Mijanki profesora Orłowskiego.

Jadąc do fabryczki, usłyszałem rano – w sumie przez przypadek – falset prof. Orłowskiego, bodajże dla „Kontrwywiadu” RMF, oczywiście o „wydarzeniach” [zgodnie z panującą aktualnie nowomową należałoby teraz dodać „kontrowersyjnych”…] Zalała mnie krew, i to podwójnie. Poza bowiem „lekko odmienną” interpretacją samego aktu jumania [„cypryjskie jumamji”, hahahahaha!… (c) mój] z ust miodopłynnych profesora padło kilka stwierdzeń, przy maksimum dobrej woli każących zastanowić się nad rzetelnością i prawdomównością tegoż. Tutaj jest wywiad, poniżej przygarść moich mendowatych komentarzy doń.

Konrad Piasecki: Kiedy w Polsce pomysł takiego à la cypryjskiego skoku na oszczędności obywateli?
Witold Orłowski: Nie będzie w Polsce takiego pomysłu.

A wiemy to z pewnością, ponieważ?… Można tylko zacytować tutaj Talleyranda: „Nie wierzę w żadną informację, dopóki nie zostanie ona oficjalnie zdementowana”.

Czyli co, nie jest tak źle w Polsce, żeby trzeba było sięgać po aż tak drastyczne środki?
Jest inaczej.

Zwracam uwagę: NIE mówimy, że nie jest źle. Jest inaczej. Czyli… jest źle w inny sposób. Cóż, dobre i to…

Owszem, ale proszę zastanowić się nad rzeczą następującą – czy państwo powinno zabierać pieniądze obywatelowi, który ma pieniądze?
Nie.
Nie. A jeśli ten obywatel jest na przykład wielkim złodziejem i ma miliard dolarów nie wiadomo skąd i nawet nie ukrywa tego specjalnie, że te pieniądze, nie tylko, że nie zostały opodatkowane, ale jeszcze pochodzą ze źródła co najmniej cuchnącego.
No to powinno móc mu je skonfiskować.

Piękny Piasecki, jeszcze piękniejszy Orłowski. Pamiętaj, polski podatniku – jeśli przyjdą po Twoje pieniądze [co oczywiście się nigdy nie stanie, ponieważ – jak wykazano – w Polsce nie jest tak źle, jak na Cyprze, tylko… inaczej], dokona się to na podstawie wyobrażeń jakiegoś profesora, który za prawny tytuł jumy uzna ex cathedra stwierdzenie, że jakaś część [o tem potem] tych pieniędzy pochodzi ze „źródła co najmniej cuchnącego”. Łącząc się w bulu i nadzieji z profesorem chciałbym jednakowoż przypomnieć o paru zapomnianych najwyraźniej pojęciach, z których domniemanie niewinności nie jest bynajmniej tym najmniej wygodnym dla apologetów omawianej jumy – prócz tego mamy jeszcze kalendarz [XXI wiek], prawo własności [jeśli ktoś wcześniej nie uznawał go za aksjomat i zechce teraz komentować… cóż, straci doskonałą okazję do tego, żeby siedzieć cicho].

Powinno skonfiskować. Takiej możliwości nie ma, natomiast trzeba pamiętać o tym, że większość pieniędzy na Cyprze – powtarzam słowo „większość, bo część polskich komentatorów jest zdezorientowana danymi, z których wynika, że rosyjskie depozyty to jest tylko 40 proc., ale po prostu wystarczy zarejestrować spółkę na Cyprze i wtedy już się nie liczy do rosyjskich – to są pieniądze pochodzące z Rosji i to są pieniądze nie tylko takie, które uniknęły opodatkowania.

Apologeci jumy powinni uzgodnić zeznania. Bo np. wybiórcza pisze, że „W sumie w styczniu tego roku depozyty w cypryjskich bankach sięgały 68,4 mld euro (to niemal cztery razy tyle co PKB Cypru), z czego 37 proc. stanowiły depozyty nierezydentów, w dużej mierze Rosjan”. Ale nie kłóćmy się o pierdoły. Jeśli – mam gest – 40% stanowiły „depozyty nierezydentów”, to ile stanowią „depozyty rezydentów”, czyli po prostu zwykłych Cypryjczyków, których potraktowano jak bandytów [dając na osłodę jakieś akcje bez prawa odsprzedaży i negocjując od wczoraj wysokość jumy]? Odpowiedzi jak zwykle proszę przesyłać na /dev/null do końca dowolnego miesiąca.

(…) dlatego że kiedy rząd cypryjski powiedział: „Musimy ratować te kilkadziesiąt miliardów depozytów” i zwrócił się do zachodniej Europy, do strefy euro: „To dajcie te 10 mld pożyczki nam, bądź dajcie – zobaczymy czy oddamy”, to z tamtej strony była odpowiedź: „Dlaczego nasi podatnicy mają ratować fortuny rosyjskich oligarchów i to jeszcze tych w dodatku, którzy prawdopodobnie fortuny mają z nielegalnych źródeł. To wy też się dołóżcie”.

Yay! Cóż za praworządność, jestem pod wrażeniem legalizmu profesorskiego. A wspomnienie nieustannie wywalanego gwoli radości banksterki kilkakroć większego szmalu na ratowanie banków w połowie Unii siedzi w kącie i chichocze złośliwie. Ale pytanie „Dlaczego nasi podatnicy [Tusk FTW!] mają ratować fortuny zachodnich banksterów?” pozostanie zapewne bez odpowiedzi…

A są tam średnio czyste albo czyste polskie pieniądze?
Pewnie troszeczkę też jest, z tym że u nas to są operacje jednak legalne, przynajmniej w przygniatającej większości. Założenie spółki na Cyprze powodowało płacenie nieco niższych podatków i trochę tych pieniędzy jest, ale gro, przygniatająca większość tych pieniędzy to są pieniądze śmierdzące.

Przestaję ogarniać, ile tych czystych pieniędzy – oczywiście wg profesora, któremu się wydaje – jest; czy gros [brawa dla nieuków z RMF btw.], czy troszeczkę, no ale mniejsza. Otóż, panie profesorze, wg bankier.pl pod koniec 2012 na Cyprze miało siedzibę ok. 5000 polskich spółek z przepływem ok. 400-500 mln euro. Wg profesora [i postgimnazjalnej korekty RMF] „gro” przepływów tych 5000 firm to „pieniądze śmierdzące”.

[chwilamoment… chociaż…

Na Cyprze są zarejestrowane firmy, które są inwestorami polskich spółek giełdowych. Kontrolny pakiet 50,2 proc. akcji Cyfrowego Polsatu należy do cypryjskiej firmy Pola Investments, która jest kontrolowana przez Zygmunta Solorza-Żaka. A kolejnym znaczącym akcjonariuszem Cyfrowego Polsatu (7,3 proc. akcji) jest cypryjska firma Sensor Overseas kontrolowana przez Hieronima Rutę, współpracownika Solorza-Żaka.
Znaczących akcjonariuszy z Cypru mają też spółki kontrolowane przez Ryszarda Krauzego. W produkującej farmaceutyki spółce Bioton 11,8 proc. akcji ma cypryjska firma Troqueera Enterprises, a w paliwowej spółce Petrolinvest największym akcjonariuszem (16,9 proc.) jest cypryjska firma Masashi Holdings, a zarejestrowana na Cyprze firma Tabacchi Enterprises ma 9,2 proc. akcji Petrolinvestu. Nie wiadomo, do kogo należą te cypryjskie firmy.
Na Cyprze zarejestrowana była też firma Luglio Limited, akcjonariusz Kulczyk Investments – funduszu inwestycyjnego Jana Kulczyka. [link]

choć z drugiej strony

Ci, co mieli zdążyć, zdążyli… nie bój żaby]

Jak ktoś będzie – przepraszam, mam nadzieję, że nikt się na to nie obrazi, ale mocnego słowa używam, żeby wstrząsnąć trochę – jak ktoś usłyszawszy o tym, co się dzieje na Cyprze poleci w tej chwili w Polsce do banku i np. wycofa pieniądze tracąc odsetki z lokat, to będzie głupi po prostu.

Jak ktoś jest na tyle głupi, żeby oszczędności lokować w lokaty oprocentowane w okolicach inflacji, to wyjęcie środków w tym momencie jest głupotą relatywnie najmniejszą. Ale to zupełnie inna historia.

A gdyby w Polsce było aż tak źle albo bardzo źle?
To wtedy Narodowy Bank Polski wydrukowałby pieniądze i na pewno bankom by ich nie zabrakło.

Czytamy: „gdyby w Polsce było tak źle [ale inaczej], żeby trzeba było rabować obywateli bez zachowania minimalnych pozorów, to wtedy NBP ma w zanadrzu opcję rabunku ukrytego poprzez dodruk pieniądza”, gdzie fakt, że z kwartału na kwartał zacznie Ci brakować kasy, rząd i profesor Orłowski wytłumaczą „kryzysem” i „śmierdzącymi pieniędzmi”.

A wcześniej rząd zdecydowałby się na krok w stylu raczej przejęcia funduszy OFE.
Na przykład, a nie konfiskowania depozytów.

Yay! Ludzcy panowie! Nie obłupią Cię [być może] z oszczędności, zadowalając się Twoją skromną emeryturą! Gnaj do kościoła i intonuj „Te Deum” w intencji naszych ludzkich panów, człecze!

Nie boi się pan, że takie historie, jak ta cypryjska raczej nie zachęcą Polaków do ciepłego myślenia o Unii i strefie euro, a zwłaszcza o urokach tej strefy?
Pewnie. Oczekuje pan odpowiedzi czy sam pan, panie redaktorze odpowiedział już sobie? No pewnie, że tak. Kłopoty strefy euro, kłopoty poszczególnych krajów – to wszystko jedno skąd one się biorą, bo one są różne naprawdę. W Hiszpanii to wariactwo legalnych operacji, ale na rynku nieruchomości, w Grecji – wariactwo rządu wydającego na kredyt, na Cyprze – wariactwo banków zachęcających te nielegalne pieniądze.

BULLSHIT, BULLSHIT, BULLSHIT. Wszystkie wspomniane turbulencje biorą się z przyjęcia euro jako wspólnej waluty. W normalnych warunkach kurs waluty / polityka monetarna stanowi czynnik kompensujący wydajność gospodarki bądź jej brak. Kłopoty Grecji, Hiszpanii i całej reszy byłyby już dawno rozwiązane, gdyby po drodze nie brakło możliwości kontroli własnej waluty. A nawet gdyby nie zostały rozwiązane, byłyby one problemami tylko tych państw, a nie wszystkich obywateli państw Unii.

I na koniec: Niemcy do spółki z MFW żądali 40% podatku. Na Cyprze – przynajmniej na razie – im się to nie udało. No nic, może uda się kiedyś w Polsce.

4 myśli w temacie “Mijanki profesora Orłowskiego.

  1. „członek zespołu doradców strategicznych premiera”

    najbardziej przykre w tej historyjce jest to że uf Profesor to nie jest jakiś wariat wyciągnięty z dupy mamuta tylko członek. Przykre i przerażające.

    Btw, wczoraj w autku słuchałem radia i jakaś mądra pani specjalistka zapewniała mnie że źródłem problemów są ruskie Oo brak słów.

    Polubienie

  2. Spokojnie, po skoku z 2010 r. do OFE idą tak śmieszne grosze, że już w ogóle nie warto się nimi przejmować. 2.3% dochodów konkretnie.

    Lokaty w okolicach inflacji? Torero, masz stare dane. Stopy procentowe spadają. Część lokat już jest dobrze poniżej inflacji, a te, które nie są – wkrótce będą.

    Co do całości, cóż. Ostateczny skutek tych działań będzie bardzo prosty: klęska zaufania do pieniądza, tak elektornicznego, jak i papierowego oraz powrót… no właśnie, do czego? Do feudalizmu chyba. :p

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s