Na marginesie 11 listopada.

Wczoraj w Warszawie doszło też do kilku incydentów i fizycznej agresji. Niektóre, jak pożar tęczy na pl. Zbawiciela, miały miejsce w obszarach, którymi Marsz w ogóle nie przechodził, dlatego wiązanie ich z naszym zgromadzeniem uważamy za bezzasadne. (…)

Zapowiadamy także, że zamierzamy zaskarżyć decyzję władz miasta o rozwiązaniu naszego zgromadzenia. W ocenie Zespołu Prawnego Marszu Niepodległości nie zaszły ani merytoryczne, ani formalne przesłanki do rozwiązania zgromadzenia, wskazane w ustawie. Władze zlekceważyły także obowiązek „trzykrotnego ostrzeżenia uczestników zgromadzenia” przed rozwiązaniem, a także nie dopełniły obowiązku ogłoszenia tego faktu bezpośrednio przewodniczącemu zgromadzenia (art. 12 ustawy). Tym samy złamano prawo i narażono bezpieczeństwo manifestujących, dlatego zamierzamy zaskarżyć przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym decyzję warszawskiego ratusza niezwłocznie po otrzymaniu jej pisemnego uzasadnienia.

Powyższe to fragment pomarszowego oświadczenia organizatora, Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Ale jak widać zgodnie z klasykami, już przylepiło się i nie chce się [przynajmniej u niektórych] odlepić.

W tzw. międzyczasie nasi lewicowi bracia i siostry są tak przemęczeni własnym patriotyzmem, przejawiającym się tylko i wyłącznie w sprzątaniu po własnych psach, że z tego przemęczenia muszą wizualizować womit. Akurat na polską flagę. Dziwiąc się potem, że „katoprawica zawłaszcza pojęcie patriotyzmu”, hahahahaha.

17 myśli w temacie “Na marginesie 11 listopada.

  1. Niektóre, jak pożar tęczy na pl. Zbawiciela, miały miejsce w obszarach, którymi Marsz w ogóle nie przechodził

    Dobrze, że użyli słowa „niektóre”. Oczywiście że np. nie przechodzili bezpośrednio obok squotu, ale wystarczająco blisko (o rzut kamieniem chciałoby się powiedzieć).

    Polubienie

  2. Nie wiem, jak tam było w Warszawie. Ale widziałem marsz we Wrocławiu. Z dużo, dużo mniejszej odległości, niżbym sobie życzył. Gdyby obcokrajowiec przyszedł zobaczyć tę manifestację, miałby pełne podstawy przypuszczać, że „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” to refren naszego hymnu. Nieudolną i ostatecznie nieudaną próbę odśpiewania więcej niż jednej zwrotki Mazurka Dąbrowskiego znam już tylko z opowieści, bowiem mniej więcej w połowie, w trosce o własne bezpieczeństwo postanowiłem niezwłocznie się oddalić…

    Polubienie

  3. @jam: czy Ty się za przeproszeniem zaliczasz do młodych wykształconych z wielkich ośrodków? Pytam, bo a) w cytacie o squacie nic nie było [za to w Twojej odpowiedzi dla odmiany nie było nic o wzmiankowanej „tęczy”], b) największy [na mój subiektywny słuch] hyr rozgrywa się dokoła tęczy właśnie [takiegadanie u Cichego zauważył, że to ponad połowa „szacowanych strat”], c) od czego koniec końców jest policja i specjalne uprawnienia?

    @Świętomir: każda polifonia bez dyrygenta jest niczym, nie tylko na demonstracji. A skąd ci biedni ludzie mają to wiedzieć, skoro na pochody pierwszomajowe się nie łapali? 🙂

    Polubienie

  4. w cytacie o squacie nic nie było

    A IMHO być powinno.

    w Twojej odpowiedzi dla odmiany nie było nic o wzmiankowanej „tęczy”

    To teraz będzie. Straż pożarna w odróżnieniu od policji, przybyła za wcześnie i nie mogła nic zrobić. Czyżby dostała rozkaz z samej góry, żeby nie gasić? 😉

    Polubienie

  5. Niektóre, jak pożar tęczy na pl. Zbawiciela, miały miejsce w obszarach, którymi Marsz w ogóle nie przechodził

    Faktycznie, nie przechodzili przez plac, tylko mijali go łukiem o jakieś sto metrów. To zupełnie zmienia postać rzeczy, przecież sto metrów to istna otchłań.

    Polubienie

  6. To zupełnie zmienia postać rzeczy, przecież sto metrów to istna otchłań.

    Zakładając, że piszesz prawdę [nie chce mi się sprawdzać, prawdę mówiąc, ale wierzę] – owszem, istna otchłań. Organizatorzy są od zapewnienia porządku* w obrębie marszu, reszta należy do służb. W normalnym kraju zadymiarze niebędący prowokami zostaliby spałowani, a fanboje Partii poszliby wreszcie po rozum do głowy i zaczęli wreszcie szukać winnych we właściwym miejscu.

    * [w porozumieniu z policją notabene; czy nie doczytałem, czy ambasada nie była w tym czasie w ogóle chroniona? – obejrzyj sobie „brak ochrony” konsulatu przy Biskupiej, życzę powodzenia]

    Polubienie

  7. Z prawnego punktu widzenia – nie wykluczam, może się wybronią. Z punktu widzenia zdrowego rozsądku – bynajmniej. To, że marsz miał wyznaczoną jakąś trasę, nie znaczy jeszcze, że jak ktoś od tej trasy odszedł na kilka kroków (do czego zresztą organizatorzy nie powinni byli dopuścić), to już nie można go z tym marszem łączyć. Według tego rozumowania to nawet za te drzewka nie można by organizatorów obwiniać, bo marsz szedł ulicą, a drzewka były na chodniku.

    A co do pałowania zadymiarzy – ja byłbym jak najbardziej za, ale nie mam cienia wątpliwości, że wtedy dla odmiany organizatorzy oburzaliby się bezpodstawną i nieproporcjonalną brutalnością policji. Z doświadczenia przecież wiadomo, że zadymom na tych marszach winni są wszyscy, tylko nie ich uczestnicy.

    Polubienie

  8. każda polifonia bez dyrygenta jest niczym, nie tylko na demonstracji.

    Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli… Jeżeli usprawiedliwiasz chamstwo i agresję w czystej postaci, brakiem sensownego przywództwa, to chyba nie mamy o czym dyskutować. Nawet niezbyt ogarnięty człowiek nie potrzebuje Marszałka (nie mylić z Generałem), żeby wiedzieć, że pewne rzeczy nie uchodzą, a za inne zwyczajnie należy się kara.

    Żeby nazywać się patriotą, trzeba coś sobą reprezentować. Inaczej jest się faszystą, albo zwyczajnym kibolem. We wrocławskim marszu – z tego co widziałem -reprezentowani byli głównie, o ile nie wyłącznie, ci ostatni. A ci którzy tacy nie byli – swoim uporczywym udziałem wyrażali poparcie dla agresji, lekceważenia porządku i zwykłego chuligaństwa.

    I obawiam się, że chęć patriotycznego wyrażenia się nie usprawiedliwia ich. Zresztą, jak tu wyrazić patriotyzm, kiedy wokół tylko nawołują do nienawiści (na co nawiasem mówiąc jest nawet paragraf w polskim prawie).

    Polubienie

  9. A jednak jest filmik z chwili podpalenia tęczy

    Czyli na samym początku były tam jakieś grupki… trochę się poszarpali pod tą tęczą, ale trudno powiedzieć czy targali podpalacza czy też kogoś kto próbował ugasić ogień.
    Raczej to pierwsze skoro towarzystwo szybko się zawinęło stamtąd a ognicho paliło się dalej.

    Polubienie

  10. @Cichy:

    Z prawnego punktu widzenia – nie wykluczam, może się wybronią. Z punktu widzenia zdrowego rozsądku – bynajmniej.

    Świetnie, że wspomniałeś o zdrowym rozsądku, bo takowy nakazuje zaprzestać linczu grupowego. A przypomnij mi proszę, kto ostatnio na swoim blogasku wrzucił wszystkich z Marszu Niepodległości do jednego wora?

    To, że marsz miał wyznaczoną jakąś trasę, nie znaczy jeszcze, że jak ktoś od tej trasy odszedł na kilka kroków (do czego zresztą organizatorzy nie powinni byli dopuścić), to już nie można go z tym marszem łączyć.

    Co znaczy „łączyć z marszem”? Wracamy do odpowiedzialności zbiorowej, bo tak wygodniej??

    A co do pałowania zadymiarzy – ja byłbym jak najbardziej za, ale nie mam cienia wątpliwości, że wtedy dla odmiany organizatorzy oburzaliby się bezpodstawną i nieproporcjonalną brutalnością policji. Z doświadczenia przecież wiadomo, że zadymom na tych marszach winni są wszyscy, tylko nie ich uczestnicy.

    Gdyby ciocia miała wąsy, byłaby wujkiem. Jeśli policja zacznie pałować demonstrantów, zrobimy rant o pałowaniu demonstrantów. Na razie rzecz idzie o niepilnowaną ambasadę, wrzucanie wszystkich [m.in. przez Ciebie] do jednego wora i porażającą nieporadność policji, pomimo jej coraz większych uprawnień (#1 #2 #3).

    @Świętomir:

    każda polifonia bez dyrygenta jest niczym, nie tylko na demonstracji.

    Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli… Jeżeli usprawiedliwiasz chamstwo i agresję w czystej postaci, brakiem sensownego przywództwa, to chyba nie mamy o czym dyskutować.

    Nie, to ja nie bardzo rozumiem, o co mnie oskarżasz. Twoją relację odebrałem mniej więcej tak: „szedłem obok demonstracji, nie potrafili porządnie zaśpiewać, a potem sobie poszedłem, bo bałem się, że dostanę łomot”. Jedna rozbudowana a kąśliwa uwaga natury muzycznej [do której się odniosłem], zero merytorycznej relacji poza werbalizacją obaw [tylko albo aż subiektywnych], a Ty wymagasz, żebym sobie z tego zwizualizował całą demonstrację i dorzucił w pakiecie defaultowe potępienie? Litości, no.

    Polubienie

  11. @takieGadanie

    Dłuższy i wyraźniejszy filmik – http://www.youtube.com/watch?v=gkBs_bpu0l4 – pokazuje bez cienia wątpliwości, że oba końce tęczy ulegały tajemniczemu samozapłonowi akurat wtedy, jak stały wokół nich stadka pokojowo nastawionych młodych patriotów. Doskonale też słychać entuzjastyczne okrzyki po obu zapłonach, skandowanie „zakaz pedałowania” i pokrewnych haseł w międzyczasie, jak również staropolskie „wypierdalać” pod adresem próbujących interweniować strażaków. Naprawdę, daruj sobie wybielanie tego towarzystwa, bo ich odpowiedzialność za spalenie tęczy nie podlega żadnej dyskusji.

    @torero

    Świetnie, że wspomniałeś o zdrowym rozsądku, bo takowy nakazuje zaprzestać linczu grupowego.

    Ach, to teraz wypominanie komuś aktów wandalizmu jest linczem?

    A przypomnij mi proszę, kto ostatnio na swoim blogasku wrzucił wszystkich z Marszu Niepodległości do jednego wora?

    Nie wiem, ja słowa „wszyscy” nie użyłem.

    Co znaczy „łączyć z marszem”? Wracamy do odpowiedzialności zbiorowej, bo tak wygodniej??

    To znaczy stwierdzać fakt, że byli uczestnikami marszu i zrobili zadymę w trakcie uczestniczenia w nim, bez żadnej reakcji ze strony innych uczestników ani organizatorów. Nie wiem, gdzie tu odpowiedzialność zbiorowa – jeśli ktoś organizuje imprezę i zobowiązuje się do utrzymania na niej porządku, to naturalne jest obwinianie go za to, że porządku nie utrzymał.

    O ile w ogóle zamierzał. Znamienne, że organizatorzy nawet w tym oświadczeniu nie raczyli choćby na odczepnego potępić zadymiarzy, tylko dopiero w przedostatnim akapicie dyskretnie napomknęli, że nie popierają aktów agresji. Po pięciu latach coraz efektowniejszych zadym brzmi to bardzo wiarygodnie.

    Polubienie

  12. Naprawdę, daruj sobie wybielanie tego towarzystwa, bo ich odpowiedzialność za spalenie tęczy nie podlega żadnej dyskusji.

    Nie wybielam (zwracałem przecież uwagę, że przy pierwszym podpaleniu kogoś tam szarpią, stawiam, że szarpią kogoś, kto próbował ugasić płomień w zarodku a nie podpalacza; a wiadomo ludzie o jakiej proweniencji byli w tym punkcie w większości). Ale też nie przekreślam sensu imprezy pt. Marsz Niepodległości.

    Są filmiki, gdzie tęcza płonie też w Sylwestra od petard i też było słychać entuzjazm i śmiechy z tego powodu. Wiem, to był wypadek a nie celowe działanie (chyba). Niemniej takie przypadki się zdarzają, ale nikt nie kojarzy Sylwestra z pożarami.

    Dlatego trochę mnie bawią te apokaliptyczne doniesienia medialne o płonącej Warszawie. Płoną to Paryż, Londyn albo Sztokholm. To jest ta miara.
    To raz.

    A dwa, komentowałem błędne informacje, że pierwsza przyjechała straż. Tymczasem widać, że policja była tam cały czas. Była ustawiona zupełnie z boku i nie wiadomo co własciswie zabezpieczali.

    Nie znam za dobrze topografii Warszawy, ale wydaje się, że ci od pierwszego podpalenia idą w kierunku do Marszu a nie od. Bo na innych filmikach widać, jak sądzę, „straż marszową”, która jest z zupełnie innej strony placu (i też się z kimś szarpie). Ergo, straż organizatorów nawet gdyby chciała nie miała fizycznie szansy się sprawdzić bądź niesprawdzić (przy pierwszym podpaleniu).

    Polubienie

  13. Nie, to ja nie bardzo rozumiem, o co mnie oskarżasz. Twoją relację odebrałem mniej więcej tak: „szedłem obok demonstracji, nie potrafili porządnie zaśpiewać, a potem sobie poszedłem, bo bałem się, że dostanę łomot”. Jedna rozbudowana a kąśliwa uwaga natury muzycznej [do której się odniosłem], zero merytorycznej relacji poza werbalizacją obaw [tylko albo aż subiektywnych], a Ty wymagasz, żebym sobie z tego zwizualizował całą demonstrację i dorzucił w pakiecie defaultowe potępienie? Litości, no.

    Nie, o nic Cię nie oskarżam. Myślałem, że z tą polifonią to jakaś tajemnicza metafora, a Ty pisałeś po prostu o śpiewaniu. Ech… 😉

    Mnie w każdym razie chodziło tylko o to, że ten cały marsz to jedna wielka, niezadowolona żądna zwady z byle kim (najlepiej wszakże ubranym na czerwono) hołota, a nie żadni patrioci.

    Polubienie

  14. Mnie w każdym razie chodziło tylko o to, że ten cały marsz to jedna wielka, niezadowolona żądna zwady z byle kim (najlepiej wszakże ubranym na czerwono) hołota, a nie żadni patrioci.

    Polecam to i parę relacji – suprise! – przychylnych marszowi. Wtedy sowy niekoniecznie będą tym, czym się wydają.

    Tak swoją drogą… pisałeś o tym marszu? Pięć tysięcy osób, zarzuty postawiono siedmiu osobom i to nie za chuligankę, tylko za propagowanie treści faszystowskich. Nieco ponad promil uczestników, a Ty musiałeś trafić akurat na niego. Robi wrażenie 😉

    Polubienie

  15. Tak, dokładnie o tym, wszystko się zgadza. Race widziałem, ale faktycznie nie było ich dużo. Poszło też parę petard. Ale jeżeli „raz sierpem raz młotem” nie jest co najmniej wzywaniem do nienawiści, to nie wiem, co nim jest. Nie wspomniano też o hasłach: „Polska to my, a nie Donald i jego psy” oraz „Zawsze i wszędzie Policja jebana będzie”. Ewidentne szukanie zwady. I to nie pojedyncze osoby wołały…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s