaką kanapkę pan sobie życzy? – Z tuńczykiem. – Połówkę czy całą? – A 11 zyli to kosztuje cała czy połówka? -Połówka. – To poproszę połówkę. – A z jaką bułką? – A jakie macie? – Takie, o. – Aha, to z tą. – Podgrzewaną czy nie? – Podgrzewaną prosz. – A jakie dodatki? – A jakie można? – Takie, jak tu są. – Aha. A ile można wziąć? – Ile się chce. – To prosz ten, ten i ten. – Oczywiście. A sosik jaki? – A jakie są? – Dwa takie i dwa takie. – Czosnkowy. – A do picia? – Kawę. – A jaką kawę? – Białą. – A to wszystko to na wynos? I tym momencie odruchem odbezpieczyłem swojego Walthera PPK, ale po chwili zrobiło mi się głupio. Moi przodkowie bili bolszewię pod Radzyminem, ja przeczytałem ustawę o ubezpieczeniach społecznych, to i zamówienia w Subwayu się nie ulęknę.

OK. Część z tych pytań wchodzi w zakres normalnego zamówienia. Ale na mój gust to jest fastfood. FAST! Zero [przynajmniej nie zauważyłem] gotowych zestawów – ale takich NAPRAWDĘ gotowych. W materiałach reklamowych szczycą się IIRC parunastoma milionami kombinacji, w które można złożyć ich kanapki. Całość mocno przypomina mi szkolny case z zarządzania, gdzie upadająca firma produkująca jakieś grzejniki i borykająca się z potężną ilością reklamacji próbowała rozwiązać problem poprzez budowę nowego, zaawansowanego magazynu obsługi reklamacji. A może jestem za mocno wytresowany na McD i KFC, że chcę tak o?

A do tego cała masa pierdół pomniejszych: radio nastawione tak, że każdą kwestię musiałem powtarzać dwukrotnie i takoż prosić o powtarzanie odpowiedzi; ogólne wrażenie wystroju typu „zderzenie wejścia Polski w gospodarkę rynkową z podwarszawskim sznytem dla młodych wykształconych z wielkich ośrodków”; nieczytelny cennik i materiały [rozrysowany for dummies – call me dummy then – schemat zamówienia w punktach znajduje się gdziekolwiek i czytany od lewej do prawej zawiera kolejno punkty 5, 2 i 3]; komunikaty, których nie cierpię [11 zł za wspomnianą kanapkę, ale nikt nie wspomina, że to jej połówka]. I tak dalej, i tym podobne.

Na pojedynczym wydechu mogę wymienić knajpy, serwujące podobnej jakości jedzenie, które z trudem utrzymują jeden lokal i których za skarby świata nie stać zapewne na ekspansję ogólnoświatową. Co więc robi tę różnicę? Ot, ciekawostka przyrodnicza.

12 thoughts on “Z cyklu „Wielkie tajemnice Wszechświata” – sukces Subway.

  1. Miałem podobne odczucia. Miałem do Subwaya 2 podejścia. Pierwsze w Berlinie, wszedłem i wyszedłem po 2 minutach. Drugie na stacji przy lotnisku w Katowicach, byłem bardzo głodny o 4 w nocy, ale mimo tego nie dałem rady nic z tego „przybytku” zamówić. Zupełnie czułem się jakbym przyjechał z Butanu i nie wiedział jak odkręca się wodę. A więc łączę się w bólu. Do dziś nie zjadłem kanapki z Subwaya.

    Polubienie

  2. Mnie zawsze drażni ichniejsze hasełko „powiększ swojego sandwicza”.
    Powiększ + dopełniacz (zamiast biernika, do kroćset!!!) kojarzy mi się
    z powiększaniem czegoś zupełnie, ale to zupełnie innego… nieuki subwayowe.

    Polubienie

  3. A tak w ogóle to z tym Subwayem to nie czujesz sprawy Toreto…. McD i KFC są jak Windowsy a Subway jest jak Linux 😉
    W Windowsach dostajesz tylko to i dokładnie to co sobie panowie z M$ wymyślili, że będziesz chciał, wybór? Jaki wybór… możesz z frytkami albo bez i finito.
    A w linuksie masz kafelki duperelki, kraniki dywaniki, masz KDE albo XFCE, masz to albo śmo, możesz skonfigurować tak albo inaczej, a jak sie znudzi to bierzesz kanapkę z Gnomem 😉

    Polubienie

  4. @Ika: ojtam ojtam 😛

    @Yen: nie no, różnicę to ja czuję. Z tym, że analogia nie do końca trafiona, bo na moje proste rozeznanie tematu Subway – o czym wyżej – zdaje się pozycjonować jako fastfood, a tego z samodzielną kompilacją pożenić się nijak nie da. To trochę tak, jakby próbować pozycjonować vima jako zamiennik OpenOffice’a: wszystkich dwóch użytkowników [nie licząc Świętomira, choć On nie jest biurkowy…], którzy po tym eksperymencie nie zrobią swojemu komputerowi aua, i tak przyswoją sobie tylko :wq! 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s