QOTE.

Cichutko, pierwszopoziomowo, w przerwie od robienia pekabu w wersji extreme.

(…) Naszym przodkom w zupełności wystarczał ogólnokatolicki kalendarz liturgiczny, ewentualnie uzupełniony o wspomnienia świętych i błogosławionych wpisanych do kalendarza lokalnego oraz rocznice konsekracji lokalnych katedr. Były w nim Suche Dni, dni postu i modlitwy w intencji powołań kapłańskich (które po oskubaniu z zalecenia poszczenia i abstynencji od pokarmów mięsnych w posoborowiu noszą nazwę „kwartalnych dni modlitw o” ducha pokuty / powołania do służby w Kościele / dzieci, młodzież i wychowawców / chrześcijańskie życie rodzin), były Dni Krzyżowe (z procesjami błagalnymi do przydrożnych krzyżów), w zasadzie całkowicie wyrugowane z posoborowej praktyki liturgicznej Kościoła, w większość piątków w kościołach odprawiano Drogi Krzyżowe, w soboty msze wotywne o NMP, w niedziele śpiewano nieszpory, a wszystkie teksty liturgiczne były zawarte w jednej księdze – w Missale Romanum. Tej samej na każdy rok – bo i po co osobny Mszał na lata A, B i C? Po co osobny Ewangeliarz i osobny Lekcjonarz? Komplet śpiewów solesmeńskich można było znaleźć w Liber Usualis, a do sakramentów, sakramentaliów i inszych nabożeństw w zupełności wystarczał wyciąg z Rituale Romanum czyli Collectio Rituum. W odróżnieniu od „agend liturgicznych”, których kolejne „coraz lepsze” wydania „poprawione i uzupełnione” trafiają do księgarń, przedsoborowy zestaw Collectio Rituum wystarczał na całe kapłańskie życie. Co prawda nie zawierał obrzędów nabożeństw z okazji Dnia Dziadka, Międzynarodowego Dnia Kobiet, Dnia Nauczyciela czy Międzynarodowego Dnia Dziecka, ale i w tamtych czasach nikt normalny nie wpadłby na to, aby kopiować obrzędowość świecką i z okazji tych lewackich „świąt” organizować jakieś specjalne nabożeństwa. Takoż w wydawanych przed soborem modlitewnikach próżno szukać obrzędów np. Nabożeństw Ekumenicznych czy Światowych Dni Młodzieży z naprędce wymęczonymi infantylnymi modlitwami i śpiewami. Młodzież doskonale radziła sobie bez „odnów”, „oaz”, „neokatechumenatów” czy infantylnych „duszpasterstw akademickich” działając w kołach sportowych, muzycznych, różańcowych, sodalicjach mariańskich czy bractwach ołtarzowych, legioniści Maryi odwiedzali samotnych chorych, czciciele Najświętszego Sakramentu pilnowali kościołów i modlili się podczas wieczsytych adoracji, a proboszczowie w ciągu roku organizowali parafialne pielgrzymki, adoracje, rekolekcje, nauki stanowe, ćwiczenia duchowne czy dni skupienia, a za matki i ojców, dzieci, dziadków, wiernych zmarłych, poległych, chorych, cierpiących, Ojczyznę, misje, nawrócenie heretyków i pogan modlono się znacznie częściej niż raz w roku. I wcale nie trzeba było klecić w tym celu „specjalnych nabożeństw”, przegadanych ad nauseam. Wystarczyła stosowna intencja i litania odmówiona przed Sanctissimum. Dzisiaj zamiast tego wszystkiego mamy tysiąc pińćset „grup dzielenia się wiarą”, od których działalności jednakowoż wiary nie przybywa. Za to grup – jak najbardziej. Niestety, taki już jest efekt posoborowej klerykalizacji laikatu i laicyzacji duchowieństwa. Dawniej ośrodkiem dla wiernych była ich parafialna świątynia, dzisiaj jest nim plaża Copacabana. Dawniej kapłan miał za zadanie uświęcać swój lud. Dzisiaj tylko „przewodniczy zgromadzeniu”. [link]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s