Stiller o zdrobnieniach.

Note w zasadzie to self, żebym kiedyś nie musiał szukać tego ponownie.

Zamiast jedz chleb mówi się po ichniemu popaciunkaj chjebusiek. … To coś w rodzaju gruźlicy, aids i chorób wenerycznych… Papuńciaj kaśkę i kujćaćka! Źjub ćoci papa. Za czym w latach dorosłych idą żoneczka i mężulek, dzieńdoberek i wyłącznie pieniążki… autko, patofelek, męski bucik na nóżkę…befsztyczek z kartofelkami … Dalszy ciąg tego procesu to podwójne, potrójne i poczwórne zdrobnienia i spieszczenia… maciupenienkie dzieciąteczko…

Komu jest potrzebne to całe mljimljanie? .. przecież nie dziecku. Tylko dorosłemu lub dorosłej, którzy to pretensjonalne mizdrzenie się wynoszą z nizin społecznych. Często nawet nie własnych! Lecz uznanych za obowiązującą lub najśliczniejszą normę, potwierdzającą ich dobry gust i charakter, a zwłaszcza dobre serduszko w odruchowym kryciu odwrotności: że gust mają denny, a serce wyschłe jak stara kość ze śmietnika i w dodatku zgniłe do szpiku kości.

… prawdopodobnie okaże się, że jest to fenomen socjologiczny, w genezie ograniczony do środowisk inteligenckich oraz pół-i-ćwierć inteligenckich, zawsze z udziałem asekuracji środowiskowej, częstokroć awansu społecznego i może lumpenproletariatu, który infiltruje te środowiska w roli przedszkolanek, służby zdrowia oraz domowej, sklepowej i co mniej udanych absolwentek po niektórych kierunkach studiów, osadzających się życiowo po takich mniej więcej i podobnych warstwach naszego społeczeństwa. Czyli w naturalnych matecznikach i normach fałszu i obłudy, lizusostwa i pozoranctwa. Ale teraz upowszechniło się we wszystkich środowiskach. Przestało być odczuwane jako coś brzydkiego, sztucznego niestosownego. Jeszcze chwila i stanie się obowiązujące. [nczas! 12-19.11.2005 podobno – w zasadzie jestem pewien cytatu i źródła, nie jestem pewien daty]

Komcie ze zdrobnieniami zostaną z automatu zaklasyfikowane jako dowcipy marki żenua, o czym z góry zawiadamia redakcja bloga.

Chamstwo, chamstwo, wszędzie chamstwo.

Do wczoraj byłem święcie przekonany, że gra półsłówek [wicie… domki w Słupsku, pradziadek przy saniach, chór wujów, tenis w porcie i takie tam] to tylko zabawa na pograniczu prymitywizmu i tzw. instytucje oficjalne mają naprawdę ważniejsze rzeczy na głowie, niż epatowanie takim tanim słowotwórstwem w przestrzeni publicznej.

A potem weszłem [bo miałem blisko] do bloku i zobaczyłem to na własne oczy.

Zakaz palenia w windzie.