Herbert uwspółcześniony.

Podczas porannej toalety uświadomiłem sobie, że Frank H. swoją epopeję napisałby dzisiaj zupełnie inaczej. I miałem sen…

Jak bowiem wiadomo – albo i nie – rzadkość wody na Diunie ukształtowała tam wszystko: zwyczaje, ekonomię, a nawet kulturę fremeńską. Dar wody, przysłowia, filtrfraki, wreszcie cena wody, wskutek której dla Atrydów jedną z największych oznak statusu i przebajecznego wręcz bogactwa tamże było, o ile dobrze pamiętam, kilka stawów czy fontann. Rzadkość wody nie wpłynęła jednak negatywnie na Fremenów, lecz ich po prostu ukształtowała tak, a nie inaczej. A co by było, gdyby na Arrakis panowało demokratyczne państwo prawa, urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej?

NIC. W czasach przeddemokratycznych Fremeni żyliby sobie pewnie swoim rytmem, ale potem zmieniłoby się wszystko. Miałem sen…

Woda została wpierw uchwałą jakiegoś zgromadzenia ogólnego uznana za prawo Fremena, co zaskutkowało paroma międzynarodowymi inwazjami na na grupy tambylców, mające dziwnym trafem dostęp do know-how wydobycia przyprawy. Jakiś czas potem Harkonnenowie wprowadzili kartki na wodę. Po jakimś czasie Feyd-Rautha Harkonnen doszedł do wniosku, że to jednak czemuś nie działa, i puścił ceny wody na żywioł. Podniósł się wrzask czarnopomarańczowych obrońców sprawiedliwości społecznej, którzy w swoich odezwach do Fremenów wskazywali nieludzkość reżimu, nie troszczącego się nijak o fundamentalne prawa jednostek fremeńskich. Wkrótce więc prawo na Arrakisie zostało zmienione. Cena wody spadła znacznie wskutek urzędowych dopłat i już za chwilę każdy Fremen mógł się cieszyć dowolną ilością wody w zasięgu jego portfela [to się jakoś nazywało, nie pamiętam jak], co z uznaniem odnotowały organizacje broniące praw Fremena.

Niestety, światłe pomysły czarnopomarańczowych spełzły na niczym i cały misterny plan poszedł w grot-gończak. Cena wody ustabilizowała się co prawda na przystępnym poziomie, lecz sama ciecz okazała się nie do dostania. Na domiar złego rozwinął się czarny rynek, na którym owszem, była ona dostępna, ale po niewyobrażalnych cenach. Powołane w tym celu specjalne ministerstwo opublikowało po czterech latach wytężonej pracy raport wskazujący na źródło przejściowych niedoborów, którym okazali się fremeńscy spekulanci na żołdzie Bene Gesserit. Niestety, zmasowana akcja przeciw spekulantom, bulwersujące reportaże w TV, a nawet zdemaskowanie kilku Fremenów jako homofobów i zwolenników Jaros… znaczy się wygnanego księcia Leto Atrydy nie przyniosło efektu. Wody dalej nie przybywało, i tylko jakiś szaleniec nabredził jakąś książkę o rzeczywistości równoległej [albo prostopadłej, nie pamiętam], w której autorytarny książę w drodze po władzę zatroszczył się o wodę dla każdego.

Czarnopomarańczowi zwolennicy sprawiedliwości społecznej mieli jeszcze kilka pomysłów na rozwiązanie sytuacji, ale w tzw. międzyczasie zrobił się taki deficyt wody, że nawet czerwie wyzdychały i planeta przestała nadawać się do życia. Na Diunie wprowadzono więc zarząd komisaryczny i nawet dzisiaj w niektórych rejonach Galaktyki można usłyszeć jeszcze opowieści o antysemickich Fremenach, którzy swoją ksenofobią i zacofaniem doprowadzili do katastrofy ekologicznej, w czym nie pomogło nawet zaangażowanie postępowej i demokratycznej partii Harkonnenów. Kurtyna nie zdążyła opaść ani nawet zapaść, bo ukradły ją Bene Gesserit. Brakło nawet finałowego melanżu po melanżu.

A potem obudziłem się, skończyłem myć zęby i wyszedłem do pracy.

10 thoughts on “Herbert uwspółcześniony.

  1. @czarnobiaua & hcz: na Wasze pytania nie umiem [i nie muszę] odpowiedzieć, albowiem sen – jak to sen, pisałem przecież wyraźnie – rządzi się swoimi prawami, parafrazując kogoś tam. A Wy jak zwykle widzicie drzewa, nie ogarniając lasu.

    @sigvatr: frazy o przyjmowaniu krytyki i o godności śmiesznie brzmią [jak zresztą większość tego, co piszesz] pod brudnymi paluchami kogoś, kto a) sam dopuszcza tylko komcie zalogowanych, b) mimo pierdyliona sygnałów o byciu niechętnie tutaj widzianym wciąż wciska się tutaj ze swoimi komentarzami jak jakaś zmutowana kukaracza. Nie smęć, że widzisz mnie na głównej i nie umiesz się powstrzymać, bo to słabe jest; skrypt wasacza jest, poproś starszego kolegę, to ci go zainstaluje i nie będziesz musiał mnie oglądać. Idź precz, powiadam po raz pięćdziesiąty i niestety pewnie nie ostatni [zaskocz mnie!], i nie wracaj.

    Lubię to

  2. Jakbyś jeszcze w swój sen wplótł rządy Rabbana, krytykę błędów i wypaczeń jego po jego odsunięciu i ogromną pożyczkę z Gildii Planetarnej jaką Feyd-Rautha zaciągnął aby rzucić ciasteczka przyprawowe na rynek fremeński, to by było jeszcze lepiej. A Sigvatr pewnie się raczej nie mógł oprzeć „Diunie”, jeśli mam zgadywać nie wiedząc co napisał.

    Lubię to

  3. Podczas porannej toalety uświadomiłem sobie, że Frank H. swoją epopeję napisałby dzisiaj zupełnie inaczej.

    Ale dlaczego? Wszystkie zjawiska, które wyśmiewasz w tej notce, występowały przecież i przed 1965, a ojczyzna Herberta w ogóle była wtedy znacznie bardziej socjalistyczna niż dzisiaj (90% stawka PIT dla najbogatszych – Obama zostałby wdeptany w ziemię, gdyby coś takiego zaproponował). Gdyby Herbert żył dzisiaj i chciał napisać satyrę na rzeczywistość, raczej by chyba stworzył powieść, w której 1% najbogatszych Fremenów posiada 99% wody i aktywnie nią spekuluje, podbijając jej cenę powyżej możliwości najbiedniejszych i inwestując zyski w lobbing, dzięki któremu systematycznie zmieniają reguły gry jeszcze bardziej na swoją korzyść. No ale „Diuna” chyba nigdy podobnych ambicji nie miała, więc może nie przesadzajmy z tymi metaforami.

    Lubię to

  4. @Cichy btw: Twój komć w zasadzie zastąpił kolejną notkę, którą miałem popełnić, tym razem na poważnie. Pytanie do publiczności, bom z sf-f nieszczególnie oblatany: kojarzy ktoś może jakichś autorów sf-f, tworzących prozę, osadzoną w „realiach” przyszłego państwa „dobrobytu socjalistycznego”? Nie piszę o terrorze a’la Orwell, bardziej o antycypacji tego, co jest – przychodzi mi do głowy jedynie oczywisty Huxley i RAZ z jego „Walcem stulecia”, alem wcale z tego nie dumny. Others anyone?

    No i już nie przesadzaj z tymi 90%… Fajny art na temat, skoro już zbaczamy z tematu: „Even Levine concedes that “not many people paid that much. Only three baseball players — Ted Williams, Joe DiMaggio and Willie Mays — got there.” Indeed, the top effective tax rate was probably somewhere between 50-60% because of a tax code full of loopholes.” W takich warunkach to po prostu imo odławianie typów tak zblazowanych tymi worami szmalu, że nie chce im się nawet kazać znaleźć doradcy podatkowego – coś jak klienci „I Am Rich” – a nie faktyczny ucisk fiskalny.

    Lubię to

  5. Efektywna stawka podatkowa zawsze będzie o kilkadziesiąt punktów procentowych niższa i nie potrzeba do tego tax code full of loopholes tylko rozsądnie ustawionych progów. I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu mieliśmy w kraju całkiem rozsądne stawki (no może poza tą najniższą), ale Leto Atryda uznał (pewnie pod wpływem „głosu” Zyty..eee Bene Gesserit), że trzeba „jebać biedę”. Wystarczyło tylko podnieść kwotę wolną od podatku.

    Lubię to

  6. kojarzy ktoś może jakichś autorów sf-f, tworzących prozę, osadzoną w „realiach” przyszłego państwa „dobrobytu socjalistycznego”?

    „Powrót z gwiazd” Lema pod to podchodzi (ale o ekonomii tam niewiele, to bardziej powieść obyczajowa), takoż „Wizja lokalna”, choć to już z mocnym przymrużeniem oka. Poza tym „Crux” Dukaja i „Diamentowy wiek” Stephensona – ale wszędzie ten powszechny socjalistyczny dobrobyt wziął się bardziej z postępów technologii, niż z polityki ekonomicznej, więc nie wiem czy właśnie o to Ci chodzi.

    No i już nie przesadzaj z tymi 90%…

    Nawet 50-60% to nadal znacznie więcej niż dzisiejsza formalna stawka, nie mówiąc o realnej.

    Lubię to

  7. Z literatury średniopółkowej: wątek Ludowej Republiki Haven z cyklu harringtońskiego, gdzie najliczniejszą i najbardziej wpływową warstwą społeczną są tzw „doliści” (od „doli” czyli zasiłku wypłacanego od łebka), wybierający polityków którzy obiecują dolę podwyższać, aż ekonomia nie wytrzymała i aby utrzymać dolę na dotychczasowym poziomie Ludowa Republika rusza na ekspansję militarną.

    Ale tam też tylko ogólniki, bo uwaga (i sympatia zapewne) autora skupia się na pani komandor z floty Królestwa Manticore, które już samą nazwą wskazuje, że panują tam inne porządki.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s