Andrzej Sapkowski, „Sezon burz”

– Kiszona kapusta! – oznajmił, nabierając rzeczonej z beczki za pomocą drewnianych szczypiec. – Spróbuj, Geralt. Świetna, prawda? Rzecz to smaczna i zbawienna, taka kapusta. Zimą, gdy brak witamin, chroni przed szkorbutem. Jest nadto doskonałym środkiem antydepresyjnym.
– Jak niby?
– Zjadasz garniec kiszonej kapusty, popijasz garncem zsiadłego mleka… i wnet depresja staje się najmniejszym z twoich zmartwień. Zapominasz o depresji. Czasem na długo. Komu się tak przypatrujesz? Co to za dziewczyna?

– Niechajcie go, pani oficerze – rzekł swobodnie Addario Bach. – Mój to sługa, przeze mnie najęty. To głupek, kompletny idiota. Przypadłość rodzinna. Szczęściem wielkim młodsze jego rodzeństwo jest już normalne. Ich matka wreszcie pojęła, że będąc w ciąży nie wolno pić z kałuży przed szpitalem zakaźnym.

Wiedźmin westchnął. Zdarzało mu się nie raz i nie dwa obejrzeć efekty działania bezpiecznych teleportów, uczestniczył też w segregowaniu resztek ludzi, którzy z teleportów korzystali. Stąd wiedział, że deklarację o bezpieczeństwie portali teleportacyjnych można było umieścić w tej samej przegródce, co twierdzenia: mój piesek nie gryzie, mój synek to dobry chłopiec, ten bigos jest świeży, pieniądze oddam najdalej pojutrze, noc spędziłam u przyjaciółki, na sercu leży mi wyłącznie dobro ojczyzny oraz odpowiesz tylko na kilka pytań i zaraz cię zwolnimy.

– Lot numer sześć: Dziewczynka z kotkiem, portret ‚en trois quarts’, olej na płótnie, szkoła cintryjska. Cena wywoławcza…
– Lot numer siedem: dzwonek z trzonkiem, mosiężny, robota krasnoludzka, wiek znaleziska trudny do oszacowania, ale rzecz z pewnością starożytna. Na obwodzie napis krasnoludzkimi runami, głoszący: „No i czego ciulu dzwonisz”. Cena wywoławcza…
– Lot numer osiem: olej i tempera na płótnie. Arcydzieło. Proszę zwrócić uwagę na niezwykłą chromatykę, grę barw i dynamikę świateł. Półmroczna atmosfera i wspaniały koloryt majestatycznie oddanej leśnej przyrody. A w centralnej części, w tajemniczym światłocieniu, proszę spojrzeć, główna postać dzieła: jeleń na rykowisku. Cena wywoławcza…

– No tak – skonstatował bard. – Przygnębion, strapion i zgryzotą trawion, przez co zgryźliw i opryskliw.

Pchnął drzwi – ani drgnęły. Drgnął natomiast – nieznacznie – amulet wiedźmina. Drzwi były magiczne, zabezpieczone czarem. Słabe drgnięcie medalionu sygnalizowało jednak, że nie był to czar silny. Zbliżył się do drzwi.
– Przyjaciel.
Drzwi otwarły się bezszelestnie na oliwionych zawiasach. Jak trafnie odgadł, w słabe magiczne zabezpieczenie i fabryczne hasło wyposażono je standardowo, w produkcji seryjnej, nikomu – na jego szczęście – nie chciało się instalować w nich czegoś bardziej wyrafinowanego.

Naprawdę godny i nijak nieprzystający do miana pisanego na siłę ciąg dalszy [a właściwie środek dalszy] cyklu. Po prostu doskonałe [EDIT: no, dobre, momentami wpadające w b. dobre], przynajmniej w dotychczas przeczytanych dwóch trzecich objętości. Geralt traci miecze, a potem to, co zwykle: gwałty, grabieże, pożogi, szczypta [do dobra, dwie…] momentów i całe mnóstwo sarkazmu. Tylko nawiązań literackich jakoś brak, ale może znajdę je w następnych czytaniach. Fantasy najlepszego sortu.

8 myśli w temacie “Andrzej Sapkowski, „Sezon burz”

  1. Przecież to było pisane na kolanie, rany boskie, te dialogi, ten całkowity brak osobowości postaci, oczy mnie omal nie odpadły. Za uważanie, że najnowszy wiedźmin jest fajny powinni zabierać konto na joggerze.

    Polubienie

  2. No już, już. Powyższe faktycznie pisałem na gorąco. Po przemyśleniu i przespaniu też dostrzegam pewne wady.

    Jeśli idzie o dialogi, różnicy między tym tomem a wcześniejszymi nie widzę. Co do wyrazistości – po prostu brak tutaj postaci charakterystycznych i tyle; postaci wyraziste są i nie pisz, że nie dostrzegasz „różnicy kreski” pomiędzy odmalowaniem np. Korala i Mozaik.

    Jedyne, z czym mogę się zgodzić, to brak epickiej akcji, co faktycznie może rzutować na odbiór. Nie ma żadnej wielkiej wojny ani megaintrygi, co nieszczególnie może się podobać, a to z kolei może w zależności od punktu widzenia albo tylko lekko psuć odbiór, albo skreślać cały tom. Ale język podobny do wcześniejszej narracji. De gustibus – jeśli u kogoś on kuleje albo jest najwyżej poprawny, to choćby nie wiem, jak nadrabiać fabułą, książka np. u mnie ma co najwyżej szanse na doczytanie do końca [modelowy przykład: N. Stephenson]. OTOH sprawny warsztat – a z zarzutami co do tego zgodzić nijak się nie mogę – ratuje wiele, jeśli nie większość. Rzecz gustu, powiadam. Ale ja się na Sienkiewiczu wyczytałem.

    Polubienie

  3. W pełni zgadzam się z mmazurem, ten tom to nieporozumienie. O kilka klas gorszy od wszystkich opowiadań i od sagi. Dialogi kuleją i to potężnie, za dużo powtórzeń typu kopiuj wklej, Geralt praktycznie nie wie co się dzieje i mu się coś po prostu przydarza. No jeżeli najlepiej zapadł w pamięć opis lotu numer siedem z napisem krasnoludzkimi runami to chyba nie jest dobrze.
    Popłuczyny i skok na kasę albo próba wzbudzenia zainteresowania przed premierą 3 części gry 🙂

    Polubienie

  4. Dialogi kuleją i to potężnie, za dużo powtórzeń typu kopiuj wklej

    Przykłady prosz.

    No jeżeli najlepiej zapadł w pamięć opis lotu numer siedem z napisem krasnoludzkimi runami to chyba nie jest dobrze.

    Że tak spytam… czytałeś Ty w ogóle resztę cyklu? Przecież tam takich wtrętów też jest pełno, żeby wspomnieć feldmarszałka Dudę czy krasnoludzkie odzywki przy kartach, pieśń bojową Ochotniczego Hufu z Mahakamu, inskrypcje na mieczu, który iirc Zsoltan Chivay podarował Geraltowi… I jakoś tam Ci to nie przeszkadza[ło].

    Lot nr 7 jest jednym z wielu przykładów i nigdzie nie piszę, że najlepszym. Czy Geraltowi tylko coś się przydarza? Rzecz sporna. Ruszając po Ciri też w wielu przypadkach „stoi z boku”, vide choćby jego osławiona neutralność.

    Popłuczyny i skok na kasę albo próba wzbudzenia zainteresowania przed premierą 3 części gry 🙂

    Trochę już chyba jednak nie ten kaliber. Cedepowa gra już dawno zapewniła sobie taką markę, że żadne „próby” tego typu nie są już jej potrzebne, żyje własnym życiem. Osobiście obstawiam motywacje samego AS… ale jakie w sumie ma to znaczenie? Niech książka broni się sama.

    Polubienie

  5. @Cichy: Nie tyle błędy językowe, bo takich nie znajduję, ile rzekłbym „nieporadność stylistyczna”. Przeczytałem dawno temu „Cryptonomicon” i ostatnio „Diamentowy wiek”. Fabuła / uniwersum, jak wspomniałem, broni się, ale styl narracji… cóż, z formalnego punktu widzenia budowlaniec może również popełnić trzynastozgłoskowiec i może on niekiedy być nawet wybitny. Ale na ogół nie bywa 🙂

    Polubienie

  6. @torero Powtórzenie 3 razy w jednym rozdziale chyba 17 : „Pojęcia nie miał, jak szybki jest wiedźmin po wypiciu eliksirów.”
    to już jest lekka przesada.
    Fajne czytadełko nie powiem ale albo moje wymagania wzrosły albo Sapek jednak ma trochę niższą formę.

    Polubienie

  7. @torero Powtórzenie 3 razy w jednym rozdziale chyba 17 : „Pojęcia nie miał, jak szybki jest wiedźmin po wypiciu eliksirów.”
    to już jest lekka przesada.

    Aaa, to. Kojarzę. Też zauważyłem, ale odebrałem jako celowy zabieg stylistyczny, choć o motywy trzeba byłoby spytać samego autora; być może faktycznie masz rację.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s