Powrót faryzeuszy. Rzecz o potrzebie picia borygo.

A może „faryzeuszów”? No, mniejsza.

Obłudnik Powszechny demaskuje proces stanowienia prawa w RPRL. Ot, „przymuszone przez Parlament Europejski” [suwerenność, lol xD] Ministerstwo Środowiska wzięło się za liberalizowanie jakiejś ustawy. Liberalizacja uderzała w interesy jakiejś firmy, więc firma wynajęła kompanię PR, ta narobiła szumu, najmując do realizacji tegoż kilku ogarniających sprawę mniej lub bardziej celebrytów i liberalizację utrącono. Historia, jakich zapewne wiele.

Lament i płacz się rozlega z niemal wsząd. Że patologia, że skandal, że poruta. Ojejejejej.

Opisana historia to po prostu przypadek lobbingu. A ów w demokracji jest jak najbardziej dozwolony. Szczególnie w demokracji z galopującą, excusez le mot, sraczką legislacyjną. Dorośniętym inaczej chciałbym przypomnieć, że Sejm w głębokiej komunie nie obradował z przerwą wakacyjną, tylko zjeżdżał się na Wiejską na 2 [słownie: dwie] sesje plenarne rocznie. Aktualny tryb uchwalania ustaw można było od biedy zrozumieć jeszcze dziesięć lat temu, gdy po pięćdziesięcioletniej zapaści po rządach, kehm, lewicy, ustawodawstwo należało dopasować do tego znanego z cywilizowanego świata. Teraz nie ma ku temu żadnej – ŻADNEJ! – przesłanki, poza zmętnianiem wody, w której wszystkie rybki – czerwone, czarne i żółte w niebieskie traktorki – czują się jak widać doskonale.

Nie żebym usprawiedliwiał lobbystów [czy „lobbystów”]…. dziwię się swoją drogą reakcji redakcji „Obłudnika”, którego o galopujący libertarianizm żadną miarą posądzać nie należy. Wszak liberalizacja to dobrze znana z lewackiego bełkotu „likwidacja miejsc pracy”, bez ochyby również „wpuszczanie obcego kapitału”, a i w kwestii utraty kontroli i „dzikiego kapitalizmu” mądrzejsi ode mnie w tej demagogii potrafiliby sklecić parę duszoszczypatielnych akapitów.

Nie umiem po prostu na rozkaz kleić w sobie oburzenia w sytuacji, gdy red. Łazarewicz bohatersko demaskuje skutki pewnej patologii, którą na jednym wydechu nazwie zapewne w innym artykule „społeczną gospodarką rynkową” czy innym potworkiem językowym. Nie umiem oburzać się na skutki, gdy przyczyna – przyzwolenie mainstreamu i ogłupionemu ich frazeologią ogółu statystycznych na ingerencję państwa we wszystko, co się rusza i na drzewo nie spieprza – stanowi ponoć „fundament ustrojowy nowoczesnego państwa”. Średnio wychodzi mi święte oburzenie w sytuacji, gdzie za fundament ustrojowy uważa się nie pewne niezbywalne Zasady – wolny rynek, wolność umów, aksjomaty prawa rzymskiego, itd. – a „opinię publiczną”. Przekonana [cóż z tego, że pieniędzmi? Czym innym przekonuje się w „programach socjalnych”?] opinia publiczna się wypowiedziała się, więc o co cho? Nie bardzo wychodzi mi wreszcie stosowanie selektywnego oburzenia na firmę, która – etycznie bądź etycznie inaczej – działa po prostu zgodnie ze swoim instynktem samozachowawczym w sytuacji, gdzie identyczne środki i metody stosuje się w promocji instytucji lub zachowań dużo bardziej obmierzłych, ale wtedy nikt nie nazywa tego patologią, tylko kampanią społeczną zmieniającą postawy. Zupełnie jakby środki z Norway Grants czy innej Fundacji Batorego miały z definicji lepszą proweniencję od prywatnych, niechby i pokomunistycznych.

A u kołorkerek mignęła mi dzisiaj przed oczami zajawka kolejnego numeru jakiegoś newslettera.

Od niedawna zatrudniam kilku pracowników. Niektórzy chcieliby czasami wcześniej wychodzić z pracy lub później przychodzić, aby zająć się dziećmi czy załatwić prywatne sprawy. Godziny takie będą odpracowywać w późniejszym czasie. Zastanawiam się, czy jest to zgodne z prawem i czy nie poniosę jakichś konsekwencji. (…)

Pochylmy się przez moment z troską nad tym fragmentem, jak powiedzieliby to pewnie księża. Cały list jest zapewne zmyślony – kto w końcu widział do kroćset podsiębiorcę zezwalającego na prywatne wyjścia pracownikom, łapa w górę, lol xD – ale problem pozostaje. Dwie osoby usiłują porozumieć się między sobą w całkowicie prywatnej kwestii, która nie powinna wyjść poza nich. A liberalne państwo [ja naprawdę tego nie wymyśliłem, niektórzy serio serio tak uważają!] robi miazgę z mózgów w stopniu, który widać powyżej. Potem – wbrew prognozom – nadchodzi wielkie zlodowacenie i czas Wilczej Zamieci, nadchodzi Czas Białego Zimna i Białego światła, Czas Szaleństwa i Czas Pogardy, Tedd Deireadh, Czas Końca…

…a potem mija trzydzieści pięć strzałów znikąd [sorry za ten kolaż stylistyczny], z długoletniej hibernacji budzi się redaktor Łazarewicz i odkrywa bulwersujące praktyki w społecznej gospodarce rynkowej. Drastycznym, acz być może skutecznym wyjściem na takie ataki oburzenia pozostaje być może degustacja płynów zapobiegających zamarzaniu. Niestety koniecznie przed; aktualnie może już być za późno.

8 thoughts on “Powrót faryzeuszy. Rzecz o potrzebie picia borygo.

  1. lol xD

    Człowiek się zaczyna zastanawiać, czy takie wstawki to wpływ nielegalnej dziecięcej pornografii (inaczej zwanej komentarzami na onecie) czy też może jakiś innych MWizWO.

    Polubienie

  2. A ci wszyscy co mówią, że tu bantustan jakiś, to do kogo nas porównują? Ich spytaj, ja – jakkolwiek o naszych za przeproszeniem „elitach” zdanie mam jednoznaczne i jest to zdanie jednoznacznie negatywne – nie uważam, żebyśmy jakoś specjalnie odstawali od reszty. Ale mogę spróbować: Szwajcaria? Azja rozwijająca się? Może Chile? Nie wiem, nie jestem prawnikiem. Noci nie pisałem „w przeciwieństwie do”.

    Polubienie

  3. Ojtam ojtam. Takie wynalazki są naturalną konsekwencją common law. Na kontynencie takie sprawy załatwia się poprzez nowelizacje, gdzie po prostu tego nie widać:

    „It’s illegal to shoot a Scotsman with a:
    – rifle,
    – bow,
    – (skreślony)”

    😉

    Polubienie

  4. kto w końcu widział do kroćset podsiębiorcę zezwalającego na prywatne wyjścia pracownikom, łapa w górę, lol xD – ale problem pozostaje.

    Podnoszę łapę, żeby nie było. I w sumie gdybym sam był przedsiębiorcą, też bym (na jasno określonych i uczciwych zasadach) zezwalał. W końcu robienie interesów polega na dogadywaniu się. Przedsiębiorcą nie jestem i pewnie nie będę, ale drugą łapę też podniosę. A co mi tam.

    „It’s illegal to shoot a Scotsman with a:
    – rifle,
    – bow,
    – (skreślony)”

    Spadłem z krzesła na dywan. Przypomniałem sobie, com przeczytał przed chwilą i spadłem jeszcze z dywanu na podłogę. xD

    Polubienie

  5. kto w końcu widział do kroćset podsiębiorcę zezwalającego na prywatne wyjścia pracownikom, łapa w górę, lol xD – ale problem pozostaje.

    Podnoszę łapę, żeby nie było. (…)

    Siostrooooo!… Siostrooooo, do kroćset! Mamy tu ostry przypadek sigvatrozy. Pięćset miligramów braci Marx i dwa czopki ironizolu. Dożylnie, natychmiast, bo tracimy pacjenta!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s