Wyłączyć tę prawicową Wikipedię!

Na przykład notka o Birmie [aka Myanmarze]. To jest po prostu normalnie paranoja jakaś, żeby w dobie walki z mową nienawiści można było zamieszczać takie kwiatki i nie móc oskarżyć redaktorów o antysemityzm, czy choćby nawet o ksenofobię:

W 1886 po trzech wojnach Wielka Brytania podporządkowała sobie Mjanmę, choć ostatnie ogniska oporu zlikwidowano dopiero w 1890 Mjanma stała się częścią Indii Brytyjskich. (…) 4 stycznia 1948 Mjanma uzyskała niepodległość od Wielkiej Brytanii. (…) W przeciwieństwie do innych byłych kolonii brytyjskich Mjanma nie przystąpiła do Wspólnoty Narodów. (…) U Nu starał się opierać komunistom, jednak demokratyczne rządy skończyły się w 1962 kiedy generał Ne Win dokonał zamachu stanu. Rozpoczęła się dyktatura Birmańskiej Partii Socjalistycznej, która opierała się na ideologii komunistycznej. Władze krwawo rozprawiały się z wszelkimi przejawami buntu i spiskami. Mjanma na prawie 26 lat została odizolowana od świata zewnętrznego, a prezydent U Nu został zmuszony do ucieczki za granicę. (…) W 1982 ogłoszono prawo o obywatelstwie, które dzieliło obywateli na trzy kategorie. (…) Partia Socjalistycznego Programu Birmy, ogłosiła plan zwany „birmańską drogą do socjalizmu”. Polegał on m.in. na nacjonalizacji przemysłu, odcinaniu się od wpływów zagranicznych (zniechęcano turystów do przyjazdu do Mjanmy) i represjonowaniu mniejszości narodowych (…) W 1990 w Mjanmie odbyły się demokratyczne wybory, w których 82% głosów zdobyła opozycyjna i prodemokratyczna Narodowa Liga na rzecz Demokracji (NLD) pod przywództwem Aung San Suu Kyi − laureatki Pokojowej Nagrody Nobla z 1991. Wynik tych wyborów nie został uznany przez rządzących Mjanmą generałów. Działacze opozycyjni zostali wtrąceni do więzień, a wszelkie stanowiska w państwie zostały obsadzone przez juntę [a jak wiadomo, junta to juje – przyp. torero]. Mjanma, kiedyś jeden z najzamożniejszych krajów Azji południowo-wschodniej, obecnie zalicza się do najbiedniejszych krajów świata.

A przecież wystarczyłoby wszystko zwalić na wariatów drogowych, dopalacze i brak legalizacji związków partnerskich.

Impresja tłustoczwartkowa.

Uliczka w CK Grajdołku, blisko centrum; właściwie to już Stare Miasto. Idę po korpopączki. Cukiernia#1 – kolejka bez przesady na jakieś dwieście metrów, au-ten-ty-cznie. Środek dnia, a w kolejce nie tylko babcięta na emeryturze czy studentki [choć tych oczywiście najwięcej], ale cały przekrój społeczny. I owszem, z przewagą płci żeńskiej. Mówimy o środku dnia, nie o fajrancie, przypominam.

Półtorej przecznicy dalej – cukiernia#2. Cóż… nie posiadam jakiegoś wyrafinowanego smaku kulinarnego, ale tamtejsze wyroby nie różnią się specjalnie od tych z cukierni#1. Ceny podobne. Kolejka – wszystkiego w porywach jakieś 10 osób.

Obie cukiernie nienowe. Pytanie o interpretację zawisa w powietrzu. Krakowski konserwatyzm? Nieświadomość istnienia tej drugiej [ach, cóż za wspaniały przyczynek do pewnej notki]? Niewychwytywalna dla mnie, a jednak istniejąca, jakaś fundamentalna różnica smaku? Pytanie na wagę paru rolek paragonów fiskalnych.

A w tle – wolne moce przerobowe ludzi, w których systemach pojęciowych mieści się bezczynne stanie w kolejce parędziesiąt minut.

QOTE.

Decyzja o wejściu do strefy euro będzie decyzją polityczną, nie ekonomiczną (…) To była właśnie decyzja polityczna [parytet 1:1], dlatego, że dla niego [Kohla – przyp. torero] ważniejsze było przekazanie informacji do obywateli NRD, że są tyle samo warci i tak samo witani w zjednoczonych Niemczech, jak obywatele Niemiec Zachodnich. [Marek Belka, link]

Dziękujemy za jasną i spójną deklarację o prymacie polityki nad ekonomią. Nie będzie nam tu żaden AdamK już więcej trollował, że koszty wymiany walut czy że jakieś efekty synergii wskutek wspólnej waluty cośtam gdzieśtam komuśtam pocośtam.

To z kursem wymiany 1:1 to też do nas było, panie prezesie?