Z zapisków początkującego inżyniera dźwięku.

Na zakończenie roku szkolnego do Forka wybrałem się ze swoim soniaczem [Alfa77]. Fork miał klasową śpiewogrę, specjalnie dla nich napisane libretto i muzykę, poza tym poszły na to hektolitry sobotnich potów i niespotykane u dziecka w tak młodym wieku wyrazy mogące w zasadzie zostać uznane za obelżywe, więc grzechem było nie nagrać. Wcześniejsze nagrania rozjeżdżały mi się z ostrością, ale na to machnąłem ręką, w końcu przy dostatecznej odległości od sceny można ją ustawić raz. I nic nie zapowiadało nieszczęścia.

Występ prześliczny, choreografia bez zarzutu, teksty takoż, dźwięk był… był głośny. Ale kiedy odtworzyłem nagrania w domu, ręce mi opadły. Wideo nagrało się w zasadzie zgodnie z oczekiwaniami, ale dźwięk był jeszcze gorszy, niż na żywo – poziom głośności w zasadzie utrzymał się, ale jakość objawiła się pod znakiem paździerza. W skrócie – szumy i jeden wielki bełkot. Cios tym bardziej nieoczekiwany, że dotychczas wszystko nagrywało się w miarę normalnie, a przynajmniej ja nie widziałem jakichś deprecjacji. Inna rzecz, że nigdy nie nagrywałem jeszcze dźwięku z wielu źródeł.

Gdzieś coś kiedyś słyszałem, że mikrofony w kamerach nieszczególne są. Trudno się mówi, idziemy do fachowców.

Fachowiec #1: Novosonic Kamikaze. Ponoć dobry. Wziąłem do domu, nagrywam z trzech metrów od tv, na którym bez żadnego zestawu kina domowego puściłem piosenkę z NASa. Odsłuch na ucho: bez podbicia w zasadzie nie umiem odróżnić próbki z mikrofonem wbudowanym i z zewnętrznym. Dużo większą różnicę widać przy włączonym uzysku. Widmo [?] na komputerze pokazuje dużo więcej; linia dla wbudowanego mikrofonu jest w zasadzie płaska, amplitudę widać dopiero w obu przypadkach z mikrofonem. Ale ale… przecież znam inżyniera dźwięku, fachowca #2! O ja głupia wagina.

Inżynier dźwięku na podesłanym filmie dokonał poprawek i z miejsca wykrył flatter – znać fachowca, ja żadnego flattera nie rozpoznałbym nawet wtedy, gdyby znienacka wypadł z krzaków i kopnął mnie w rzyć. Ale na słowo oczywiście wierzymy. Soundtrack forkowego występu jak na moje ucho nie do odratowania, ch*, d* i kamieni kupa. Na moje rozbrajające stwierdzenie, że absolutnie nie kwestionując, ale ja tępy lamer i rozmowy niegodny różnicy nie widzę usłyszałem [słusznie zresztą], że różnicy nie dostrzegę, bo i tu, i tu na tej samej scenie występuje ta sama ilość tych samych dzieci. Znać fachowca, powiadam.

Panie szanowny – usłyszałem następnie. – Odpuść pan rynek konsumencki, z elektroniką marki paździerz niewykorzystane okazje śnić ci się będą po nocach. – A coś w porównywalnym pieniądzu dla mnie wynajdzie pan? – spytałem z nadzieją. – Da się zrobić – odparł tamten. I wynalazł mi ZooM H6. – No, masz pan – powiedział zadowolony inżynier dźwięku. – Aha, dziękuję – odpowiedziałem. – 1600 zł – odpowiedziały moje oczy, redefiniując mózgowi pojęcie „porównywalnego pieniądza”. – Auaaaa!… – zawyła moja karta kredytowa.

Kusi jak diabli. Bezprzewodowością względem aparatu przede wszystkim. Poznawanie świata to uświadamianie sobie nieuświadomionych komunałów [(c) torero], takich jak na przykład

Elektronika konsumencka i integracja rejestracji dźwięku i obrazu jest do luftu, albowiem ponieważ nagrywanie dźwięku stoi w sprzeczności z nagraniem obrazu. Rejestrator dźwięku musi [przy takich źródłach tego drugiego] pozostawać nieruchomy i bliski źródła, a tymczasem rejestracja video chce od tego uciec, chcąc przekroczyć nawet ograniczenia obiektywów zoom.

albo

Elektronika konsumencka i integracja rejestracji dźwięku i obrazu jest do luftu, albowiem nawet przy umówieniu się z kolegami na dwie lub więcej kamer jedna z nich jest uziemiona na stałe z racji konieczności rejestracji ciągłego dźwięku, dając reszcie co najwyżej możliwość wejścia w postprodukcji na przebitki.

[z tymi przebitkami to też niezłe jaja są – na przedostatnim ślubie niepełnosprytny montażysta wkleił mnie siedzącego w kościele w ławce jako przebitkę do mnie, czytającego Lekcję, co pokazuję wszem i wobec jako naukową podkładkę na przejawiane niekiedy rozdwojenie jaźni]

Czy też

… nie mówiąc już o jakości.

Wady? Konieczność taszczenia na takie imprezy dodatkowego statywu na rejestrator. Wbrew pozorom – relatywnie niewielka ilość imprez, na których takie rozwiązania pokażą pazur; konieczność wyszła paręnaście miesięcy po kupnie i raczej intensywnym użytkowaniu DSLR. Konieczność dokupienia dodatkowej kostki do stopki [dziękujemy ci, Konico Minolto!]. Konieczność pamiętania ustawienia kolejnego pierdyliarda sprzętu i parametrów – wystarczający zamot mam niekiedy z pamiętaniem o konieczności ustawienia WB, ISO i odpowiedniej przesłony…

Ale kusi jak jasna cholera. Uniwersalnością, jakością, niezależnością sprzętową [nie licząc kostki, uczucie doceni każdy posiadacz systemu innego, niż Canon / Nikon], bezprzewodowością, uniezależnieniem od półgodzinnego nagrania. I instytucją Nowej Zabawki, Na Którą Nie Znajdę Z Pewnością Czasu. Ale 1600 zł?… Kurde, no.

Choć jakby popatrzyć na to z drugiej strony… jeszcze tylko parę stów na kran, jakieś szkło / puszkę, zakładam wytwórnię filmową i jako nocny koszmar llawickiego będę kręcił kontrrewolucyjne filmy. Na pierwszy ogień – „Nowy Wspaniały Świat”, gdzie funkcjonariusze państwowi będą w pomarańczach i granatach, żeby ludziom się kojarzyło z TVN.

6 thoughts on “Z zapisków początkującego inżyniera dźwięku.

  1. @Paweł: dzięki za info; wychodzi jednak na to, że wpierw będę musiał o tym duuużo poczytać, żeby się cokolwiek w tym orientować. Do tej pory nie wiem, co to flatter, a Ty jeszcze do mnie z możliwością wpięcia line in w tor audio… A ja chciałem po prostu mieć dobry dźwięk :/

    @sprae: pomysł do luftu. Primo, chcąc utrzymywać spójność ideolo bloga ‚lewicowo’, nie mogę przecież tak o pójść i se kupić. Rejestrator musiałbym ukraść, pozyskać z fundraisingu, skorzystać z jakiegoś NGO, dotacji unijnej lub w najłagodniejszym przypadku kupić za cudze pieniądze. Secundo… czy dzięki droższego sprzętu nagrywającego lewackie brednie staną się choć ociupinkę sensowne? Śmiem wątpić… 😛

    Polubienie

  2. Ja co prawda na dźwięku się nie znam (parę lat grania w kapeli, ale na basie, więc się nie liczy 😉 plus jakieś sczytywanie + czyszczenie z taśm – do wglądu na http://bks.blox.pl/ – pierwsze wpisy są z taśmy, n-ta kopia, audacity dla początkujących), ale z opisu to mi się widzi, że po prostu było za głośno i miałeś za dużą czułość mikrofonu do tego nagłośnienia. Gdzieś przy konferencjach opensource chwalili się, że dobre efekty uzyskali po taniości przy użyciu odtwarzaczy mp3 z RockBox. Po prostu rozdawali występującym IIRC.

    Bo sprzęt warunków i ustawień nie zastąpi, niestety. No i pytanie, do czego to ma być. Co innego jest nagranie powiedzmy pamiątkowo-archiwalne, a co innego jakaś miniprodukcja.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s