Z porannej prasóweczki.

Pójdziemy do mnie do domu?
– Ja tak nie mogę. Nawet nie mamy wspólnych znajomych.
– Wiesz, kto to Hitler?
– Wiem.
– No, to idziemy!

* * *

W życiu tak bywa, że zbierasz i zbierasz na tego nowego Merca, zbierasz i zbierasz… aż w końcu szlag cię trafia i za zaoszczędzone pieniądze kupujesz sobie batonik.

* * *

Kiedy zmieniasz baranom pastucha, tylko barany myślą, że zmienił się gospodarz.

* * *

Gimbusy, które często zostają same w domu, szybciej uczą się języka niemieckiego.

* * *

Byłem wczoraj w teatrze na „Annie Kareninie” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Jeszcze nigdy z takim utęsknieniem nie czekałem na pociąg.

Film, który nie ma szans.

Poszedłem, obejrzałem, wróciłem zachwycony. Polecam.

Na sali – być może z racji mocno nietypowej pory, być może z racji tytułu – towarzystwo takoż nietypowe: parę babć, kilka parek typu wieczna oazówka w archetypicznej kiecce do kostek i filozof w brylach jak denka od butelki – no i wasz uniżony narrator, wyglądający oczywista jeszcze gorzej. Ale przynajmniej nie było wykształciuchowego bydła i pierwszy raz od niepamiętnych czasów w kinie smród popcornu ani żadne małpie odgłosy nie znieczuliły mi percepcji. Więc ogólnie na plus.

Sam obraz – cóż. Nawet jeśli komuś nie spodoba się przesłanie, warto pójść dla odtrutki. I tylko szkoda, że reżyser, pokazując idealizm pół na pół z pragmatyzmem, sam wykazał się naiwnością przemięszaną z kompletnym wyczuciem taktyki. Bo „Cristiada” mimo sympatii indywidualnych nie spodoba się przecież żadnej grupie zorganizowanej. Choć parę recenzji pozytywnych weźmie – z przekory i złośliwości prasy katolskiej. Fabuły nie chce mi się streszczać, możecie poczytać ją sobie tu, o.

Nie spodoba się miętkim chłopcom katolickim [siakoś tak odruchowo przychodzi mi do głowy niepiszący już tutaj taki jeden – no offence – oraz Hołownia, nie wiem właściwie, czemu; może ze względu na przeczytany wczora z wieczora wywiad z Terlikowskim?] Tam katolicyzm ma dwojakie oblicze – jest i łagodna stanowczość księdza-staruszka z głową w wieczności, ale jest też i waleczność rąk zaciśniętych na karabinach w obronie wiary, !Viva Cristo Rey!; nie ma półuśmiechów i żadnego zakłopotania wobec ranienia niewierzących myślą, mową, uczynkiem i ołowiem. Ale nie spodoba się też z innego powodu, głębszego: nie zawsze w obronie dobra / religii warto lecieć na rympał z szabelką na wraże hordy [co przytrafiło się armii Narni w finale pierwszej części – od tamtego czasu nie mogę opędzić się od myśli, że jeśli Dobro nie wykupi lepszych strategów, to Ἁρμαγεδών mamy generalnie przegwizdany…]. Czasem trzeba sobie przypomnieć oklepaną jak tyłek mało asertywnej gimnazjalistki prawdę Pattona, że wojna nie polega na bohaterskim umieraniu za ojczyznę, ale sprawieniu, żeby te skurwznaczy ci z drugiej strony okopu bohatersko umierali za swoją. Czasem nie trzeba pisać na forach, jak nam źle, tylko posłać przodem zwiad, wykupić generała, schować się za zasłoną, a z hukiem i tętentem kawalerii wypadać generalnie rzadko, tylko kiedy poza patrzącą kamerą gra nam patetyczna muzyka. Film nie spodoba się miętkim posoborowcom – Msze odprawiane są tutaj oczywiście przedsoborowo i nie dość, że na czele ludu, a plecami doń, to jeszcze zawsze na podwyższeniach! horror jakiś normalnie. A premodernistyczne zagajenia typu „dlaczego mam iść do spowiedzi? Pan Bóg przecież wszystko widzi!” [głupie gadki generalskie były widać w tamtych czasach odpowiednikiem wymiany za przeproszeniem poglądów na forach…] przedsoborowy ksiądz ignoruje z uporem godnym lepszej sprawy i idzie z Komunią św. gdziekolwiek dalej. Na film nie pójdą pewnie bywalcy starbuniów czy gdzie się teraz chodzi – kobiety są piękne, zdecydowane i w sukniach do kostek, mężczyźni wąsaci, wyprostowani i jak nie wygarniakowani, to przynajmniej wysombrerowani, momentów brak, a wszystko aż kipi nie tyle od monumentalności, ile od prostej realizacji „niech wasza mowa będzie ‚tak, tak, nie, nie'”. Film odpuszczą sobie amerykańscy recenzenci konserwatywni – rewelacyjnie rozpisana rola ichniejszego ambasadora, Dwighta Morrowa jako arcyłajzę „dyplomacji roponośnej” stawia go w zasadzie w roli mediatora, którego racją bytu nie jest żaden humanitaryzm [może zresztą nie ma być, nie dojrzałem], a koncesje wydobywcze na meksykańską naftę.

No i oczywiście film nie spodoba się głównym antagonistom przesłania, o czym pisać nie muszę. Nie muszę, ale jeszcze Was pomęczę, bo dopiero się rozpędzam i dobrze mi z tym. Z miejsca straciłem nadzieję, że film spodoba się czerwonym, jako że ukazanie ich w przynależnym im proweniencyjnie ekosystemie, czyli jako bandę tępych, sadystycznych bandytów, mordujących i gwałcących bohatersko głównie kobiety i dzieci, z naczelnym arcykretynem w postaci prezydenta Callesa wywołać może reakcję tylko jednego typu. Obraz nie ma szans u ateistów; nie dość, że pokazuje, do czego w linii prostej prowadzi urzędowa implementacja „oddzielenia” [słowo daję, niektóre frazy z przemówienia Callesa wydają się być żywcem skopypaszczone z co poniektórych joggerów tutaj, czytaliście jednego z drugim, zanim Was zbanował {lol}, a będziecie pół filmu recytować z pamięci], to jeszcze nie stawia w złym świetle katolików, no bo niby jak? Katolicy w „Cristiadzie” są generalnie normalni, nie uprawiają antysemityzmu [przeniesienie za przeproszeniem „polskich obozów koncentracyjnych” do Meksyku to chyba jeszcze mimo wszystko za duże przegięcie na obecnym etapie historiozofii], za to są konkretni, niezgorzej strzelają i hektolitrami łoją tequillę. A co gorsza, werbują w swoje szeregi Andy’ego Garcię [werbownik w postaci Evy Longorii jest raczej epizodyczny i nie pozostawia w sumie trwałego wrażenia], generała i ogólnie bohatera narodowego, który ma czelność przez dłuższy czas pozostawać ateistą, ale – uwaga! – walczyć przeciw socjalistom w obronie wolności i nawrócić się dopiero w końcowej części filmu, co już – jak na film o ambicjach globalnych – jest ultraskandalem. I nawet na końcu nie dostaje dziewczyny, na co już zupełnie brak mi pejoratywnych określeń.

A wobec braku poparcia grup zorganizowanych filmu nie ratuje już literalnie nic. Ani zgrabny montaż. Ani zgrabny scenariusz [moje wyrobienie kinowe plasuje się w rankingu na pozycji „pomidor!”, aczkolwiek scenarzysta kpił sobie ze mnie po wielokroć okrutnie, rozwiązując sztampowe wątki w sposób zawsze niekonwencjonalny]. Ani sale kinowe pozbawione smrodu popcornu i gimbazy. Ani piękne zdjęcia. Ani wreszcie gwarancja całkowitego odlotu do czasów, gdy prawie wszystko było normalne. Przynajmniej w porównaniu do sztafażu współczesnych skandynawskich kryminałów, których czytam chyba ostatnio faktycznie za dużo. To zaiste jest film, który nie ma szans. I chyba dlatego warto go obejrzeć. Bo czyż dżentelmen nie podejmuje się wyłącznie przegranych spraw?

Aha, z tymi hektolitrami łojonej przez bohaterów tequilli to licencja poetica była. Ale sam fakt, że jeden z drugim trzaska szklankę, a potem bez badania alkomatem wsiada na swojego caballo, mógłby wystarczyć do zakazu kinowego. Gdyby tylko wcześniej się zorientowali.

Wieczorny JONCL.

Gdyby sporządzić ranking klubów z największą liczbą ligowych goli strzelanych przez Polaków, to z dortmundczykami nie mieliby szans nawet przedstawiciele tzw. ekstraklasy. Dla Śląska Wrocław rodzimi gracze zdobyli w tym sezonie 30 bramek, dla Legii i Polonii – po 25, dla Górnika – 23. Dla Borussii – 35. [link]

Z prac rządu Platformy Obywatelskiej.

Jacek Sierpiński znowu nadaje:

Ministerstwo Sprawiedliwości pod kierownictwem ministra Gowina przygotowało bowiem projekt specustawy legalizującej bezterminowe przetrzymywanie w specjalnym ośrodku osób, które odbyły już swoją karę pozbawienia wolności, ale „w trakcie postępowania wykonawczego stwierdzono u nich zaburzenia psychiczne w postaci upośledzenia umysłowego, zaburzenia osobowości lub zaburzenia preferencji seksualnych” i te „stwierdzone zaburzenia psychiczne wykazują taki charakter lub nasilenie, że zachodzi wysokie prawdopodobieństwo popełnienia czynu zabronionego z użyciem przemocy lub groźbą jej użycia przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności seksualnej i obyczajności”. Wystarczy opinia psychiatrów, że czyjaś osobowość jest wystarczająco zaburzona i już można trzymać takiego człowieka w więzieniu nawet dożywotnio. (…)

Żeby było ciekawiej, osobie umieszczonej w KOTZP będzie można – inaczej niż pacjentowi szpitala psychiatrycznego, a także skazanemu więźniowi – odmówić całkowicie kontaktu z innymi osobami (poza przedstawicielem ustawowym, adwokatem lub radcą prawnym, Rzecznikiem Praw Obywatelskich i Rzecznikiem Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego) za pomocą telefonu czy innych środków teleinformatycznych oraz osobistego, jeśli mogłoby to np. „zakłócić prowadzoną terapię”. Również środki przymusu, których będzie można wobec niej użyć w przypadku np. „zachowywania się w sposób powodujący poważne zakłócenia w funkcjonowaniu ośrodka” wykraczają poza te dopuszczalne w szpitalach psychiatrycznych – można będzie użyć pałek służbowych, kajdanek, taserów, chemicznych środków obezwładniających czy psów służbowych. Z drugiej strony, pod pewnymi względami wykraczają poza te dopuszczalne w więzieniach – bo będzie można np. przymusowo podać leki. Pokazuje to, że ośrodek ma być w rzeczywistości rodzajem więzienia o zaostrzonym rygorze, a „leczenie” jest tu tylko wybiegiem pozwalającym na uwięzienie danej osoby na czas dłuższy, niż przewiduje to skazujący wyrok sądu.

Jeszcze Polska nie zginęła…

… póki szwedzcy piloci mają urlop. Przepraszam za linkowanie do ł.

Grupa rosyjskich samolotów w tym dwa strategiczne bombowce mogące przenosić broń jądrową, ćwiczyła nad Bałtykiem nocne ataki na cele będące najważniejszymi obiektami w szwedzkiej obronie. (…) Incydent miał miejsce w Wielką Sobotę i nie spowodował żadnej reakcji szwedzkiej strony. Powodem był brak pilotów, którzy mieli wolny świąteczny dzień oraz samolotów gotowych do startu. [link]

Zupełnie jak u klasyków literatury. Źródła nie podaję, niech to będzie kara dla nieuków. Reszta wie [nieustające credits dla wskazującego drogę Y.]

O godzinie szesnastej pięć Polska wypowiedziała wojnę Danii za współudział w agresji. Kwadrans później trzy nasze myśliwce bombardujące typu Halny zaatakowały Kopenhagę. Dwa dokonały precyzyjnego bombardowania centrali sterowania światłami ulicznymi. Trzeci zdemolował browar Tuborg. Obfita piana wypływająca przez okna dymiącego browaru, sądząc z komentarzy, zrobiła na tubylcach wrażenie nie mniejsze niż grzyb atomowy. Supernowoczesna centrala sterowania światłami ulicznymi, oparta na procesorach logiki rozmytej, trafiona czterema rakietami, doznała kompletnej schizofrenii. Ruch uliczny w Kopenhadze oraz na całej Zelandii został sparaliżowany. Punktualnym i sumiennym Duńczykom świat zawalił się na głowy. (…)

Duńska obrona przeciwlotnicza została zaskoczona, gdyż o godzinie szesnastej obsługa radarów skończyła pracę i poszła do domów. Amerykański satelita, jakby się kto pytał, nadal emitował trzydziestosekundowego pomosa wpędzając zamorskich speców od elektroniki w myśli samobójcze.

Trzeba uczciwie przyznać, że przeliczyliśmy się, jeśli idzie o duńską królową. Zacna staruszka osobiście objęła dowództwo nad armią i w ciągu kilku godzin z miasta wariatów, jakim stała się Kopenhaga, zrobiła znowu stolicę państwa. Zmobilizowała to, co było pod ręką i zwróciła się o pomoc do sojuszników z NATO. Niestety, tak się złożyło, że tym, czym akurat mogła dysponować królowa Małgorzata, były dwie bliźniacze Homoseksualne Brygady Powietrzno-Desantowe, lesbijska i gejowska. Ta druga sześć godzin po ogłoszeniu alarmu miała już sześćdziesięcioprocentowy ubytek etanów etatowych w wyniku dezercji. Brygada lesbijska stawiła się w komplecie, ale zgodziła się wyruszyć do walki tylko pod warunkiem, że zostanie wyposażona, w bomby atomowe i pierwszym celem będzie Warszawa. Tymczasem Niemcy milczeli, a Francuzi zareagowali na sytuację masowymi demonstracjami pod hasłem „Nie chcemy umierać za Kopenhagę”. Rosyjska mafia spełniła swe groźby i sprzedała pluton do Pakistanu, w wyniku czego Amerykanie natychmiast przestali zajmować się problemem demokracji w Polsce. Gdy wyszło na jaw, w czyim faktycznie interesie amerykańscy chłopcy, brali w skórę nad Notecią, Kongres pod presją opinii publicznej zabronił Nancy emu jakichkolwiek działań zbrojnych w Europie. Wylani z kąpielą Duńczycy zostali na lodzie i zaczęli się intensywnie zastanawiać, kto właściwie i po co zapisał ich do NATO? W końcu zgodzili się na niemiecką mediację w celu załagodzenia konfliktu z Polską.

Zimny wychów potomstwa, cz. LXXXI – Run, Forrest, run!

– Tatusiu, brzuch mnie boli.
– No trudno, czasem musi poboleć. Nic nieświeżego nie zjadłaś, to poboli i przestanie. Zresztą… nie bolał cię od jakichś trzech miesięcy, prawda?
– Wczoraj mnie bolał, byłam u higienistki w szkole osiem razy.

Oczywiście musiałem to usłyszeć na zakręcie. Jakimś cudem nawet z niego wyszedłem.

– A CO SIĘ DZIAŁO?
– No w zasadzie nic, tylko nie mogłam zastać pani higienistki, przyszła dopiero za ósmym razem.

„Układ zamknięty” na żywo.

Chcecie zobaczyć niszczenie [a przynajmniej nękanie] dużej polskiej firmy na żywo? No to macie doskonałą okazję.

Jak donoszą przekaziory [np. tutaj], UOKiK wszczął postępowanie ws. spółki Sfinks [właściciela m.in. sieci restauracji Sphinx i Polskie Jadło], dotyczące – tadam – „ustalania identycznych cen w lokalach franszyzowych”. Guglanie „uokik mcdonalds” i „uokik kfc” dało mi tylko linki do jakichś głupich komentarzy w powyższym temacie, a nie do żadnej innej kontroli [bo „jak wiadomo” przecież wszystkim miłośnikom junkfoodów w zagranicznym opakowaniu, ceny w każdym macdonaldsie czy innej sieciówce są wszędzie inne i hamburger w szczecińskim McD „może” oczywiście kosztować mniej lub więcej od identycznego hambugera poznańskiego], no ale może jesteście w te klocki lepsi ode mnie.