Układ zamknięty na żywo, cz. II

Układ zamknięty, o którym niedawno pisałem, żyje i ma się nader dobrze. Właśnie Układ Ochrony… cojogodom… Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta dołożył 464k pln kary dla właściciela restauracji Sphinx. Za – uwaga!

Prezes UOKiK-u Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel wyjaśnia, że Sfinks Polska ograniczała niezależność gospodarczą swoich franczyzobiorców narzucając partnerom sztywne ceny towarów. Takie postępowanie jest niezgodne z prawem. Organizator sieci może jedynie sugerować kontrahentom ceny maksymalne, ale nie może wymagać ich przestrzegania. Za brak możliwości stosowania konkurencyjnych cen zapłacili klienci, którzy nie mogli wybrać lokalu z tańszymi usługami.

Fascynujące, zaiste. Idę poszukać jakiegoś tańszego McDonalda, bo w $DEFAULT trzymają się tych cen maksymalnych jak pijany płotu. A jak nie wyjdzie, spróbuję w KFC. Możecie polecić jakiś?

Jak pewny/a jesteś swojej algebry?

Powiedzmy… że dyrektor. Powiedzmy… że z Francji.

Dzwoni i potrzebuje „certificate of interest”. WTF? Aaaa, nic prostszego – zaświadczenia, że jakaś siedmiocyfrowa, no, może ośmiocyfrowa, suma… powiedzmy, że franków szwajcarskich z drugiego końca Europy… złożona na określony procent roczny da tyle i tyle. Bo to jest mu potrzebne do wyliczeń. I ile by to kosztowało. Znamy walutę, kwotę, czas, oprocentowanie.

– Z a r a z z a r a z ł e j t e m y n y t – mówię i staram się mówić naprawdę powoli i wyraźnie, zdania proste, tętno normalne, tylko simple present [choć może to był błąd?…]. – Chce pan, żebyśmy wystawili panu formalne potwierdzenie, mówiące, że ileś procent rocznie od paru milionów franków wynosi tyle i tyle. I nic więcej. I chce pan za to zapłacić. Dobrze zrozumiałem? Czy coś mi umknęło?…

Cisza przez dłuższą chwilę.

– Proszę pana. Ja naprawdę nie jestem idiotą. Naprawdę. Ja sobie to w pół minuty przeliczyłem na komórce. Nawet w banku mówią, że takie zaświadczenie nie jest konieczne. Ale to jest parę milionów franków i wolę mieć dupochron, który pewnie będzie kursował po całej Europie.

A teraz na trzy, cztery dławimy się ze śmiechu i rysujemy kółeczka. Gdziekolwiek. Nie wystawiłem mu tego zaświadczenia. Poważnie.

Potęga wolnego rynku.

Wolny rynek debeściakiem jest i basta, a kto uważa inaczej, ten Ciupak.

Minęło pięć strzałów znikąd od mojej konwersacji z Cichym nt. wpływu ubioru na bezpieczeństwo kobiet. I proszę, Niewidzialna RenkaRęka Rynku proponuje ciekawy eksperyment [credits to pp], mogący wreszcie zweryfikować nasze jałowe spory. Ciekawe tylko, jak ewentualni badacze genderowi poradzą sobie z odróżnieniem mniejszej liczby gwałtów od zwiększonej liczby ataków [nomen omen] członków Kół Łowieckich…

Proste skryptowanie graficzne w pythonie.

Czasami człowiek musi, inaczej się udusi. Aktualnie nie koduję zawodowo [ani nawet półzawodowo], ale ostatnimi czasy namnożyło się drobiazgów, które niepotrzebnie zżerają czas, postanowiłem więc zautomatyzować niektóre rzeczy i napisać parę skryptów ułatwiających życie.

Ponieważ większość pisana jest nie dla mnie, a wewnątrzkorporacyjnie, postanowiłem napisać to w formie przyjaznej użytkownikom [zwykły wybór plików i parę komunikatów na krzyż, nic wielkiego], żeby ułatwianie życia ludziom nie odbywało się poprzez przesyłanie do mnie plików do obróbki. Wielkie, płatne pakiety nie wchodziły oczywiście w ogóle w grę. W pierwszym momencie pomyślałem odruchowo, że jakieś menu tekstowe w windzianym CLI nie będzie głupim pomysłem. Wbrew powszechnej chyba opinii nie jest on aż tak bardzo poszkodowany; żeniąc windowsową implementację curses chociażby z uchwyceniem rozmiarów okna aż mnie korci, żeby któregoś dnia usiąść i popełnić jakąś biblioteczkę do obsługi windowsowego terminala… przy dużych krojach i jasnym tle nikomu nie skojarzy się to ze średniowiecznym DOSem, a i człowiek dorobi się własnych narzędzi, mogących być podstawą do tworzenia czegoś większego.

Ale jeszcze nie teraz. Tryb tekstowy wykrzaczył się przy pierwszej próbie odpalenia go w PyCharm [świetne narzędzie po paru dniach, choć uświadamia mi własną miernotę…], ale zanim znalazłem odpowiedni przełącznik, odkryłem EasyGUI. I to był strzał w dziesiątkę. Zero olbrzymich bibliotek, inicjowania środowiska… po prawdzie też zero nieco bardziej niż trywialnej obsługi podstawowych elementów interfejsu Windows, ale tego przecież nie potrzebujemy. Wywołanie okna z domyślną klawiszologią to jedna komenda [niech żyje nam programowanie funkcyjne!], a user całkiem inaczej reaguje na znajome okna wyboru plików, niż gdyby miał to robić na czarnym tle pośród krzaków i tekstowego obrazowania katalogów, brrr. Mniam.

A z czego Wy korzystacie, jeśli trafia się [?] taka robota?