W Łomży nie ma teraz żadnej roboty.

Autor DwóchGroszy rozpętał niedawno burzę w szklance wody, postulując kasację czerwonego pomysłu pn. płacy minimalnej. Zrobił się z tego oczywiście shitstorm, ale dwaj panowie przeszli samych siebie. Jako kontrprzykład podając sytuację z Ziem Odzyskanych, gdzie roboty nie ma prawie wcale i że byłoby jeszcze gorzej [tak, wiem, gdzie leży Łomża, cytowałem piosenkę]. I kilka wniosków, część z nich nader niepokojąca.

Po pierwsze – trzeba cechować się bezczelnością wyrastającą nawet ponad standardy przeciętnego inetowego flejma, żeby konsekwencje obowiązywania właśnie regulacji jak z mokrych snów PT czarnobiauej i innych od „solidarności społecznej” przedstawiać jako… poglądową lekcję kapitalizmu. To już nawet nie jest chamstwo, to po prostu przesada.

Po drugie – oczywistym jest, że brak płacy minimalnej spowodowałby „zaburzenia układu”. Okopani „płacą minimalną” straciliby pewnie robotę… którą wziąłby ktoś inny, będący [jeszcze] bardziej „pod nożem”. Ale im większy „ucisk”, tym robi się ciekawiej. Przy założeniu możliwości zbytu na poziomie umożliwiającym zwiększanie produkcji zatrudnienie znalazłaby nie jedna osoba, ale dwie! Żadne pobożne życzenia, zwykła kalkulacja. Przy spadku realnej płacy nieco mniej zatrudnienie nie zwiększyłoby się oczywiście [od razu] o 100%, ale ta sama kalkulacja spowodowałaby jego zwiększenie w skali populacji o tym zauważalniejszą część, im bardziej aktualnie teraz płaca minimalna odbiega od poziomu równowagi.

Mamy więc z grubsza alternatywę: albo zatrudniamy kogoś za X zł [płaca minimalna], albo dwóch ktosiów za nieco mniej [brak płacy minimalnej]*. Zwracam uwagę, że drugi wariant – oczywiście prokapitalistyczny – jest paradoksalnie dużo bliższy czerwonym postulatom „pracy dla każdego”, niż proponują te farbowane lewaki, drapujące się w szaty „obrońców ludu”. Tym samym dokonałem autodemaskacji jako lewicowiec i orędownik sprawiedliwości społecznej, o czym Ciupak wiedział już od dawna, a cała reszta podejrzewała.

Po trzecie – wariant „dwóch za mniej” nie dość, że sprawiedliwszy społecznie, nie wymaga dodatkowo zasiłku dla „nadmiarowego”, ergo powoduje oszczędności budżetowe, czego również lewacy prawdziwi i mieniący się dla niepoznaki centrystami nie są w stanie ogarnąć, wypytując mnie dla zmyłki o „propozycje oszczędności budżetowych, ale takie realne”.

Po czwarte – gdzie wg Was parszywy kapitalista ulokuje zebrane chytrze nadwyżki finansowe i dlaczego za granicą, a nie dokupi maszyn i urządzeń i dozatrudnia więcej ludzi, żeby jeszcze efektywniej gnębić proletariat? Odpowiedzi na /dev/null do końca dowolnego miesiąca.

Po piąte – pożyczam argumentację: skoro płaca minimalna jest takim nieprzeciętnym dobrodziejstwem, to dlaczego nie podnieść jej od razu pięciokrotnie? Wszystkim zrobiłoby się od razu pięć razy lepiej.

Po szóste – co jest lepsze dla kogoś „pod nożem”: nie dostać pracy za X zł, czy dostać pracę za nieco mniej?*

* – tak, też chciałbym, żebyśmy wszyscy byli młodzi, piękni i zarabiali nie wiadomo ile. Ale czasem się nie da. „Życie nie jest bajką, życie jest bitwą”.

34 thoughts on “W Łomży nie ma teraz żadnej roboty.

  1. Już dziś w miejscach, gdzie jest dowolność wynagrodzeń i to rynek dyktuje ceny, często zaczyna się ostracyzm pt. „Niszczenie rynku” ;-).
    Czasem nawet przybiera nieco gimbaMafijne skutki (klienci widmo).
    Najbardziej napiętnowani są ambitni studenci, szukający swego miejsca na rynku usług.

    Lubię to

  2. Nie rozumiem, po co miałby zatrudniać 2 osoby zamiast jednej (za trochę większe pieniądze, jak rozumiem), jeśli brak jest pracy dla tego jednego ?

    Nikt nie zatrudni człowieka tylko dlatego, że można mu zapłacić mniej. Zatrudniamy wtedy jak mamy dla niego zajęcie, które da nam zysk i zwróci koszty zatrudnienia.

    Wogóle, skąd ta obsesja płacy minimalnej u liberałów ?

    Lubię to

  3. Zabawny jest ten świat. Jak Kominek i koleś z Antywebu dokonują zmowy cenowej za usługi (?), to jest wrzawa. Jak mamy wolny rynek i studenciaki IT go „psują” zaniżając ceny, to też mamy wrzawę. Rozumiem, że wg. toku rozumowania mt3o, najlepiej być kimś w rodzaju Apple: zbudować kościół i kosić za normalne produkty cenę x3.

    Albo zachować status quo! Państwo narzuca minimalną marżę i mamy bardzo biedną klasę średnią (produkty) i bogaczy. Wtedy student nie dorobi i nikt nie zaoszczędzi, ale socjalista będzie zadowolony, right?

    @torero:

    „Życie nie jest bajką, życie jest bitwą”

    Świetny cytat. Skąd to?

    Lubię to

  4. Nie rozumiem, po co miałby zatrudniać 2 osoby zamiast jednej (za trochę większe pieniądze, jak rozumiem), jeśli brak jest pracy dla tego jednego ?

    Bo dwóch wykona dwa razy więcej towaru/usługi niż jeden, zarabiając tym samym dodatkowe pieniądze dla firmy? Nie, to się przecież kupy nie trzyma.

    Powiem więcej. Brak płacy minimalnej to więcej miejsc pracy (bo czemu nie rozwijać działalności, skoro można?), więcej miejsc pracy to mniejsze bezrobocie, mniejsze bezrobocie to mniejsza podaż pracy. Czyli co? Czyżby…. Ach niemożliwe, ale wygląda na to, że wzrost cen tejże, zwanych potocznie płacą.

    Oto dlaczego. Ale po co myśleć samodzielnie, jeśli można zamiast tego poczytać Marksa/Lenina? 😉

    Lubię to

  5. @quest: Z punktu widzenia firmy – to jest sytuacja idealna, nie sądzisz? 😉 a bardziej na poważnie, to po iluś przypadkach ludzi (znaczy się, ich byłych klietnów) którzy sądzą że robienie stronek to takie byle co, że można gimnazjalistów zatrudnić albo kraść skrypty/design/logo, mam już dość. Bo tacy ludzie psują branżę i klienta trzeba najpierw solidnie edukować zanim będzie można z nim współpracować.

    Lubię to

  6. Co to ma do rzeczy?
    Gdyby gimnazjalista musiał zapłacić za siebie podatki, zus, prąd, licencje itp, to sytaucja wyglądałaby trochę inaczej. Pracują na czarno, odwalają fuszerkę, zostawiają po sobie bajzel, a klient później chce płacić tyle samo ile płacił wcześniej. To jest ok? A co byś powiedział, gdyby w warsztacie samochodowym zamiast nowego paska klinowego, ktoś zaproponował że założy ci kradziony albo ze szrotu?
    Parcie na spadek ceny pracy skutkuje spadkiem jakości tejże pracy. Jeśli firma nie może zatrudnić drugiego człowieka do pracy, by zwiększyć wydajność i produkować więcej, to coś jest z tą firmą nie tak, pensja minimalna ma tu prawie zerowy wpływ. Szczególnie, że jest gazylion sposobów na ominięcie płacy minimalnej.

    Poza tym, mój nick nie ma na końcu ZERO!

    Lubię to

  7. Jesteś przedsiębiorcą i nie widzisz tej prostej korelacji? Cena = jakość.

    Po pierwsze nie musisz godzić się na stawkę gimnazjalisty. Po drugie, gimnazjalista, który schrzani projekt de facto napędza ci klientów. Jak źle wykona pracę, to niezadowolony klient wszystkim rozpowie o jego braku profesjonalizmu i koleś nie dostanie więcej zleceń. Po trzecie, fuszerkę trzeba będzie poprawić. Taki klient uderzy wtedy do firmy, a nie do „tanioroba”. Po czwarte, jeśli klient chciał wydać tylko stówę na projekt to i tak by nie skorzystał z usług firmy.

    Twój przykład to fail. Oddałem auto do mechanika, aby naprawił instalację gazową. Odebrałem go z popsutą instalacją… elektryczną. Panu mechanikowi już podziękowałem, a nie wydaje mi się, abym mu mało zapłacił. Ba! Zapłaciłem mu tyle ile chciał, a nie tyle ja chciałem mu dać. I jakoś nie czuję tej jakości.

    Lubię to

  8. @quest:

    „Życie nie jest bajką, życie jest bitwą”

    Świetny cytat. Skąd to?

    Ze mnie 😀 Grzeczna interpretacja ludowego powiedzonka [czytamy szybko]: „Życie to nie je bajka, życie to je bitwa”. Nie wierzę, że tego nie znałeś 😀

    @m3to:

    to po iluś przypadkach ludzi (znaczy się, ich byłych klietnów) którzy sądzą że robienie stronek to takie byle co

    W zasadzie to quest mnie ubiegł, ale powtórzę. Jeśli każdym pikselem layoutu dasz do zrozumienia, żeś z innej gliny, niegdysiejsi klienci gimbusów sami do Ciebie przyjdą. To pisałem ja, Jarząbek, prowadzący firmę żadną miarą nie wyceniającą się w dolnej strefie stanów niskich, której sporą część klienteli stanowią „uciekinierzy od najtańszych”.

    Parcie na spadek ceny pracy skutkuje spadkiem jakości tejże pracy.

    NOT. Rynek z upływem czasu rozwarstwia się i na tworze początkowo jednolitym [vide ogłoszenia typu „szukamy informatyka” paręnaście lat temu] da się wyodrębnić segmenty – również lecąc po kryterium cena/jakość. Zauważ notabene, że nawet jeden odbiorca w funkcji czasu może się zmieniać – na początku zachce mu się wizytówki, byleby cokolwiek było, a w miarę rozwoju z dużym prawdopodobieństwem zatęskni za czymś nie tylko bardziej rozbudowanym, ale i ładniejszym estetycznie, sensowniejszym seowsko – marketingowo – estetycznie…

    Swoją drogą… stron zawodowo nie robię. Ale jeden z dwóch klientów, których miałem kiedykolwiek w tej materii, przyszedł do mnie właśnie z płaczem po „szwagrze kolegi znajomego” 🙂

    Lubię to

  9. Nie jestem przedsiębiorcą, jestem programistą. I staram się nie mieć kontaktu z klientami. Bo nie mam do nich cierpliwości, bo mnie przy nich krew zalewa.
    Sytuacja taka jaką opisałem zdarzyła się dopiero co w firmie.

    Twój przykład z drugiego akapitu jest fail, ekstrapolując: idziesz do dentysty, wychodzisz bez nerki :/ więcej do tego dentysty nie zajrzysz, tak?
    a ja chciałem napisać tak: jesteś dentystą, naprawiasz ludziom zęby. Naprawiłeś klientowi pół szczęki, a ten zaczyna do ciebie mieć pretensje, że u konkurencji to taniej, że jemu było dobrze z tymi rozwalonymi zebami, a ogóle to powinieneś go w portfolio móc wpisać (srsly, tacy ludzie też są, przykład z poprzedniej firmy: zróbcie mi logo i identyfikację wizualną, za free, wpiszecie sobie w portfolio).
    Jeszcze co do Twojego przykładu z mechanikiem, myślę że odpowiedziałeś sobie sam:

    Jesteś przedsiębiorcą i nie widzisz tej prostej korelacji? Cena = jakość.

    edit: z mojej strony EOT, mam ważniejsze rzeczy na dziś do roboty niż dyskusja o tym, dlaczego cena=jakość to za duże uproszczenie.

    Lubię to

  10. Nie jestem przedsiębiorcą, jestem programistą. I staram się nie mieć kontaktu z klientami. Bo nie mam do nich cierpliwości, bo mnie przy nich krew zalewa.

    Cóż… Twój brak empatii jest prawdopodobnie skutkiem ułomnego wykształcenia humanistycznego 😀 BP,NMSP.

    idziesz do dentysty, wychodzisz bez nerki :/ więcej do tego dentysty nie zajrzysz, tak?

    Tak. Zajrzy do niego Twój adwokat. Ale co to ma wspólnego z płacą minimalną?

    a ogóle to powinieneś go w portfolio móc wpisać (srsly, tacy ludzie też są, przykład z poprzedniej firmy: zróbcie mi logo i identyfikację wizualną, za free, wpiszecie sobie w portfolio).

    Primo, wolny kraj. A nuż widelec ktoś go tak zrobi? Secundo, wolność gospodarcza. Na takie dictum możesz odpowiedzieć klientowi: mam inną propozycję – nie zrobimy panu logotypu, ale za drobną opłatą będzie Pan mógł umieścić na swojej stronie nasz banner, co uwiarygodni Pana w oczach pańskich klientów.

    dlaczego cena=jakość to za duże uproszczenie.

    Oczywiście, że za duże, ale dość dobrze korelujące.

    Lubię to

  11. Dyskusja zeszła na boczne tory …
    Jeszcze raz: najważniejszy jest popyt – bez tego żadna likwidacja płacy minimalnej i obniżka kosztów pracy nic nie zmieni i nikogo nie zachęci do zatrudniania.
    Płaca minimalna to żadna przeszkoda dla gospodarki, na tle ustawodawstwa, biurokracji i ogólnego cwaniactwa.

    Lubię to

  12. Jeszcze raz: najważniejszy jest popyt – bez tego żadna likwidacja płacy minimalnej i obniżka kosztów pracy nic nie zmieni i nikogo nie zachęci do zatrudniania.

    Keynesistom już dziękujemy.

    Płaca minimalna to żadna przeszkoda dla gospodarki, na tle ustawodawstwa, biurokracji i ogólnego cwaniactwa.

    Po prostu jedna z wielu.

    Lubię to

  13. mt30: WWW to chyba najbardziej rozpowszechniony element świata informatycznego. Każdy, kto nie potrafił znaleźć sobie niszy, „napier* stronki”. Jest tam tyle konkurencji co wśród programistów Visual Basica w latach ’90. Oni też milionami klepali formularze do baz danych. Każdy o IQ>60 mógł się załapać. Zatem się nie dziw spadającej marży za ten kawałek chleba.
    Trzeba się rozwijać.

    Skoro jesteś taki wspaniały, siedź 5 lat i ucz się J2EE. Myślę, że po tej całej nauce będziesz takim samym n00b-em jak inni wchodzący na ten rynek. A wygrają ci, którzy 5 lat wcześniej mimo swojego lamerstwa weszli na rynek i rozwijali się w kierunku jaki chcieli klienci, a nie ich wyimaginowana ambicja.

    Zobacz sobie jak rozwijało się Indie games. Kolesie robią gry za kilka dolarów. Najpierw jakieś dziadowskie, a teraz na serio innowacyjne, zapewniające świetną zabawę. Oni też skorzystali z wolnego rynku. Dzięki temu na swoich sukcesach i porażkach mogli się dowiedzieć, co się ludziom podoba w tej dziedzinie i z luzerów zaczęli nawet posiadać własne studia.

    Quest: Świetny komć na DP :-).

    Lubię to

  14. Tym samym dokonałem autodemaskacji jako lewicowiec i orędownik sprawiedliwości społecznej, o czym Ciupak wiedział już od dawna, a cała reszta podejrzewała.

    Znaczy się, wreszcie się oficjalnie do tego przyznałeś? Łoł.

    Lubię to

  15. „Swoją drogą… stron zawodowo nie robię.”

    +1 Co więcej: gdybym nagle teraz chciał to byłbym jakieś 5 lat i 10 technologii do tyłu. Nie wiem skąd pokutuje mit, że byle szwagier z gimnazjum zrobi stronkę; łatwe to może było za czasów HTML-a 3 bez CSS-ów, teraz próg wejścia jest wyższy.

    Lubię to

  16. mt30:

    Tam jest o, nie 0.

    WWW to chyba najbardziej rozpowszechniony element świata informatycznego. (…)

    true

    Zatem się nie dziw spadającej marży za ten kawałek chleba.
    Trzeba się rozwijać.

    Trzeba mieć klientów, etc. trzeba z nimi rozmawiać, robić im dobrze, miec do nich cierpliwość i ich uczyć. ja nie mam cierpliwości uczyć że skrypty z allegro za 30zł są złe. uczyłem socjologa jak się robi tabele przestawne w excelu. wystarczy. dość.

    Zobacz sobie jak rozwijało się Indie games. Kolesie robią gry za kilka dolarów. Najpierw jakieś dziadowskie, a teraz na serio innowacyjne, zapewniające świetną zabawę. Oni też skorzystali z wolnego rynku. Dzięki temu na swoich sukcesach i porażkach mogli się dowiedzieć, co się ludziom podoba w tej dziedzinie i z luzerów zaczęli nawet posiadać własne studia.

    czy my nie za bardzo weszliśmy w temat moralizowania mnie? bo przypominam, było o płacy minimalnej i o biednych pracodawcach którzy przez zbyt wysoką płace minimalną nie są w stanie zatrudnić nowego pracownika by zwiększyć wydajność i produkować więcej. ewentualnie produkować taniej kradnąc/sprzedając produkty wadliwe.

    Nie wiem skąd pokutuje mit, że byle szwagier z gimnazjum zrobi stronkę; łatwe to może było za czasów HTML-a 3 bez CSS-ów, teraz próg wejścia jest wyższy.

    oj ilu to idiotów jest na świecie… przykład z wpisaniem logo do portfolio jest autentyczny. przyszedł taki klient do firmy która ma w portfolio orlen i pko i chciał żeby mu identyfikację za free zrobić.
    u obecnego pracodawcy przyszedł klient który tak niezbyt wiedział co chciał, najchętniej to tak, żeby on nic nie robił i żeby nic nie zmieniać, a żeby miał kogoś kto mu będzie dane na www wrzucać.
    www przedpotopowe.
    pracodawca usłyszał ode mnie, że taniej, łatwiej i szybciej zrobić przerzucić tam content do czegoś wyklikanego w 20 minut w artisteer niż ten ichni kod przeglądać, klient na propozycję nie przystał. obecnie kogoś zatrudnili, wydzwaniali do nas by ichniego szwagra z gimnazjum nauczyć jak się wstawia treści na www. witki opadły, ale co ja mam poradzić? nie strzelę focha z przytupem przecież.
    tacy klienci zdarzają się co jakiś czas w każdej branży, wierzą w bajki i mity. niedawno chyba kutek pisał u siebie o tym, że klienta trzeba edukować.

    NOT. Rynek z upływem czasu rozwarstwia się i na tworze początkowo jednolitym [vide ogłoszenia typu „szukamy informatyka” paręnaście lat temu] da się wyodrębnić segmenty – również lecąc po kryterium cena/jakość. Zauważ notabene, że nawet jeden odbiorca w funkcji czasu może się zmieniać – na początku zachce mu się wizytówki, byleby cokolwiek było, a w miarę rozwoju z dużym prawdopodobieństwem zatęskni za czymś nie tylko bardziej rozbudowanym, ale i ładniejszym estetycznie, sensowniejszym seowsko – marketingowo – estetycznie…

    dochodzimy do konsensusu, nie twierdzę że śmieciowe oferty będą jedynymi. twierdzę że będzie ich istotnie dużo, więcej niż obecnie. co się pokrywa z tym co napisałeś – wyróżniają się segmenty, także cenowo-jakościowe.

    Lubię to

  17. konsekwencje obowiązywania właśnie regulacji jak z mokrych snów PT czarnobiauej

    :]

    A dla podtrzymania wątku to dodam jeszcze, że płaca minimalna powinna dążyć do ok. 50% kwoty przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowego i winna być waloryzowana o roczny wskaźnik cen i towarów konsumpcyjnych (pot. inflację) i (jeśli jest dodatni) PKB. Obecna jej wysokość jest tak samo żenująca, jak wysokość zasiłków na dziecko i progi uprawniające do otrzymywania tychże. Dążymy do poziomu krajów UE, ale na razie wyłącznie jeśli chodzi o ceny, nie o poziom świadczeń.

    Lubię to

  18. dodam jeszcze, że płaca minimalna powinna dążyć do ok. 50% kwoty przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowego

    Jak to wyliczyłeś i dlaczego nie do ok. 47.52%? Bo z badań Instytutu ZDW im. Wishful Thinkinga wychodzi właśnie ta wartość.

    i winna być waloryzowana o roczny wskaźnik cen i towarów konsumpcyjnych (pot. inflację) i (jeśli jest dodatni) PKB.

    Kuźwa, no. O mało się bananem nie zadławiłem. Nie po to demokratyczne rządy wprowadziły papierowy pieniądz i inflacją rabują obywateli, żeby zaraz im emerytury waloryzować! Co jeszcze wymyślisz, VAT 40% i dopłaty do niego dla najuboższych przedsiębiorców? 😀 😀

    Lubię to

  19. No. Mając płacę minimalną na poziomie 50% średniej krajowej (?), to mielibyśmy multum leniwych imigrantów jak Francja czy Anglia.

    Nom, przyjmując za 100 przeciętne PKB per capita w PPS w 27 krajach Unii, wartość tegoż dla UK to 106, dla Francji 108. Dla Polski, gdzie nie ma „multum leniwych emigrantów” to aż 64 ( Źródło – Eurostat ). Wnioski? Ja wiem, że Was nie przekonam, bo pewnie trudno (?) sobie wyobrazić, że jeżeli ludzie będą mieli więcej pieniędzy, to więcej będą kupować towarów i usług, a ten Wasz (tfu) wolny rynek będzie miał paliwo 😉

    Aha, śmichy chichy i linkowanie do localhosta uważam za mało zabawne, ale się nie obrażam – żeby nie było 😉

    Lubię to

  20. Racz wziąć pod uwagę, że tam wolny rynek kwitnie od stuleci, podczas gdy nas od połowy ubiegłego wieku (od 1991 r. nieoficjalnie) gnębi czerwona zaraza i nie chce przestać. Niestety, wbrew temu, w co chcieliby wierzyć politycy, obecna sytuacja jest wynikiem poprzednich, a nie obecnych działań.

    Lubię to

  21. Ja wiem, że Was nie przekonam, bo pewnie trudno (?) sobie wyobrazić, że jeżeli ludzie będą mieli więcej pieniędzy, to więcej będą kupować towarów i usług, a ten Wasz (tfu) wolny rynek będzie miał paliwo

    To się nazywa „brednia keynesowska” i powinna być ścigana jak kłamstwo oświęcimskie.

    W takim razie spróbuj prosz odpowiedzieć z największą możliwą u Ciebie dawką konkretu na następujące:

    Więcej pieniędzy dla pracowników [ergo mniej dla pracodawców] w tym przypadku oznacza wyższe koszty pracy, i co za tym idzie – produkcji. Czy Ty mi w tym momencie nie próbujesz aby wmówić, że WYŻSZE koszty produkcji oznaczają LEPIEJ dla gospodarki?… Dyskusja staje się coraz zabawniejsza, doprawdy 🙂
    Na jakiej właściwie podstawie twierdzisz, że pieniądze wydane przez pracowników [wskutek płacy minimalnej] zostaną wydane z większą korzyścią dla gospodarki, niż gdyby zrobił to kapitalista [który różnicę między płacą minimalną a realną de facto straci], skoro pracownik wyda to na konsumpcję, a kapitalista prawdopodobnie na inwestycje?

    No i nie wiem, o co cho z tym małośmiesznym linkowaniem do localhosta, kliknąłeś i ktoś Cię shaczył? 😛

    Lubię to

  22. Aha, i jeszcze jedno: w sytuacji braku płacy minimalnej „nadwyżka” zostanie zakumulowana tak czy śmak, tyle że przez kogoś innego: zamiast jedna osoba mieć pensję dorównaną do minimalnej, ileś osób kupi tańszy produkt [koszty!] LUB ktoś na drugim końcu miasta zarobi na sprzedaży dodatkowego dobra za zysk, który ten parszywy kapitalista przyoszczędził na proletariacie.

    Podsumowując: nadwyżka zostanie w obu przypadkach, ale niższe koszty – tylko w moim.

    Lubię to

  23. Idąc tym tropem: zawyżone koszty pracy stanowią zysk pracownika, więc z tej strony w zasadzie też wychodzi na jedno. :p

    W zasadzie, bo przy płacy minimalnej jest większy przepływ gotówki, czyli wyższy podatek. 😉

    Tak naprawdę wszystko rozbija się o pytanie zasadnicze: czy lepiej, żeby kapitał znajdował się w rękach przedsiębiorczego i produktywnego kapitalisty, czy też nieprzedsiębiorczego pracownika-konsumenta.

    Lubię to

  24. Na jakiej właściwie podstawie twierdzisz, że pieniądze wydane przez pracowników [wskutek płacy minimalnej] zostaną wydane z większą korzyścią dla gospodarki, niż gdyby zrobił to kapitalista

    Na takiej, że kapitalista nie przeznaczy zysku na inwestycje, tylko na kolejnego Bentleya do kolekcji lub kolację z ręcznie łowionych ryb występujących tylko w określonym akwenie, o określonej porze. Czyli pokrótce na siebie. Oczywiście nie jest tak zawsze, ale jak wskazują dane – przeważnie.

    WYŻSZE koszty produkcji oznaczają LEPIEJ dla gospodarki?

    Nie, natomiast uważam, że większe dochody pracowników stymulują konsumpcję i polepszają warunki bytowe tego wyśmiewanego przez Ciebie proletariatu. Jak myślisz, czy wydajniejszy i bardziej lojalny jest pracownik, który jest wyspany, wypoczęty i ma pełny brzuch, czy taki, który „je śniadanie o 23 i kładzie się spać w ubraniu, bo nie zdąży na PKS”?

    Lubię to

  25. Idąc tym tropem: zawyżone koszty pracy stanowią zysk pracownika, więc z tej strony w zasadzie też wychodzi na jedno. :p

    Vide komć#28 🙂

    W zasadzie, bo przy płacy minimalnej jest większy przepływ gotówki, czyli wyższy podatek. 😉

    Ty uważaj z taką argumentacją, bo mi tu zaraz zaczną wykazywać z równania Fishera, że szybsze wpływy do budżetu uzasadniają prawo do intensywniejszego wyinflacjonowania podatników z ich majątku 😀 😀

    Tak naprawdę wszystko rozbija się o pytanie zasadnicze: czy lepiej, żeby kapitał znajdował się w rękach przedsiębiorczego i produktywnego kapitalisty, czy też nieprzedsiębiorczego pracownika-konsumenta.

    No tak. Bo tak naprawdę na końcu prawie każdej przepychanki wskaźnikowo – ekonomicznej dochodzi się do kwestii większej wydajności i ścinania kosztów czy czynników nieefektywnych [bądź „nieefektywnych”]. Dążenie do efektywności [kosztowej, ale i czasowej, jako że czas to ostatnie dobro zarządzane jeszcze en masse tak nieefektywnie] motywuje pracodawców do cięcia kosztów i szukania oszczędności, przyczynia się do upadku religii, zwiększającej się liczby rozkładających nogi na drugiej randce, zabija religię, niszczy rodzinę i uśmierca kulturę. Ale to temat na system filozoficzny, nie będę Ci go wykładał w jednym komciu 🙂 Życiowy „daytrading” wygrywa po prostu z egzystencjalną analizą fudamentalną…

    Lubię to

  26. Ożesz kurna…

    Na jakiej właściwie podstawie twierdzisz, że pieniądze wydane przez pracowników [wskutek płacy minimalnej] zostaną wydane z większą korzyścią dla gospodarki, niż gdyby zrobił to kapitalista

    Na takiej, że kapitalista nie przeznaczy zysku na inwestycje, tylko na kolejnego Bentleya do kolekcji lub kolację z ręcznie łowionych ryb występujących tylko w określonym akwenie, o określonej porze.

    Litościwie pominę fakt, że ten Bentley nie wziął się z powietrza, tylko ktoś musiał go zrobić, płacąc swoim pracownikom [ergo oszczędność na krwawicy proletariatu nr 1 oznacza zysk – albo przynajmniej płacę minimalną 😀 – proletariatu nr 2], czego Ty oczywiście nie dostrzegasz, widząc drzewa, a nie widząc lasu. No ale mniejsza.

    Coraz częściej dochodzę do wniosku [też mam swoje przykłady, a jakże, z cytowanego już wcześniej Instytutu], że fundamentalną cechą kapitalisty winna być – i jest – odłożona w czasie skłonność do gratyfikacji. Ludzie inwestujący własny majątek WIEDZĄ po prostu, że na wynik trzeba będzie czekać [również na ogół]. Jeśli nie mają tej cechy, to nie kodują nocami, nie ryzykują pożyczonymi od rodziny pieniędzmi, tylko przejadają pensję z dnia na dzień i „gratyfikują się” wszystkimi dostępnymi zasobami [choćby i wolnym czasem] również z dnia na dzień.

    Wychodzi więc na to, że gadka o Bentleyach – oczywiście zdarzają się podane przypadki – nie jest niczym innym, jak projekcją typu „co ja bym zrobił, gdybym miał tyle szmalu”. Tym różnisz się od przedsiębiorcy. Myślenie jak w anegdotce [copypasta ofc] o uczniu, który w chederze pyta mełameda, jak często zmienia koszulę miejscowy bankier. – Ooo – odpowiada mełamed – on zmienia koszulę pewnie co tydzień. – Ajajaj – zachwyca się malec – no a Rotszyld? Jak często zmienia koszule Rotszyld? – Rotszyld – zamyśla się mełamed. – Rotszyld to pewnie zmienia koszulę codziennie. – Ajajajajaj! – no a Najjaśniejszy Pan? Jak często zmienia koszulę Najjaśniejszy Pan? – Najjaśniejszy Pan – odpowiada mełamed – wkłada koszulę i zdejmuje, wkłada i zdejmuje….

    Czyli pokrótce na siebie. Oczywiście nie jest tak zawsze, ale jak wskazują dane – przeważnie.

    Skoro już zagadałeś o danych, proszę o te dane.

    WYŻSZE koszty produkcji oznaczają LEPIEJ dla gospodarki?

    Nie

    Dziękuję.

    natomiast uważam, że większe dochody pracowników stymulują konsumpcję

    Zaczynasz ogarniać szerszy kontekst 😀 No właśnie, STYMULUJĄ KONSUMPCJĘ. A nie „inwestycje”. Ergo przeżeramy zamiast się rozwijać.

    i polepszają warunki bytowe

    „Dochód przekierowany” również polepsza warunki bytowe, tyle że kogoś innego. Niekoniecznie podsiębiorcy, jak wykazałem powyżej.

    tego wyśmiewanego przez Ciebie proletariatu.

    Nigdy nikogo nie wyśmiewałem, nie wyśmiewam i nie wyśmieję z racji wykonywanej przez niego pracy. „Proletariat” użyłem tutaj wyłącznie jako „charakterystyki majątkowej”.

    Jak myślisz, czy wydajniejszy i bardziej lojalny jest pracownik, który jest wyspany, wypoczęty i ma pełny brzuch, czy taki, który „je śniadanie o 23 i kładzie się spać w ubraniu, bo nie zdąży na PKS”?

    Oczywiście, że ten pierwszy. Dlatego też a) ludzie zmieniają pracę na lepszą [bywa taka, no shit, Watson!], b) większość społeczeństwa NIE pracuje jednak na płacy minimalnej, ponieważ pracodawcę STAĆ na zapłacenie im większych pieniędzy, w oparciu o ich kwalifikację i rynkową wycenę ich umiejętności.

    Lubię to

  27. Litościwie pominę fakt, że ten Bentley nie wziął się z powietrza, tylko ktoś musiał go zrobić, płacąc swoim pracownikom

    Litościwie pominę fakt, że kupując Bentleye napędzasz sektor dóbr luksusowych.

    Wychodzi więc na to, że gadka o Bentleyach – oczywiście zdarzają się podane przypadki – nie jest niczym innym, jak projekcją typu „co ja bym zrobił, gdybym miał tyle szmalu”.

    Przepraszam za być może zbyt napastliwy ton, ale to jest bzdura wyssana z ciemiężącego klasę robotniczą palucha kapitalisty. Wie on bowiem lepiej od samych pracowników, co oni sobie myślą.

    Ergo przeżeramy zamiast się rozwijać.

    Możesz mi zdradzić tajemnicę, co ma inwestować robotnik dostający żenująco niskie wynagrodzenie? Owszem, może posłać dziecko na lepszą uczelnie, ale kosztem czegoś – na przykład wyżywienia. Podlinkować raporty jaki odsetek dzieci uczy się w szkole na przymusowej głodówce, bo ktoś ustalił zasiłki na poziomie z czapy?

    ludzie zmieniają pracę na lepszą

    Halo? Kiedy ostatnio sprawdzałeś wysokość stopy bezrobocia.

    większość społeczeństwa NIE pracuje jednak na płacy minimalnej, ponieważ pracodawcę STAĆ na zapłacenie im większych pieniędzy, w oparciu o ich kwalifikację i rynkową wycenę ich umiejętności.

    A teraz rzeczywistość. Duży udział (wciąż rosnący!) w rynku pracy mają pracownicy na śmieciówkach, ponieważ pracodawcy nie stać na zapłacenie im większych pieniędzy w oparciu o ich kwalifikacje i rynkową wycenę ich umiejętności. Często (również coraz częściej) mają do wyboru pracę na tzw. umowę o dzieło (btw. jesteśmy najliczniejszym narodem dziełodawców) bez składek na to i tamto, lub obniżenie pensji o te obciążenia. W skrajnych przypadkach „ołtsorsuje” się pracę na tego samego pracownika zmieniając umowę o pracę na umowę o dzieło z niższym wynagrodzeniem „bo jak Ci się nie podoba, to w Polsce jest kilka milionów bezrobotnych – znajde se”.

    Lubię to

  28. Litościwie pominę fakt, że kupując Bentleye napędzasz sektor dóbr luksusowych.

    A jakie to ma znaczenie, co dokładnie robi pracownik? Bo o ile jestem w stanie zrozumieć „motywację” [bo argumentacji jednym słowem określał nie będę], stojącą za Twoją ideologią, to tupania nóżką, co robotnik ma produkować, żeby jego „obrońca” poczuł się lepiej, nie ogarniam już ani na jotę.

    Przepraszam za być może zbyt napastliwy ton, ale to jest bzdura wyssana z ciemiężącego klasę robotniczą palucha kapitalisty. Wie on bowiem lepiej od samych pracowników, co oni sobie myślą.

    Masz rację. Chamstwo po stokroć. Przepraszam za być może zbyt napastliwy ton, ale to prawie takie samo buractwo, jak decydowanie, jak mają być wydane cudze pieniądze. A może nawet… mniejsze.

    Możesz mi zdradzić tajemnicę, co ma inwestować robotnik dostający żenująco niskie wynagrodzenie?

    Ależ ja się nie odnoszę, „jak ma” czy „co ma zrobić” ze swoimi pieniędzmi. Staram się nie zaglądać do niczyjego portfela, w przeciwieństwie…

    W kierunku inwestowania środków nie wypowiem się, albowiem jako plugawy kapitalista jeżdżę poobijanym „jeżdżącym złomem”, widząc na drogach zdecydowanie za dużo o wiele lepszych samochodów, niż definiowałby to standard „żenująco niskiego wynagrodzenia”. Prawdopodobnie w odróżnieniu od Ciebie nie mam więc wystarczających kwalifikacji do wypowiadania się na temat cudzych pieniędzy.

    ludzie zmieniają pracę na lepszą

    Halo? Kiedy ostatnio sprawdzałeś wysokość stopy bezrobocia.

    Bardzo dawno. Notorycznie natomiast z musu sprawdzam wysokość manier konsultantów telefonicznych różnych korporacji, wyjeżdżających z miejsca do mnie „panie Tomaszu”, jakbyśmy wypili razem wiadro wódki, nie mówiąc już o arcykompetentnych konsultantach UPC. I jestem za tym, żeby stopa bezrobocia skoczyła jeszcze wyżej, może w ich miejsce przyszliby wreszcie ludzie mający podstawowe pojęcie o swojej robocie.

    Pewien Węgier, z którym jako plugawy kapitalista [„plugawy kapitalista” – lubię to!] robię malutki, również plugawy interes, przyjechał założyć korpokonto. Przyjechał, wypalił ze mną fajek na dwie godziny, otrzymał w końcu papiery i powiedział: „Wie pan co? U nas sprawy też tak się załatwiało… przed kryzysem. Przyszedł kryzys i zostali autentycznie najlepsi. To co u was teraz załatwia się dwie godziny, po prawdziwym kryzysie klienci będą dostawali w kwadrans”.

    A teraz rzeczywistość. Duży udział (wciąż rosnący!) w rynku pracy mają pracownicy na śmieciówkach, ponieważ pracodawcy nie stać na zapłacenie im większych pieniędzy w oparciu o ich kwalifikacje i rynkową wycenę ich umiejętności.

    Ej! Ale to jest przecież mój tekst! 😀 😀 😀

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s