QOTD.

Donald Tusk wściekł się na nasz żart nie dlatego, że nie ma poczucia humoru. Ubodło go strasznie, że polska opinia publiczna odzwierciedlana w internecie od razu uwierzyła w to, że premier i jego otoczenie rozmawiają językiem pijanych chamów wrzeszczących i bijących się na meczach. Narodu mającego już tak kiepskie wyobrażenie o swoim władcy nie można pozwać do sądu. Ja mam więc na procesie zastąpić większość Polaków. [Urban, link]

Cytuję Urbana na podstawie materiału z Wyborczej. Tak, zgadliście, w celu uniknięcia spoglądania sobie w oczy przy porannym goleniu zapuszczam brodę.

Powroty, powroty, powroty.

Do wannabe-kontrolowanego życia.

Na serwerze jako git-człowiek zainstalowałem właśnie git-serwer. Nie żebym jakoś megadevelopował [a szkoda] – kod, który piszę ad hoc to tu, to tam, rozłazi[ł] mi się po pińciuset laptokach, na czym cierpiały moje nerwy, mój czas [tylko ja wiedziałem, jak, gdzie, komu, kiedy i po co się to uruchamia], moja kasa [parę pożytecznych żniwiareczek paru stron z racji bajzlu musiało wziąć paromiesięczne wolne] i moje poczucie własnej wartości. Repo już jest, teraz tylko poprzerabiać to na moduły ze wspólnym menu [rotfl] i będzie grać i buczeć i ogólnie git.

Wczora z wieczora udało mi się wreszcie zgrać – również z pińciuset dysków – zrzuty z płyt na odpalony wreszcie domowy serwer. Po straconym wieczorze z rhythmboksem, który żądanie odegrania czegokolwiek z share’a lanowego okazał się traktować nader wybiórczo, zainstalowałem banshee i jestem oczarowany, wszystko chodzi od Pana Kopa, w tle ściąga okładki… Cud miód malyna normalnie. Mieszkanie słyszy muzykę pierwszy raz od jakiegoś pół roku, żyj szybko, kochaj mocno i umieraj młodo. Roboty z tym jeszcze od metra i ciut ciut, w tzw. międzyczasie narosła przepotężna jak na mnie ilość płyt do zgrania, w przerwach trzeba będzie jeszcze pousuwać duplikaty, popracować nad tagami i pousuwać rzeczy, które się zaplątały przypadkiem skądkolwiek, ale widać jak nie koniec, to przynajmniej Gryplan.

W przeciwieństwie do nieogarnialnego zbioru zdjęć i wideł z przerażającym zbiorem [i archiwum] genealogicznym, gdzie warunkiem koniecznym przekazania pracy tzw. przyszłym pokoleniom jest najmniej wskazanie jakichś spójnych danych…

… ale przynajmniej jest Gryplan. Zarówno w kwestiach porządkowych, jak i – nawet w zaniedbanym ostatnio zarysie – sprawach ciutkę ważniejszych [choć całkowity porządek to na dziś mission impossible]. A to już w moim przypadku bardzo dużo. Przynajmniej tyle, żebym rzadziej myślał w kategoriach KASZANY!

Z wieczornej prasóweczki.

Spotkali się raz człowiek-pająk, człowiek-ptak i kobieta-kot. „Zebrałem was tu nieprzypadkowo” – zwrócił się do nich człowiek-psychiatra.

* * *

Lusia Sidorowa chciała wyjść za mąż z wyrachowania. Ale jej nie wyszło, bo jest humanistką.

* * *

Wyszła powieść detektywistyczna dla niecierpliwych: „Morderca Pietrow”.

* * *

W 1895 roku Aleksander Popow wynalazł radio. Nawet włączył, ale nie było czego słuchać, więc wywalił na śmietnik.

* * *

W zawodówkach przerwy między lekcjami nie mogą trwać dłużej, niż kwadrans, bo po dłuższym czasie dochodzi do sformowania się grup przestępczych.

Pralka Mieczysława Sędzimira Antoniego Halika.

Podczas długich podróży samochodowych sprawą kłopotliwą było pranie ubrań. Halik wymyślił i skonstruował bardzo prostą, ale jednocześnie bardzo praktyczną pralkę. Wykonana była z wojskowej puszki po konserwach, zawieszonej na zewnątrz samochodu. Pranie odbywało się poprzez dodanie wody i mydła – wyboje i dziury na drodze powodowały wstrząsy, więc pranie było tym czystsze im gorsza droga. [Wiki]