Na marginesie showroomingu.

W zasadzie zagadnienie mnie do niedawna nie tykało. Koniec końców paręnaście – parędziesiąt zł różnicy przy kupnie czegośtam do korpo [pomniejszone zapewne o koszty przesyłki z drugiego końca Polski], i to jeszcze wrzucalne w koszty, to w sam raz może nie tyle napiwek, ile forma docenienia [niechby tylko i mentalnego] uprzejmego sprzedawcy, który naprawdę wykazuje zainteresowanie w zaprezentowaniu mi tego czy owego. I dochodzi jeszcze koszt alternatywny w postaci pofatygowania się do innego sklepu / premii za ryzyko / siadu przed kompem i oczekiwania na przesyłkę. Ale ostatnio podczas kupna parapetu dla Forka zacząłem się poważnie zastanawiać nad etyczną stroną całej operacji.

Zabawek takich, jak wspomniany parapet, nie kupuje się od razu po obejrzeniu obrazka w necie – szczególnie, gdy jesteś dyletantem w materii i w sumie irracjonalnie wolisz przedmiot obejrzeć [jakby to cokolwiek wnosiło, hahahaha]. Poszedłem więc do sklepu i porozmawiałem ze sprzedawcą. Miły, sympatyczny, pokazał różnicę między modelami, troszkę pograł, wykazał zaangażowanie i w ogóle oświecił ciemną masę decyzyjną. Wyszedłem ze sklepu drapiąc się po głowie, bo z didaskaliami wyszło jakieś 3.6k, czyli kapkę przydrogo. A potem [choć zaręczam, nie planowałem wcześniej] zajrzałem do netu i niedługo potem kupiłem to samo za powiedzmy sześć stówek mniej.

Tutaj dygresja – na teksty „w Łomży nie ma teraz żadnej roboty” od przedwczoraj reaguję pękającymi zajadami. W paru sklepach muzycznych zdarzyło mi się być, ale Abix bije je wszystkie kubaturą. W zlokalizowanym było nie było na prowincji [no offence] lokalu siedzi pięciu chłopa i każdy z nich ma pełne ręce roboty, paczki z zamówień [via net, bo w czasie mojej godzinnej bytności tamże pojawiło się raptem dwóch klientów] piętrzą się nieustająco, jeden z owych pięciu podszedł do mnie z obowiązku, zaprezentował parapet z tegoż samego obowiązku, po czem przekazał mnie asap następnemu koledze i poleciał do swoich zajęć; pierwszy raz w życiu nie poczułem się urażony niecierpliwością sprzedawcy i wykazałem zrozumienie. Proszę mi więc nie wciskać więcej kitu o braku perspektyw na oemowej prowincji. W innych branżach jest zresztą tak samo.

Ale wracając do meritum. Z jednej strony nic się nie dzieje – sprzedawca w sklepie B&M ma płacone również od prób sprzedaży. Mamy wolny rynek. Niczego nikomu nie obiecuję. Ale niesmak pozostaje.

Przy, nazwijmy to, elektronice konsumenckiej, różnice cenowe dla porównywalnych poziomów nie są takie duże, ciekawie zaczyna robić się przy produktach nie tyle bardziej niszowych, ile nieprzeznaczonych dla ogółu [mniejsza podaż to mniejsza walka konkurencyjna – i niech ktoś powie, że wolny rynek nie działa]. Śmiało twierdzę, że dla instrumentów w okolicach 10k różnica może być [EDIT: jest – a to tylko net!] czterocyfrowa. Gdyby chodziło o zwykłe porównanie cen w dwóch sklepach, nie ma żadnego problemu – ale tutaj z pełną premedytacją pójdę do sklepu rzeczywistego, zajmę czas sprzedawcy i wzbudzę jego opcjonalną nadzieję na premię tylko w celu uzyskania informacji, potrzebnych do kupna towaru online. Jakoś tak… nie fair. Zupełnie, jakbym poszedł do hipermarketu na promocje wędlin tylko w celu zjedzenia darmowej kolacji. Ale z kolei płacić parę tysiaków więcej za realne zmacanie towaru i uprzejmego sprzedawcę nie mieści się nawet w moim systemie etycznym. Ot, dylematy przeczulonego.

5 myśli w temacie “Na marginesie showroomingu.

  1. IMHO kij ma dwa końce. Czy idąc do takiego sklepu w którym za poradę płacisz kilka tysięcy złotych różnicy w cenie towaru, na pewno doradzą Ci dokładnie to, czego potrzebujesz?

    A w chodzeniu do sklepu tylko, żeby zdobyć rozeznanie w temacie, nie widzę nic złego. Porównanie z darmową kolacją kompletnie do mnie nie trafia.

    Polubienie

  2. Czym się różni pójście do 3-4 B&Mów w celu zasięgnięcia kilku niezależnych opinii i wyrobienia sobie własnej? Ostatecznie i tak kupisz tylko od jednego, może od tego, który najbardziej się postara, ale wcale niekoniecznie – często zdecyduje przypadek. To ich (przedsiębiorców było nie było) wkalkulowane w biznes ryzyko. Zjawiska showroomingu też są w pełni świadomi, a mimo to nie uciekają z działalnością do internetu. Znaczy, że mimo wszystko im się opłaca. To w czym problem?

    Polubienie

  3. Może powstaną sklepy tylko do pokazywania z opłatą za wejście zwracaną przy kupnie/obniżką u partnerów w necie.

    Nawet mam taką wizję ze sprzętem elektronicznym, który nie tylko można pomacać, ale i przetestować przez pół godziny w wygodnym miejscu w towarzystwie czegoś w rodzaju Apple’owego Genius Baru.

    Kiedyś były koncerty w klubach, teraz by były kluby ze sprzętem dla fanów gadgetów.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s