Z lektur wakacyjnych – Tomek Michniewicz, „Swoją drogą”

Wiesz, taki kuter…

* * *

Podróżnik, radiowiec, dziennikarz. Jego przyjaciel, jego żona, jego ojciec. I trzy wyprawy. Z korporacyjnym księgowym ruszyć w interior ginącej, dzikiej Afryki. Z żoną, teatrologiem – do Arabii Saudyjskiej, matecznika klasycznego społeczeństwa islamskiego. Z ojcem, bluesmanem – do Nowego Orleanu. Na ich własne życzenie. Trzy wyprawy, trzy doświadczenia, trzy zakończenia.

W Sieci można przeczytać różne marudzenia. Że język egzaltowany, pozerski. Że mało opisu świata. Że to, że tamto, że owo. Cóż – bez wątpienia jest to zapis podróży, choć paradoksalnie opis podróży nie stanowi tam osi fabuły. O podróżach można pisać na wiele sposobów, a każdy z nich znajdzie swoich entuzjastów. Książki Pałkiewicza [„Pasja życia”] możnaby wydawać niemal w formie tabelek – byłem tu, widziałem to, przejechałem tyle i tyle. Kraśko z kolei [„Świat w pigułce, czyli Teksas jest większy od Francji”] próbuje wchodzić w buty gawędziarza – z jak dla mnie mizernym skutkiem, nawiasem mówiąc. Michniewiczowa maniera odpowiada mi najbardziej; sztafaż podróżniczy, stanowiący tło dla opisów ludzkich ścieżek i namiętności [podobnie jak u Łysiaka w jego pisaniu o sztuce, stąd wrzutka z „Kutra” na początku notki*] to jest zdecydowanie to, co lubię najbardziej. Jeśli chcę dowiedzieć się czegoś o cenach i sposobie dojazdu na drugi koniec świata, kupuję przewodnik Pascala. Z książek Michniewicza można zaś o podróżach dowiedzieć się co najmniej tyle samo, co o spotykanych ludziach. A może to tęsknota za niedoścignionym i niedefiniowalnym; za kutrem? Całkiem możliwe.

Truizmem jest stwierdzenie, że każda droga zmienia podróżującego. „Swoją drogą” nie stanowi wyjątku, choć dalsze brnięcie w wyjaśnienia wpływu podróży na bohaterów byłoby oczywiście spoilowaniem. Autorowi „Gorączki” nie można odmówić także sporej dozy szczerości, momentami ocierającej się o ekshibicjonizm i mogącej narazić go na zarzuty o poświęcanie relacji rodzinnej na ołtarzu kompozycji książki, szczególnie w ostatniej podróży. Ja jednak zarzutu z tego [o ile ma on jakikolwiek sens] robić Michniewiczowi nie zamierzam. Książkę czyta się świetnie i zdecydowanie ją polecam. Jeśli ktoś koniecznie potrzebuje oceny – 5/5.

* * *

* – esej Łysiaka można znaleźć bez problemu chociażby u Radka T. Jeśli jeszcze nie czytałeś, zarezerwuj sobie spokojne pół godziny na czytanie i kawę w trakcie lektury i po niej. Chociaż moim zdaniem lepiej będzie, kiedy sprawisz sobie z alledrogo „MW”, najlepiej przepiękne wydanie z 1984 – dostaniesz uzupełniające lekturę wzmiankowane w eseju reprodukcje obrazów Radziwilla oraz piękną książkę, nie do zastąpienia przez żadne ebooki. Twój wybór.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s