Kochany pamiętniczku, mam problem.

Mój prawie-pierwszy SELECT i od razu takie coś… MS SQL. Proszę nie dławić się ze śmiechu [zbyt głośno], to poważna rzecz jest.

SELECT
Str(Year(sesje.RCS_TS_Start), 4) As rok,
Replace(Str(Month(sesje.RCS_TS_Start), 2), ' ', '0') AS miesiac,
bazy.Baz_Nazwa AS klient,
Count(nag.TrN_RazemNetto) AS ile_razy,
Sum(DateDiff(hour, sesje.RCS_TS_Start, sesje.RCS_TS_Stop)) AS godz,
Sum(nag.TrN_RazemNetto) AS netto

FROM CDN.RCSesje sesje INNER JOIN
CDN.Operatorzy oper On oper.Ope_OpeID = sesje.RCS_OpeId
INNER JOIN
(CDN.Bazy bazy
INNER JOIN
( [SERVER\OPTIMA].FABRYKA.CDN.Kontrahenci kth
INNER JOIN [SERVER\OPTIMA].FABRYKA.CDN.TraNag nag ON kth.Knt_KntId =
nag.TrN_OdbID) ON bazy.Baz_GUID = kth.Knt_BazaBR_GUID )
ON bazy.Baz_BazID = sesje.RCS_BazId AND Month(sesje.RCS_TS_Start) =
Month(nag.TrN_DataDok) AND Year(sesje.RCS_TS_Start) = Year(nag.TrN_DataDok)

WHERE bazy.Baz_Nazwa = 'Jola'

GROUP BY
Str(Year(sesje.RCS_TS_Start), 4),
Replace(Str(Month(sesje.RCS_TS_Start), 2),' ', '0'),
bazy.Baz_Nazwa

ORDER BY
Str(Year(sesje.RCS_TS_Start), 4), Replace(Str(Month(sesje.RCS_TS_Start), 2),' ', '0')

Dwa tematy:

  1. Dla klienta ‚Jola’ w tabeli ‚sesje’ mam w jednym przypadku 4 zapisy i tylko jeden zapis w tabeli nag. SELECT w powyższym kształcie znajduje grzecznie ten zapis dla każdego wyszukanego wiersza w tabeli ‚sesje’, skutkiem czego agregat sumuje mi wielkości z pola TrN_RazemNetto do kwoty czterokrotnie większej, niż rzeczywista.
  2. Z kolei w innym przypadku mam bliżej nieokreśloną ilość kwalifikowalnych wierszy w tabeli ‚sesje’ i dwa spełniające warunek wiersze w tabeli ‚nag’. Sumuje mi tylko jeden. Złączenia wydają się być poprawne pod kątem business logic.

Co robię źle, kochany pamiętniczku?

QOTD.

Stołeczny sąd rozpatrzy w piątek apelację posłów Twojego Ruchu domagających się usunięcia krzyża z sali posiedzeń plenarnych Sejmu – zapowiada „Nasz Dziennik”.

A gdzie, jak nie w Sejmie, ma wisieć krzyż, przecież każdy Polak wie, że Chrystus wisiał między łotrami.

Z porannej prasóweczki.

Najszybciej ewoluują hydraulicy. Każdy kolejny jest mądrzejszy o rząd wielkości od poprzednika. Praktycznie zawsze, jak jakiś przyjdzie coś zrobić, obejrzy, co ma zrobić, to spyta; ” Co za debil to panu tak spartaczył?”

* * *

Herbatę można parzyć aż 7 razy. Za ósmym razem fusy wypływają z ciekawości obejrzeć sobie tego sknerę.

Dominion – pierwsze wrażenia.

Na Święto Niepodległości postanowiliśmy odkurzyć zapuszczone już trochę planszówki. Carcasonne i Zooloretto stały się u nas klasykami już, kehm, nieco za bardzo klasycznymi, postanowiłem wreszcie pobawić się z Forkiem kupionym już dość dawno Dominionem, od którego instrukcji parę razy zdążyłem się odbić.

Nie inaczej było na początku i tym razem. Instrukcja jest napisana raczej koszmarnie, choć wizualnie gra nie odbiega pozornie od tych niewielu planszówek, które miałem okazję pomęczyć. Bliższy rzut oka ujawnia jednak brak „myśli przewodniej” – zarówno w kwestii przedstawienia zasad, jak i projektu graficznego. Historia tu przedstawiona, będąca oczywiście tylko tłem dla rozgrywki, sprawia wrażenie pisanej na kolanie, a projekt graficzny pudełka ma się raczej nijak do wyglądu kart. Ale przebrnąwszy przez pierwsze, potencjalne zniechęcenie, gra prezentuje się później już tylko lepiej. Przynajmniej na razie.

Dominion określiłbym mianem ‚karcianki ekonomicznej’ – celem gry jest zebranie na koniec rozgrywki jak największej ilości punktów, uzyskiwanych ze zbieranych kart posiadłości, powiatów czy prowincji. Talię w ręce układa się [prawie] samodzielnie spośród dziesięciu zestawów kart dostępnych w danej grze – podstawka zawiera ich 22 rodzaje. Dzięki temu każda rozgrywka może być inna, a instrukcja sugeruje zestawy kart, z których kompletowanie talii może ukazać ciekawe interakcje.

Pierwsza rozgrywka trwała jakąś godzinę, później było już znacznie szybciej – rozgrywka sugerowanym zestawem startowym trwa jakieś 20 minut, co wobec nieszczególnej ilości czasu czyni tę grę idealną na szybkie partyjki, choć rozgrywka innymi zestawami będzie być może trwała dłużej. W Święta mamy ambicje potestować ją nieco intensywniej… tym bardziej, że niedawno dokupiłem do niej dodatek Prosperity. Prawdę mówiąc, spodziewam się niespodziewanego – tym bardziej, że np. u Planszoholika zdania są mocno podzielone – sam chętnie czekam na grę zestawem, umożliwiającym większe popsucie szyków oponentom, bo startowy czyni grę faktycznie nieco ‚pasjansowatą’. Ale w razie czego zawsze mamy nie tylko plan B, ale nawet C i D [‚Ogonek’ anyone?]. Na razie ostrożnie [zważywszy na inne linkowane recenzje] polecam.

Andrzej Sapkowski, „Sezon burz”

– Kiszona kapusta! – oznajmił, nabierając rzeczonej z beczki za pomocą drewnianych szczypiec. – Spróbuj, Geralt. Świetna, prawda? Rzecz to smaczna i zbawienna, taka kapusta. Zimą, gdy brak witamin, chroni przed szkorbutem. Jest nadto doskonałym środkiem antydepresyjnym.
– Jak niby?
– Zjadasz garniec kiszonej kapusty, popijasz garncem zsiadłego mleka… i wnet depresja staje się najmniejszym z twoich zmartwień. Zapominasz o depresji. Czasem na długo. Komu się tak przypatrujesz? Co to za dziewczyna?

– Niechajcie go, pani oficerze – rzekł swobodnie Addario Bach. – Mój to sługa, przeze mnie najęty. To głupek, kompletny idiota. Przypadłość rodzinna. Szczęściem wielkim młodsze jego rodzeństwo jest już normalne. Ich matka wreszcie pojęła, że będąc w ciąży nie wolno pić z kałuży przed szpitalem zakaźnym.

Wiedźmin westchnął. Zdarzało mu się nie raz i nie dwa obejrzeć efekty działania bezpiecznych teleportów, uczestniczył też w segregowaniu resztek ludzi, którzy z teleportów korzystali. Stąd wiedział, że deklarację o bezpieczeństwie portali teleportacyjnych można było umieścić w tej samej przegródce, co twierdzenia: mój piesek nie gryzie, mój synek to dobry chłopiec, ten bigos jest świeży, pieniądze oddam najdalej pojutrze, noc spędziłam u przyjaciółki, na sercu leży mi wyłącznie dobro ojczyzny oraz odpowiesz tylko na kilka pytań i zaraz cię zwolnimy.

– Lot numer sześć: Dziewczynka z kotkiem, portret ‚en trois quarts’, olej na płótnie, szkoła cintryjska. Cena wywoławcza…
– Lot numer siedem: dzwonek z trzonkiem, mosiężny, robota krasnoludzka, wiek znaleziska trudny do oszacowania, ale rzecz z pewnością starożytna. Na obwodzie napis krasnoludzkimi runami, głoszący: „No i czego ciulu dzwonisz”. Cena wywoławcza…
– Lot numer osiem: olej i tempera na płótnie. Arcydzieło. Proszę zwrócić uwagę na niezwykłą chromatykę, grę barw i dynamikę świateł. Półmroczna atmosfera i wspaniały koloryt majestatycznie oddanej leśnej przyrody. A w centralnej części, w tajemniczym światłocieniu, proszę spojrzeć, główna postać dzieła: jeleń na rykowisku. Cena wywoławcza…

– No tak – skonstatował bard. – Przygnębion, strapion i zgryzotą trawion, przez co zgryźliw i opryskliw.

Pchnął drzwi – ani drgnęły. Drgnął natomiast – nieznacznie – amulet wiedźmina. Drzwi były magiczne, zabezpieczone czarem. Słabe drgnięcie medalionu sygnalizowało jednak, że nie był to czar silny. Zbliżył się do drzwi.
– Przyjaciel.
Drzwi otwarły się bezszelestnie na oliwionych zawiasach. Jak trafnie odgadł, w słabe magiczne zabezpieczenie i fabryczne hasło wyposażono je standardowo, w produkcji seryjnej, nikomu – na jego szczęście – nie chciało się instalować w nich czegoś bardziej wyrafinowanego.

Naprawdę godny i nijak nieprzystający do miana pisanego na siłę ciąg dalszy [a właściwie środek dalszy] cyklu. Po prostu doskonałe [EDIT: no, dobre, momentami wpadające w b. dobre], przynajmniej w dotychczas przeczytanych dwóch trzecich objętości. Geralt traci miecze, a potem to, co zwykle: gwałty, grabieże, pożogi, szczypta [do dobra, dwie…] momentów i całe mnóstwo sarkazmu. Tylko nawiązań literackich jakoś brak, ale może znajdę je w następnych czytaniach. Fantasy najlepszego sortu.

Skład jedzenia zależy od punktu siedzenia.

Chemicy z Laboratorium Kryminalistycznego stołecznej policji znaleźli na ubraniu Kuby Wojewódzkiego ślady kapsaicyny. Jak czytamy na gazeta.pl, substancja ta występuje m.in. w papryczce chili oraz w gazie pieprzowym.[link]

A jak czytamy na Wikipedii, substancja ta występuje m.in. w serkach topionych, zapiekankach z kurczakiem i karmie dla drobiu. W kontekście dwóch ostatnich pozycji trudno więc o cięższy dowód, że za zamachem na Jakuba W. stał Jarosław Kaczyński. I lepiej będzie trzymać się tej wersji, bo teza, jakoby Jakub W. został oblany serkiem topionym [w płynie??? panta rhei, nawet serek topiony…], jest zbyt satyryczna nawet jak na „zawodowego” „satyryka”.

Na marginesie 11 listopada.

Wczoraj w Warszawie doszło też do kilku incydentów i fizycznej agresji. Niektóre, jak pożar tęczy na pl. Zbawiciela, miały miejsce w obszarach, którymi Marsz w ogóle nie przechodził, dlatego wiązanie ich z naszym zgromadzeniem uważamy za bezzasadne. (…)

Zapowiadamy także, że zamierzamy zaskarżyć decyzję władz miasta o rozwiązaniu naszego zgromadzenia. W ocenie Zespołu Prawnego Marszu Niepodległości nie zaszły ani merytoryczne, ani formalne przesłanki do rozwiązania zgromadzenia, wskazane w ustawie. Władze zlekceważyły także obowiązek „trzykrotnego ostrzeżenia uczestników zgromadzenia” przed rozwiązaniem, a także nie dopełniły obowiązku ogłoszenia tego faktu bezpośrednio przewodniczącemu zgromadzenia (art. 12 ustawy). Tym samy złamano prawo i narażono bezpieczeństwo manifestujących, dlatego zamierzamy zaskarżyć przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym decyzję warszawskiego ratusza niezwłocznie po otrzymaniu jej pisemnego uzasadnienia.

Powyższe to fragment pomarszowego oświadczenia organizatora, Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Ale jak widać zgodnie z klasykami, już przylepiło się i nie chce się [przynajmniej u niektórych] odlepić.

W tzw. międzyczasie nasi lewicowi bracia i siostry są tak przemęczeni własnym patriotyzmem, przejawiającym się tylko i wyłącznie w sprzątaniu po własnych psach, że z tego przemęczenia muszą wizualizować womit. Akurat na polską flagę. Dziwiąc się potem, że „katoprawica zawłaszcza pojęcie patriotyzmu”, hahahahaha.

QOTD.

– Moim zdaniem Witold miał dobre, a nawet bardzo dobre notowania u premiera. Mogło się to skończyć porażką Szarawarskiego.
– Dobry motyw.
– Zabójstwa? Nie sądzę. Politycy nie zabijają się w walce o stołki. To gra, w której pociąga się za sznurki, stosuje fortele i kłamstwa, gra pełna ryzykownych posunięć, sztuczek i wybiegów… ale przemoc? Nie, szuka pani w niewłaściwej szafie. Poza tym nie wiem do końca, czy Witold kontynuowałby plan.
– A to dlaczego?
– Przed śmiercią dostał intratną ofertę. Gdyby ją przyjął i wszedł do zarządu dużego londyńskiego banku, byłby jednym z najlepiej opłacanych polskich menedżerów. Znalazłby się w zupełnie innej lidze… rozumie pani? Trafić w takie miejsce to jak strzelić cztery bramki Realowi Madryt. Dopóki do tego nie dojdzie, żaden Polak nie uwierzy, że to możliwe.

Niby ograny chwyt, banalne puszczenie oka, a cieszy. Mariusz Zielke, po doskonałym „Wyroku”, w „Formacji trójkąta” nie zwalnia tempa. W realu – enfant terrible rodzimego dziennikarstwa śledczego, niczym panalarssonowski Blomkvist z paroma procesami na karku, w swoich thrillerach rysuje dogłębny i nieszczególnie optymistyczny obraz polskich elit i zakulisowych zagrywek. Czyta się świetnie, przechodzą mię dreszcze i proszę o jeszcze.

Referendum – notatka na marginesie.

W sprawie referendum trwa właśnie batalia sejmowa, a Tomasz Elbanowski ma wg niektórych szansę zapisać się w annałach jako ten, który obalił Tuska [chłopskie wróbelki pieprzyły coś o przedterminowych wyborach, choć równie dobrze może to być politbełkot obliczony na cośtam].

Merdia, jak to merdia, trąbią przeważnie o „referendum w sprawie sześciolatków”. Zupełnie jakby projekt referendum zawierał nie pięć, a tylko to jedno pytanie. Nie, to nie jest „skrót myślowy” – „referendum ws reformy szkolnictwa” też jest skrótem, a pozostaje dużo bliższe rzeczywistości. Ale może chodzi o to, żeby statystycznych zaprogramować tylko na percepcję tego tematu?…