Wniosek o referendum Rzecznika Praw Rodziców.

Fundacja i Stowarzyszenie „Rzecznik Praw Rodziców” rozpoczęły zbieranie podpisów pod wnioskiem o referendum dotyczącego systemu edukacji. Proponowane pytania to:

  1. Czy jesteś za zniesieniem obowiązku szkolnego sześciolatków?
  2. Czy jesteś za zniesieniem obowiązku przedszkolnego pięciolatków?
  3. Czy jesteś za przywróceniem w liceach ogólnokształcących pełnego kursu historii oraz innych przedmiotów?
  4. Czy jesteś za stopniowym powrotem do systemu: 8 lat szkoły podstawowej + 4 lata szkoły średniej?
  5. Czy jesteś za ustawowym powstrzymaniem procesu likwidacji publicznych szkół i przedszkoli?

Formularze wniosków o referendum, materiały informacyjne i info o całej akcji można pobrać stąd. Idźcie, wykopujcie i zbierajcie podpisy.

30 myśli w temacie “Wniosek o referendum Rzecznika Praw Rodziców.

  1. Zastanawiałem się, czy dopisać informację z prośbą o rozróżnianie wniosku o referendum od samego referendum, ale doszedłem do wniosku, że taka oczywista oczywistość byłaby zbyt obelżywa dla czytających. Jak widać, zbytnio uogólniłem.

    Polubienie

  2. Prawdę powiedziawszy nie bardzo; z RPR nie nie jestem nijak związany poza sympatyzowaniem, kojarzę tylko historie dokoła historii, a najbardziej interesują mnie pytania nr 1 i 4.
    EDIT: a, było chyba jeszcze coś z kasacją nauczania fizyki.

    Polubienie

  3. Czy jesteś za zniesieniem obowiązku szkolnego sześciolatków?

    Tak. Powody trochę niżej.

    Czy jesteś za zniesieniem obowiązku przedszkolnego pięciolatków?

    Tak. Zakładając, że obowiązkowa jest zerówka.

    Czy jesteś za przywróceniem w liceach ogólnokształcących pełnego kursu historii oraz innych przedmiotów?

    Ten „pełny kurs historii” w moim przypadku doprowadził do „pełnej impregnacji” na zainteresowanie historią. I nie chodzi o nauczycieli, bo byli różni, a przez LO przewinęło się ich ze 3. Szkoła średnia to już etap, na którym człowiek wie mniej więcej, co go kręci – a co najmniej, czy są to nauki humanistyczne, czy przyrodnicze. Nie bez powodu zresztą tworzy się klasy z wybranym rozszerzeniem programowym. Pchanie matinfowi albo matfizowi historii przez 3 lata doprowadza do zarzygania i wykształcenia postawy obronnej. U mnie ta postawa ustąpiła dopiero pod sam koniec studiów, na których nie było ani jednego przedmiotu humanistycznego. I nie chodzi o to, że minął jakiś etap, przyszedł jakiś wiek, itp. Wcześniej nie interesowałem się historią (nawet współczesną) właśnie ze względu na uprzedzenia ze szkoły.

    Czy jesteś za stopniowym powrotem do systemu: 8 lat szkoły podstawowej + 4 lata szkoły średniej?

    Co jest złego w gimnazjum? Ja rozumiem sentymentalistów, że „przecież kiedyś było 8 klas podstawówki i 4 liceum i zobacz, jacy z nas porządni ludzie”, itp. Po pierwsze – gdy zaczynałem podstawówkę, to była ona właśnie ośmioklasowa i ze spraw pozalekcyjnych pamiętam tyle, że na wszelkich akademiach, konkursach, itp. brylowały końcowe klasy, a na zagospodarowanie dzieci po zakończeniu nauczania początkowego nie było w zasadzie pomysłu.
    Druga sprawa to psychologia (a Ty się lubujesz w tych klockach) – serio, końcowe lata podstawówki wspominam fatalnie. Te same mordy w klasie, te same mordy w pokoju nauczycielskim, a dodatkowo pogłębianie się w klasie podziałów, które powstały na samym początku szkoły. Doskonałym przykładem było moje gimnazjum, które mieściło się w dokładnie tym samym budynku, co podstawówka, po prostu ta pierwsza miała parter, a gimnazjum – piętro. Do gimnazjum szły te same dzieci, tyle, że każde z nich losowało klasy – nastąpiło więc tylko przetasowanie uczniów + zmiana części nauczycieli na tych wyłącznie gimnazjalnych. Zanim po takich zmianach zaczęły się tworzyć podziały na grupki, itp., to zdążyło się skończyć gimnazjum, więc całość przebiegła bezkonfliktowo. To samo było z liceum – mimo, że na studiach bardziej zżyłem się z ludźmi, to jednak klasę licealną wspominam lepiej. Takie zmiany wymuszają adaptację człowieka do nowych warunków i ludzi – nawet, gdy są to zmiany wyłącznie pozorne.

    Czy jesteś za ustawowym powstrzymaniem procesu likwidacji publicznych szkół i przedszkoli?

    Nie do końca rozumiem pytanie albo jestem niezorientowany w nowościach.

    Polubienie

  4. @Dandys:
    3. Zauważ, że mowa jest o liceum OGÓLNOKSZTAŁCĄCYM. Uczęszczanie do liceum ogólnokształcącego NIE JEST obowiązkiem, natomiast winno dać w efekcie człowieka umiejącego generalnie znaleźć się [oczywiście nie z marszu] w większości dziedzin. Z „mojego” matfizu ludzie szli na filologię, medycynę, IT, socjologię, dziennikarstwo, pedagogikę… i wszędzie się podostawali. Ogólniak służy jednostkom mającym generalnie troszkę więcej pod kopułą i przez to nieszczególnie jeszcze zdecydowanym. Dla reszty są zawodówki / technika / własne biznesy już w podstawówce.

    btw. „Inne przedmioty” to scalenie biologii, chemii i fizyki do „przyrody”. Do samodzielnego wyguglania.

    Co jest złego w gimnazjum?

    Kilka rzeczy:
    1. Konieczność zbyt wczesnego wyboru.
    2. Kumulacja najgłupszego wieku w czterech ścianach, kumulująca również ostracyzm względem nauki i głupie postawy. W systemie 8+4 ten wiek jest dystrybuowany pomiędzy dwie szkoły, a dodatkowo „dziadki” gimnazjalne w średniej szkole są ledwo pętakami. No offence, ale jeśli dla Ciebie „konieczność patrzenia na te same mordy” czy „grupki” były czynnikiem nie do przejścia… well, potwierdzasz tylko socjopatyczne klisze o nerdach.
    3. 3 lata to imo zbyt krótki czas, żeby wdrożyć jakikolwiek spójny program nauczania. Znajome post-gimbusy twierdzą, że pierwsza klasa to rekapitulacja podstawówki, trzecia – testy, testy, testy, a na naukę zostaje de facto tylko druga klasa.

    Polubienie

  5. Oooo, powitać wygnańca 🙂 W kwestii pytania 5. mam podobne odczucia, ale 1 i 2 przeważają. 3 i 4… cóż, skoro już mamy przejściowo żyć w etatyzmie, spróbujmy go ułożyć przynajmniej po swojemu 🙂

    Polubienie

  6. Zauważ, że mowa jest o liceum OGÓLNOKSZTAŁCĄCYM. Uczęszczanie do liceum ogólnokształcącego NIE JEST obowiązkiem, natomiast winno dać w efekcie człowieka umiejącego generalnie znaleźć się [oczywiście nie z marszu] w większości dziedzin.

    Taką wiedzę daje już gimnazjum. Wszystko poza przedmiotami ścisłymi „za moich czasów” było uzupełnieniem tego, co było już przerabiane. Tak naprawdę ciężko mi przypomnieć sobie nowe rzeczy z historii, WOS-u czy nawet języka polskiego (nie licząc lektur).

    Kilka rzeczy:
    1. Konieczność zbyt wczesnego wyboru.

    Przecież na poziomie gimnazjum nie ma jeszcze „specjalizacji”, więc czy nie przeceniasz zbytnio znaczenia tego wyboru?

    Kumulacja najgłupszego wieku w czterech ścianach, kumulująca również ostracyzm względem nauki i głupie postawy. W systemie 8+4 ten wiek jest dystrybuowany pomiędzy dwie szkoły, a dodatkowo „dziadki” gimnazjalne w średniej szkole są ledwo pętakami.

    Ostatnia klasa gimnazjum przesunęłaby się do LO. Dwie pierwsze (i to je – biorąc pod uwagę doświadczenia moje i mojej klasy – wskazywałbym jako reprezentujące najgłupszy wiek) „wiodłyby prym” w szkole.

    No offence, ale jeśli dla Ciebie „konieczność patrzenia na te same mordy” czy „grupki” były czynnikiem nie do przejścia… well, potwierdzasz tylko socjopatyczne klisze o nerdach.

    Jako nerd powinienem jednak unikać zmian, a przecież opowiadam się za czymś przeciwnym. I nie wiem, gdzie wyczytałeś o czynnikach nie do przejścia. Po prostu wskazuję (i podpieram przykładami), jak te zmiany działały na zainteresowanych. Pamiętaj też, że szkoła to jakieś 3/4 życia ucznia, więc dla pierwszoroczniaka perspektywa kolejnych 8 lat z tymi samymi ludźmi może być przytłaczająca. Tak – „grupki” i „mordy” mają duże znaczenie w tym wieku.

    3 lata to imo zbyt krótki czas, żeby wdrożyć jakikolwiek spójny program nauczania. Znajome post-gimbusy twierdzą, że pierwsza klasa to rekapitulacja podstawówki, trzecia – testy, testy, testy, a na naukę zostaje de facto tylko druga klasa.

    Masz rację. Tylko to nie jest problem szkoły, lecz programów nauczania. Bo sam do tej pory nie potrafię zrozumieć, dlaczego – przy zunifikowanych wymaganiach programowych – gimnazjum jest powtórką klas 4-6, a liceum powtórką gimnazjum. I być może to wałkowanie w kółko tego samego, zamiast posuwanie się do przodu z materiałem, było powodem mojej (a podejrzewam, że nie tylko) „impregnacji” na przedmioty humanistyczne.

    Polubienie

  7. Czy jesteś za zniesieniem obowiązku szkolnego sześciolatków?

    Nie.

    Czy jesteś za zniesieniem obowiązku przedszkolnego pięciolatków?

    Nie.

    Czy jesteś za przywróceniem w liceach ogólnokształcących pełnego kursu historii oraz innych przedmiotów?

    Nie. Jestem za zwiększeniem liczby godzin fizyki, chemii i ew. matematyki kosztem właśnie historii.

    Czy jesteś za stopniowym powrotem do systemu: 8 lat szkoły podstawowej + 4 lata szkoły średniej?

    Tak. Zdecydowanie.

    Czy jesteś za ustawowym powstrzymaniem procesu likwidacji publicznych szkół i przedszkoli?

    Tak. Zdecydowanie jestem za zwiększeniem subwencji oświatowej i ustawowym wsadzaniem do więzień tych radnych, którzy oszczędności rozpoczynają od edukacji.

    Kumulacja najgłupszego wieku w czterech ścianach, kumulująca również ostracyzm względem nauki i głupie postawy. W systemie 8+4 ten wiek jest dystrybuowany pomiędzy dwie szkoły, a dodatkowo „dziadki” gimnazjalne w średniej szkole są ledwo pętakami.

    Sam bym lepiej nie napisał. Koniec świata.

    Polubienie

  8. @Dandys:

    Taką wiedzę daje już gimnazjum. Wszystko poza przedmiotami ścisłymi „za moich czasów” było uzupełnieniem tego, co było już przerabiane. Tak naprawdę ciężko mi przypomnieć sobie nowe rzeczy z historii, WOS-u czy nawet języka polskiego (nie licząc lektur).

    No właśnie. Ja z kolei pamiętam tylko leciutko powtórzoną II wojnę światową z historii. Cała reszta ze wszystkich przedmiotów była czymś zupełnie nowym. Właśnie niechcący uwaliłeś rację bytu gimnazjów 🙂

    Przecież na poziomie gimnazjum nie ma jeszcze „specjalizacji”, więc czy nie przeceniasz zbytnio znaczenia tego wyboru?

    No dobrze, me bad. Nie tyle „wyboru”, ile całego tego bajzlu współzawodnictwa i nerwów. PO CO? Żeby było więcej ciepłych stołków dla dyrekcji? Racji bytu oddzielnych szkół, które są prostym przedłużeniem podstawówki, zwyczajnie nie ogarniam.

    Ostatnia klasa gimnazjum przesunęłaby się do LO. Dwie pierwsze (i to je – biorąc pod uwagę doświadczenia moje i mojej klasy – wskazywałbym jako reprezentujące najgłupszy wiek) „wiodłyby prym” w szkole.

    W 8+4 działało. Dodatkowo „starszeństwo” nobilitowało… a jaki masz motyw zachowywania się nieco normalniej, gdy pierwszaki nie patrzą na Ciebie z dołu, a jesteś jedynie „one in a million”, a dodatkowo prawie wyłącznie w grupie aprobującej głupie zachowania?

    Po prostu wskazuję (i podpieram przykładami), jak te zmiany działały na zainteresowanych. Pamiętaj też, że szkoła to jakieś 3/4 życia ucznia, więc dla pierwszoroczniaka perspektywa kolejnych 8 lat z tymi samymi ludźmi może być przytłaczająca. Tak – „grupki” i „mordy” mają duże znaczenie w tym wieku.

    Rzecz osobniczo zmienna, ot co. Mi nie spieszyło się ani odchodzić z podstawówki, ani z liceum – a byłem raczej typem stroniącego od ludzi kujona.

    @czarnobiaua: czemu jesteś za ograniczeniem historii? Liczysz na to, że młode roczniki nie dowiedzą się, jak w przeszłości kończyły się krecie pomysły Tobie podobnych i będzie można je powtórzyć?

    Polubienie

  9. torero: co do historii… to sorka, ale za naszych czasów 😉 a przynajmniej tu u mnie świetnie zostałam przeszkolona z historii starożytnej, poza II wojnę światową w ogóle nie wyszłam („resztę sobie doczytacie”) a godzin tego było dużo więcej niż teraz. Wygląda więc na to że program od dawna pękał w szwach i był koszmarnie ułożony. Nie zmieni się tego ilością godzin tylko rozsądnym rozłożeniem materiału.

    Polubienie

  10. czemu jesteś za ograniczeniem historii?

    Temu, że znajomość historii w niczym nie pomoże w prawdziwym życiu, czego nie można powiedzieć o pozostałych wymienionych przeze mnie przedmiotach. Dziecko uczy się dat bitew ze Szwedami, Rosjanami i innymi, a nie wie czym się różni napięcie od natężenia, czemu w gniazdku elektrycznym są dwie dziurki oraz czytając, że „znaleziono materiały, które mogły wchodzić w skład trotylu” (autentyk!) nie zapala mu się lampka ostrzegawcza.

    Polubienie

  11. Tak a’propos powtarzania historii… 3 lata tego przedmiotu w podstawówce w moim przypadku zakończyły się na dwudziestoleciu międzywojennym a 3 następne (gimnazjum), rozpoczynając całość od początku, jakoś koło I wojny. Jako że jestem w „czteroletnim liceum”, to może tylko przypadek, że doszliśmy do Hitlera. W każdej ze szkół pierwszy rok zajmowała starożytność, wałkowanie bogów greckich itd. Bez sensu.

    Polubienie

  12. Ja jestem za całkowitym zniesieniem obowiązku szkolnego i pozostawieniem niektórych szkół jako zasiłków intelektualnych. Dla tych, którzy nie potrafią i potrzebują bata nad głową ;-).

    Przynajmniej co ambitniejsi licealiści by mi nie biadolili, że nie mają czasu na zlecenia bo matura.

    Polubienie

  13. @czarnobiaua:

    znajomość historii w niczym nie pomoże w prawdziwym życiu, czego nie można powiedzieć o pozostałych wymienionych przeze mnie przedmiotach. Dziecko uczy się dat bitew ze Szwedami, Rosjanami i innymi, a nie wie czym się różni napięcie od natężenia, czemu w gniazdku elektrycznym są dwie dziurki oraz czytając, że „znaleziono materiały, które mogły wchodzić w skład trotylu” (autentyk!) nie zapala mu się lampka ostrzegawcza.

    Ależ niemożebnie bzdurzysz.

    Po pierwsze, wspomniane przez Ciebie informacje – dwojga sortu – były w programie właśnie szkoły sprzed reformy i nikomu nie działa się krzywda. Śmiem nawet twierdzić, że było to stokroć lepiej podane, wystarczy porównać zakres wiedzy inżyniera sprzed parudziesięciu lat i teraz [oczywiście w relacji do bieżącej nauki]. Da się to połączyć, jak się chce. Trzeba tylko chcieć.

    Po drugie, rozejrzyj się dokoła – wiedza o napięciu i natężeniu to już dzisiaj „rocket science”; nawet jeśli to umiesz, to w w domu naprawisz co prawda cośtam [domorosłych elektroników pomijamy, oni nauczą się tak czy śmak], ale nie za dużo, bo do większości sprzętu potrzeba pod groźbą utraty gwarancji uprawnień i autoryzowanego serwisu.

    Po trzecie, nie bardzo wiem, w czym umiejętność wyłapania błędu w wypowiedzi jakiegoś dziennikarza nt. trotylu miałaby być lepsza od umiejętności wyłapania kłamstwa [i obrony swojego stanowiska] w przypadku informacji na temat tzw. „polskich obozów koncentracyjnych”. Brak wiedzy i w jednym, i w drugim przypadku jest niefajny. Teoretycznie ani jedna, ani druga sprawa nie dotyczy nas bezpośrednio.

    Po czwarte – historia dość dobrze Cię definiuje. Jeśli jest Ci centralnie wszystko jedno, skąd się wziąłeś, dlaczego myślisz tak, jak myślisz i inne takie pierdoły nic nie znaczące wobec równań [bronię humany przeciw ścisłowcom… świat się kończy], pozostaje mi głęboko Ci współczuć, ale to jest Twój problem i nie propaguj go dalej.

    Po piąte – historia jest elementem kultury, bez niej [i paru sztuk innego „bagażu”] z wykształconym człowiekiem z drugiego końca świata to możesz co najwyżej sobie o Gangnam style pogadać [a i to nie, bo on w przeciwieństwie do Ciebie chodzi pewnie do teatru i takie tam]. Pomysły pozbawiające tej wiedzy matecznik przyszłych elit [nawet jeśli tylko intelektualnych i nawet jeśli tylko wannabe] to sabotaż co najmniej tego kalibru, jak odchodzenie od matematyki. Do znudzenia powtórzę, że mówimy o liceum OGÓLNOKSZTAŁCĄCYM.

    Byłem ostatnio u lutnika, robiącego dużo na eksport. Powiedział mi jedną, zastanawiającą rzecz – na Zachodzie mnóstwo instrumentów lutniczych idzie do „middle class”, nie mającej – i to najlepsze – nic wspólnego z muzykowaniem zawodowym. Do adwokatów, inżynierów, lekarzy… Po prostu siadają i grają razem po godzinach [mając oczywiście pieniądze na sprzęt, ale to inna bajka]. A u nas – tylko do uczniów szkół muzycznych i zawodowych muzyków, rynek „profesjonalnych amatorów” praktycznie nie istnieje. Cóż, widać tamtym zacofanym Europejczykom nikt nie powiedział w odpowiednim momencie, że uczą się nikomu nieprzydatnych umiejętności…

    Po szóste, czyli po pierwsze – postulat „przywrócenia” i historii i ścisłych NIE WYKLUCZAJĄ SIĘ, trzeba tylko zoptymalizować program. Na dobry początek – wywalić informatykę ze szkół, przynajmniej w obecnym kształcie. Jaki jest sens w kazaniu dzieciom robienia tego samego [i w dodatku na własnościowych systemach…], co robią codziennie po powrocie ze szkoły od paru lat?

    @Ika:

    Wygląda więc na to że program od dawna pękał w szwach i był koszmarnie ułożony. Nie zmieni się tego ilością godzin tylko rozsądnym rozłożeniem materiału.

    O to, to. Ale jeśli przy stałym współczynniku skretynienia w kuratorium jeszcze bardziej obcinamy wymiar historii, to efekty będą jeszcze gorsze.

    Polubienie

  14. Ogólniak służy jednostkom mającym generalnie troszkę więcej pod kopułą i przez to nieszczególnie jeszcze zdecydowanym. Dla reszty są zawodówki / technika / własne biznesy już w podstawówce.

    Nie wiem skąd się bierze twierdzenie, że LO jest dla tych którzy są „więcej”. By iść na jakiekolwiek nietechniczne studia trzeba przejść przez LO. No chyba, że umknęły mi jakieś technika prawnicze, psychologiczne, medyczne, pedagogiczne, resocjalizacyjne, marketingowe etc. I zawodówka tym bardziej zaoczna czy eksternistyczna =/= dostanie się na studia będące kontynuacją danego zakresu, a to właśnie daje LO. Chcąc iść na studia, by dostać tytuł i prawo wykonywania zawodu lekarza czy adwokata, wybieramy LO, a nie zawodówkę.

    @czarnobiaua: czemu jesteś za ograniczeniem historii? Liczysz na to, że młode roczniki nie dowiedzą się, jak w przeszłości kończyły się krecie pomysły Tobie podobnych i będzie można je powtórzyć?

    Torero, bądź miły, stroń od erystyki.
    Historia się typowemu człowiekowi do niczego nie przydaje, powiedziałbym nawet że często jest wręcz odwrotnie. Ludzie którzy przeżyli komunę wierzą w bajki opowiadane o tamtym okresie. Wystarczy włączyć telewizornię.

    Ja jestem za całkowitym zniesieniem obowiązku szkolnego i pozostawieniem niektórych szkół jako zasiłków intelektualnych. Dla tych, którzy nie potrafią i potrzebują bata nad głową ;-).
    Przynajmniej co ambitniejsi licealiści by mi nie biadolili, że nie mają czasu na zlecenia bo matura.

    Efekt będzie taki, że edukacja stanie się dobrem tylko dla wybranych, a reszta – motłoch – będzie musiała pracować. I mimo większego stażu pracy będzie mieć odcięty dostęp do lepszych stanowisk (np. lekarz, prawnik, menedżer średniego i wyższego szczebla) poprzez brak edukacji. Przerabialiśmy to kiedyś.

    A – i jeszcze jeden detal – nie masz co porównywać zakresu wiedzy inżyniera sprzed 50 lat z dzisiejszym. Ilość wiedzy do zdobycia wzrosła wielokrotnie.

    Po drugie, rozejrzyj się dokoła – wiedza o napięciu i natężeniu to już dzisiaj „rocket science”; nawet jeśli to umiesz, to w w domu naprawisz co prawda cośtam [domorosłych elektroników pomijamy, oni nauczą się tak czy śmak], ale nie za dużo, bo do większości sprzętu potrzeba pod groźbą utraty gwarancji uprawnień i autoryzowanego serwisu.

    Bzdurzysz. Bez wiedzy czym jest napięcie i natężenie nie jesteś w stanie kupić zamiennika-zasilacza do laptopa, jak obecny się spali. Srsly, ludzie są fatalnymi tłumokami w tym temacie. Znam przypadek spalonego laptopa przez to, że ktoś wepchnął wtyk od zasilacza do gniazda USB. To nic, że nie pasowało.
    Jasne, że odpowiednio zaawansowana technika jest nieodróżnialna od czarnej magii, ale to nie jest argument za tym by wychowywać coraz bardziej „humanistyczne” pokolenia technicznych debili. Wręcz odwrotnie. Już dziś przeciętny człowiek nie jest w stanie wyjaśnić w prostych słowach jak działa w samochodzie sprzęgło, ani do czego służy przepustnica.

    Po czwarte – historia dość dobrze Cię definiuje. Jeśli jest Ci centralnie wszystko jedno, skąd się wziąłeś, dlaczego myślisz tak, jak myślisz i inne takie pierdoły nic nie znaczące wobec równań

    Skąd wziąłeś tezę, że historia kraju definiuje poglądy danego człowieka? Nie ma czegoś takiego. Dwie osoby o analogicznym wychowaniu z tego samego rejonu mogą mieć skrajnie różne poglądy.

    Byłem ostatnio u lutnika, robiącego dużo na eksport. Powiedział mi jedną, zastanawiającą rzecz (…)

    Tam ludzi stać na takie hobby. Nie pomyślałeś o tym? U nas wydanie tysiąca zł na instrument to duży wyczyn. Tam 250e to niewielki wydatek. Zresztą, uogólnianie na jednym przykładzie jest błędem. Może popatrzysz na fotografów (ilu ludzi hobbystycznie pstryka zdjęcia lustrzankami?) czy inne hobby nie wymagające tak dużych nakładów czasowych i finansowych?

    Na dobry początek – wywalić informatykę ze szkół, przynajmniej w obecnym kształcie. Jaki jest sens w kazaniu dzieciom robienia tego samego

    Ile dzieciaków pisze w domu codziennie pisma w wordzie? 😀 ludzie którzy codziennie używają worda wstawiają nowe strony enterami, a wyrównanie do prawej spacjami. Serio, po Tobie takiej tezy się nie spodziewałem. Jasne, niech się młodzież uczy OOo/LO na pingwinku/bsd ale musi się uczyć. I może faktycznie powinna się tego uczyć na j.polskim a na informatyce – podstaw programowania albo logo, ale przedmiot powinien pozostać, bo komputery są dziś totalnie powszechnym narzędziem. Bardziej niż kiedyś długopis. Może lepiej byłoby wywalić ze szkół religię, jest jej więcej zajęć niż fizyki 😀 a ten przedmiot służy tylko rozwiązywaniu problemów które sam stwarza. 😛

    Polubienie

  15. Nie wiem skąd się bierze twierdzenie, że LO jest dla tych którzy są „więcej”. By iść na jakiekolwiek nietechniczne studia trzeba przejść przez LO. (…) Chcąc iść na studia, by dostać tytuł i prawo wykonywania zawodu lekarza czy adwokata, wybieramy LO, a nie zawodówkę.

    Samowystarczalny jesteś, sam sobie odpowiedziałeś 🙂

    Historia się typowemu człowiekowi do niczego nie przydaje, powiedziałbym nawet że często jest wręcz odwrotnie. Ludzie którzy przeżyli komunę wierzą w bajki opowiadane o tamtym okresie. Wystarczy włączyć telewizornię.

    Ale to trochę inna perspektywa – wiesz, za komuny myśmy byli piękniejsi, nic nas nie bolało, żony były młodsze… to nie tyle historia, ale osobiste doświadczenia bardziej. A historia się przydaje. W aspekcie historii ekonomii [choć tu sprawdza się powiedzenie, że jest ona nauczycielką życia, która jeszcze nikogo niczego nie nauczyła…], wojskowości… i takiej ogólnej. Chociażby jako szczepionka na „pedagogikę wstydu”, co widać po niektórych nieukach nawet tutaj – my źli antysemici, nietolerancja i takie tam, buuuu. A może inaczej – nie tyle jako szczepionka [choć to też], bardziej jako odtrutka. I na multum innych rzeczy.

    Efekt będzie taki, że edukacja stanie się dobrem tylko dla wybranych, a reszta – motłoch – będzie musiała pracować. I mimo większego stażu pracy będzie mieć odcięty dostęp do lepszych stanowisk (np. lekarz, prawnik, menedżer średniego i wyższego szczebla) poprzez brak edukacji.

    Ale zauważ, że ludzie już teraz wkładają kupę kasy np. w całkowicie dobrowolne MBA. Jeśli zaczną postrzegać to jako inwestycję, a nie element procedury odbioru certyfikatu [a to jest imo główną przyczyną degrengolady dyplomu], będzie OK.

    Bez wiedzy czym jest napięcie i natężenie nie jesteś w stanie kupić zamiennika-zasilacza do laptopa, jak obecny się spali. (…) Jasne, że odpowiednio zaawansowana technika jest nieodróżnialna od czarnej magii, ale to nie jest argument za tym by wychowywać coraz bardziej „humanistyczne” pokolenia technicznych debili.

    Hej, moment. NIE twierdzę, że jest to wiedza nieprzydatna i że nie powinna być nauczana. Twierdzę jedynie, że wyolbrzymiacie jej znaczenie [w ujęciu prakseologicznym], jeszcze raz nie kwestionując jej przydatności per se. Protip: ile kobiet nietechnicznych korzysta z laptopów?

    Skąd wziąłeś tezę, że historia kraju definiuje poglądy danego człowieka?

    Nie poglądy. „Duszę słowiańską” na przykład, mentalność, pewne kody / memy kulturowe…

    Tam ludzi stać na takie hobby. Nie pomyślałeś o tym?

    Pomyślałem… napisałem nawet, tylko mnie wyciąłeś 😛

    U nas wydanie tysiąca zł na instrument to duży wyczyn. (…) Może popatrzysz na fotografów (ilu ludzi hobbystycznie pstryka zdjęcia lustrzankami?) czy inne hobby nie wymagające tak dużych nakładów czasowych i finansowych?

    E? Instrumenty lutnicze zaczynają się od circa 3-4k, lustrzanki też. A fotograficy – partacze [w przeciwieństwie do skrzypków – partaczy] dobrze się maskują 😉

    A z tym nakładem czasowym to celnie trafiłeś… w swoją własną stopę [w kontekście nauczania historii właśnie] 😀

    Ile dzieciaków pisze w domu codziennie pisma w wordzie? 😀 ludzie którzy codziennie używają worda wstawiają nowe strony enterami, a wyrównanie do prawej spacjami.

    Działa? Działa. W PDFie tego nie widać, na wydruku też nie. 80/20. A jak szef pogoni w pracy, nauczą się w try miga.

    I może faktycznie powinna się tego uczyć na j.polskim a na informatyce – podstaw programowania albo logo, ale przedmiot powinien pozostać, bo komputery są dziś totalnie powszechnym narzędziem.

    ICKJ, może jeszcze mają uczyć się obsługi komórek? To też totalnie powszechne narzędzie. Co do programowania… może i racja, ale a) jakoś się nie przyjęło w programie podstawówki [to jednak jeszcze wyższa faza abstrakcji, niż dla części arcytrudna matma], b) śmiem twierdzić, że to JEDNAK wiedza specjalistyczna. Myślenia abstrakcyjnego uczy jednak porządny kurs matematyki, a takie logo per se jest doskonale nieprzydatnym narzędziem, bo niby czego nauczy? Można pokazać „pen up, pen down” [or sth], można pokazać zastosowanie funkcji do powtarzalnych czynności i chyba możliwości tego czegoś na tym się kończą. Jeśli już, dużo większą wagę kazałbym przykładać do nauki arkusza kalkulacyjnego, bo to dużo elastyczniejsze i wszechstronniejsze narzędzie.

    Może lepiej byłoby wywalić ze szkół religię, jest jej więcej zajęć niż fizyki 😀

    Eee, po co? Już lepiej w jej ramach przeprowadzić ścieżkę pn. „Wierzący naukowcy”, zaczynając od laureatów Templetona chociażby 😀

    Polubienie

  16. Samowystarczalny jesteś, sam sobie odpowiedziałeś 🙂

    No właśnie nie. Nie ma bezpośredniej relacji. To, że ktoś chce iść na studia np. prawnicze, nie oznacza że potrzebna będzie mu wiedza o budowie pantofelka czy o zachowaniu się elektronu w studni nieskończonego potencjału. W tej chwili kandydat na prawnika musi się tego uczyć, bo musi iść do LO. Tymczasem kandydat na elektronika może iść do technikum o takim profilu i ograniczyć, niewiele ale zawsze, kontakt ze zbędnymi przedmiotami. Ani jeden ani drugi nie jest „więcej”. Obecny układ „jeżeli chcesz iść na studia to masz iść do LO” jest pomyłą, IMHO.

    Ale to trochę inna perspektywa – wiesz, za komuny myśmy byli piękniejsi, nic nas nie bolało, żony były młodsze… to nie tyle historia, ale osobiste doświadczenia bardziej. A historia się przydaje. W aspekcie historii ekonomii [choć tu sprawdza się powiedzenie, że jest ona nauczycielką życia, która jeszcze nikogo niczego nie nauczyła…], wojskowości… i takiej ogólnej. Chociażby jako szczepionka na „pedagogikę wstydu”, co widać po niektórych nieukach nawet tutaj – my źli antysemici, nietolerancja i takie tam, buuuu. A może inaczej – nie tyle jako szczepionka [choć to też], bardziej jako odtrutka. I na multum innych rzeczy.

    Jesteś w stanie napisać coś jeszcze bardziej rozmydlonego by uargumentować dlaczego historia ważnym przedmiotem jest? Do mnie Twoje tłumaczenie nie trafia. (czuję się jak u Gombrowicza, Mickiewicz wielkim poetą był! szkoda że w szkole Gombrowicz potraktowany był po macoszemu, a na Pana Tadeusza, Chłopów etc poświęcono ładne kilka tygodni).

    Ale zauważ, że ludzie już teraz wkładają kupę kasy np. w całkowicie dobrowolne MBA. Jeśli zaczną postrzegać to jako inwestycję, a nie element procedury odbioru certyfikatu [a to jest imo główną przyczyną degrengolady dyplomu], będzie OK.

    Ludzie wkładają kupę forsy w kursy NLP, wkładki do butów wyciągające toksyny i w złoty medalion który uświęciła sama przenajświętsza dziewica czy w Amber Gold. To nic nie znaczy, że ktoś kupuje produkt.
    IMHO problemem obecnej degrengolady jest przekonanie że człowiek bez dyplomu jest mniej warty niż człowiek z dyplomem. Bo to napędziło ogromny popyt na dyplomy, nawet nic nie warte dyplomy.
    Od emerytowanego żołnierza marynarki usłyszałem kiedyś, cytat z kapitana pod którym pływał, taki tekst „wy beze mnie znaczycie gówno; ja bez was jeszcze mniej”.
    Gdyby wszyscy na statki mieliby być kapitanami, skończyłoby się to katastrofą. Niemniej traktowanie niższych rangą/stopniem/tytułem z góry tylko dlatego, że są niżej i wychwalanie dyplomu/tytułu/stopnia tylko dlatego, że jest tytułem szybko prowadzi do tego, że każdy chce być tym kapitanem.

    Hej, moment. NIE twierdzę, że jest to wiedza nieprzydatna i że nie powinna być nauczana. Twierdzę jedynie, że wyolbrzymiacie jej znaczenie [w ujęciu prakseologicznym], jeszcze raz nie kwestionując jej przydatności per se.

    Ja twierdzę, że wyolbrzymiasz znaczenie historii (której i tak jest dużo), pomniejszając znaczenie (w tym:praktyczne) przedmiotów ścisłych.

    Nie poglądy. „Duszę słowiańską” na przykład, mentalność, pewne kody / memy kulturowe…

    Dusza słowiańska wyniesiona ze szkoły, my ass. Ostatni raz duszę słowiańską poczułem gdy ogolony na łyso słowianin, w białoczerwonym, z domieszką zielonego, szaliku, zaproponował mi że weźmie mój telefon a mnie rozwali nos.
    Więcej wiedzy o historii zdobywają ludzie którzy bawią się w organizowanie piknikow stylizowanych na -nasty wiek czy samemu czytając książki o historii.

    E? Instrumenty lutnicze zaczynają się od circa 3-4k, lustrzanki też. A fotograficy – partacze [w przeciwieństwie do skrzypków – partaczy] dobrze się maskują 😉
    A z tym nakładem czasowym to celnie trafiłeś… w swoją własną stopę [w kontekście nauczania historii właśnie] 😀

    Widać mamy różne punkty odniesienia. Znam więcej osób zajmujących się amatorsko fotografią (i robiących to nieźle) niż muzykujących. Anyway, lustrzankę można kupić taniej niż za 4k. Można robić zdjęcia kompaktem, obrabiać je w gimpie i w większości przypadków też będzie dobry efekt.

    ICKJ, może jeszcze mają uczyć się obsługi komórek? To też totalnie powszechne narzędzie. Co do programowania… może i racja, ale a) jakoś się nie przyjęło w programie podstawówki [to jednak jeszcze wyższa faza abstrakcji, niż dla części arcytrudna matma], b) śmiem twierdzić, że to JEDNAK wiedza specjalistyczna. Myślenia abstrakcyjnego uczy jednak porządny kurs matematyki, a takie logo per se jest doskonale nieprzydatnym narzędziem, bo niby czego nauczy?

    ICKJ? Nauczy sposobu myślenia abstrakcyjngo własnie! Nie przyjęło się, bo uczyli tego totalnie nieprzygotowani do tego ludzie. Dzieciaka z pierwszych klas szkoły podstawowej nie nauczysz programowania w C, ale logo – owszem. Rozwiń to o budowanie prostych programów z klocków (tak, są do tego narzędzia i to całkiem przyzwoite).
    Człowiek, żeby docenił narzędzie typu word czy excel, musi ileś razy przemęczyć się i zrobić to samo na piechotę. Bez tego pojęcie tabela przestawna to tylko czarna magia. Bez tego mgr będzie wstawiać nowe strony w wordzie enterami, nagłówki przez formatowanie czcionki i będzie płakać że musi spis treści pisać ręcznie bo się inaczej wszystko rozwala. Albo co gorsza uczyć tego innych.

    Torero, zachowujesz się jak typowy humanista.

    Polubienie

  17. Po drugie, rozejrzyj sie dokola – wiedza o napieciu i natezeniu to juz dzisiaj „rocket science”;

    Dziękuję za wsparcie. Będę walczył o to, żeby tak przestało być. Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego mój syn umie wyrecytować kilkanaście modlitw, tzw. główne prawdy wiary, a nie wie co to I=U/R.

    Po trzecie, nie bardzo wiem, w czym umiejetnosc wylapania bledu w wypowiedzi jakiegos dziennikarza nt. trotylu mialaby byc lepsza od umiejetnosci wylapania klamstwa

    Średnio uważający na chemii uczeń szkoły średniej pękłby ze śmiechu czytając o „znalezieniu materiały, które mogły wchodzić w skład trotylu”, a dowolny nauczyciel tego przedmiotu powinien publicznie napiętnować tego typu rewelacje (profesorowie powinni rozjechać czołgami siedzibę wydawnictwa piszącego takie bzdury).

    Po czwarte – historia dosc dobrze Cie definiuje. (…) pozostaje mi gleboko Ci wspólczuc, ale to jest Twój problem i nie propaguj go dalej.

    Pozwolisz, że się nie zastosuję?

    E? Instrumenty lutnicze zaczynaja sie od circa 3-4k, lustrzanki tez.

    Lustrzanki zaczynają się od 1,5 kilozłotego. Aha, właśnie – ekonomię też bym rozszerzył. Może być zamiast godziny wychowawczej.

    Polubienie

  18. mt3o: i chodził na religię 😉

    A tak btw to popieram wywalenie tego „przedmiotu” ze szkoły. Natychmiast zyskuje się 2 godziny tygodniowo. Kwestie finansowe też od razu wyglądają lepiej. Nie trzeba będzie płacić kościołowi za coś co wg jego własnej ideologii powinno być robione za darmo tylko i wyłącznie w imię wyższych celów.
    W-f też do reorganizacji, bo co z tego że są 4 godziny jak się dzieciarnia tłucze podczas nich w 2 ognie a co to gimnastyka korekcyjna czy ogólnorozwojowa nie wiedzą. Wystarczą 2 godziny tylko z sensem. No to już mamy 4 godziny tygodniowo na dowolny sensowny cel – fizyka/matematyka/chemia/ekonomia.

    Historii spokojnie wystarczy, tylko lecieć od początku do końca raz! Na początku dzieciaki będą się uczyć bajek w stylu starożytność i średniowiecze a potem będzie coraz poważniej do czasów współczesnych w klasie maturalnej.

    A i jeszcze jedno. Podręczniki w większości należałoby na elektroniczne, bo teraz to jest śmiech na sali. Nie dość że kosztuje toto majątek to dzieciarnia targa jakieś niepoważne kilogramy kolorowej makulatury. Mają szafki w szkołach ale nie wolno tam książek zostawiać, bo potrzebują je w domu do zadań %-) Paranoja…

    Polubienie

  19. za szkolnych czasów nie kupowałem książek tylko robiłem xero 😉 inna sprawa że wtedy u mnie w domu na komplet nowych podręcznikow nie bylo.
    Książki, znaczy się kopie zostawały w szkole a prace domowe robiłem z internetu/rano/na przerwie przed lekcją. Ot meandry edukacji.

    Polubienie

  20. Pewnie można. Nie próbowałam. Nie mam pojęcia ile teraz ksero kosztuje i na ile to się opłaca. Nie wiem także jak to będzie przyjęte w szkole.
    Natomiast sam fakt, ze bez „haków” (o ile istnieją i się opłacają) na podręczniki lekko wydaje się 300-400 zł uważam za skandal. Do tego tak jak pisałam. Papier waży swoje a te kilogramy dziecko nosi na własnych plecach.
    No i mówimy o młodszych dzieciach (kolorowe obrazki), nie o liceum, gdzie podręczników się nie nosiło, bo się miało w zadzie co nauczyciele na to powiedzą, oraz niespecjalnie nawet starało się skompletować akurat te aktualne 😉

    Polubienie

  21. To, że ktoś chce iść na studia np. prawnicze, nie oznacza że potrzebna będzie mu wiedza o budowie pantofelka czy o zachowaniu się elektronu w studni nieskończonego potencjału.

    No nie będzie. Na ogół. Ale Ty przecież zdaje się byłeś właśnie za zwiększeniem programu nauk ścisłych?

    Jesteś w stanie napisać coś jeszcze bardziej rozmydlonego by uargumentować dlaczego historia ważnym przedmiotem jest? Do mnie Twoje tłumaczenie nie trafia.

    A cóż ja Ci poradzę? Argumentacją typu „bo rozmydlone” można uwalić potrzebę każdej nauki. Voila: po co rozróżnienie napięcia i natężenia, skoro dla nieelektryków przyda się może raz na kwartał, albo i to nie? Jak często ludzie palą zasilacze? Jak udowodnić przydatność programowania w podstawówce, skorzysta z tego [kiedykolwiek] w porywach jakieś 20% dzieci? Do nauki logiki jak raz nadaje się – tadam! – logika klasyczna, którą ztcmw przesuwa się coraz dalej i dalej…

    W ten sposób do niczego nie dojdziemy. I powtórzę jeszcze raz: trzeba tak samo uczyć ścisłych, jak humany. Humanista nieumiejący liczyć to tragedia – ale technik [jakikolwiek] mający pisane na poziomie trepa i wysławiający się tak, że zęby bolą, to tragedia jeszcze gorsza. Czegóż Ty ode mnie oczekujesz w materii konkretnego dowodu? Wzoru na zależność między znajomością lektur a PKB?

    szkoda że w szkole Gombrowicz potraktowany był po macoszemu, a na Pana Tadeusza, Chłopów etc poświęcono ładne kilka tygodni

    I bardzo dobrze. Jak chcę zwątpić w bliźniego swego i olewać wszystko dokoła, to wystarczy włączyć „Kiepskich” albo TVN, niepotrzebny mi Gombrowicz. Ten sam poziom. No ale DGCC 😛

    btw. „Chłopi” to akurat Nobel, i to jeszcze w miarę obiektywny, bo z czasów apolitycznych, więc by się przydało się.

    Ludzie wkładają kupę forsy w kursy NLP, wkładki do butów wyciągające toksyny i w złoty medalion który uświęciła sama przenajświętsza dziewica czy w Amber Gold. To nic nie znaczy, że ktoś kupuje produkt.

    A co w takim razie znaczy? Kto wybierze Obiektywnie Przenajświętszą Komisję Do Ustalania Tego, Co Znaczy?

    FYI: w normalnym systemie zweryfikowałby to rynek. Na Zachodzie zweryfikował, u nas jeszcze trzeba trochę czasu.

    IMHO problemem obecnej degrengolady jest przekonanie że człowiek bez dyplomu jest mniej warty niż człowiek z dyplomem.

    A tu zgoda. Złośliwi wskazaliby w tym miejscu na założenia pewnych reform oświatowych sprzed paru lat…

    Ja twierdzę, że wyolbrzymiasz znaczenie historii (której i tak jest dużo), pomniejszając znaczenie (w tym:praktyczne) przedmiotów ścisłych.

    A ja twierdzę, że nie. I że nie pomniejszam; no ale skoro wiesz lepiej ode mnie… Próbuję tylko zastosować Twoją argumentację do nauk ścisłych, żeby pokazać Ci, że nie tędy droga.

    Dusza słowiańska wyniesiona ze szkoły, my ass.

    A chociażby literatura. Po ukończeniu szkoły, klasyków czytam w tym narodzie chyba już tylko ja…

    Ostatni raz duszę słowiańską poczułem gdy ogolony na łyso słowianin, w białoczerwonym, z domieszką zielonego, szaliku, zaproponował mi że weźmie mój telefon a mnie rozwali nos.

    To miasto zdecydowanie Ci nie służy. Zmień dynamiczną stolicę z monotematyczną jak widzę emanacją słowiańszczyzny na miasto, gdzie chodzi się z księżycem w butonierce, ale na wszystko trzeba czekać na pojutrze, bo jutro wszyscy od tego chodzenia z księżycem będą niewyspani, i jego szwagier też 😛

    Widać mamy różne punkty odniesienia. Znam więcej osób zajmujących się amatorsko fotografią (i robiących to nieźle) niż muzykujących. Anyway, lustrzankę można kupić taniej niż za 4k.

    Piszę o porównywalnej klasie sprzętów. Instrument marki instrument też możesz kupić za <1k. A rzecz od dobrego lutnika [niekoniecznie stradivarius] to coś zbliżone w koszcie do pełnej klatki z osprzętem.

    ICKJ? Nauczy sposobu myślenia abstrakcyjngo własnie! Nie przyjęło się, bo uczyli tego totalnie nieprzygotowani do tego ludzie.

    Więc trzeba zacząć od przygotowania ludzi, a nie od rozpiżdżania wszystkiego do góry nogami, „a potem się zobaczy”. Ludzie z PL uciekają, bo roboty nie ma, w kasie pusto, u sąsiadów padaka, a ci zamiast inwestować w kształcenie kadr, upychają przedszkolaki z w miarę przygotowanych przedszkoli do szkół. A kadra „się doszkoli”. A sensownej kasy na to jak nie było, tak nie ma.

    Z tą różnicą, że to nie inwestycja, której zaniechanie zemści się co najwyżej ekonomicznie. To są żywi ludzie, a dla większości przypadków wiedza zdobyta bądź niezdobyta w szkole będzie stanowiła podstawy do dalszego wzrostu.

    Bez tego mgr będzie wstawiać nowe strony w wordzie enterami, nagłówki przez formatowanie czcionki i będzie płakać że musi spis treści pisać ręcznie bo się inaczej wszystko rozwala. Albo co gorsza uczyć tego innych.

    Good point! A bez wykształcenia humanistycznego mgr nie będzie umiał złożyć zdania bez wulgaryzmu [choć to chyba raczej jednak psychika siada], jakiekolwiek sklecone przezeń pismo będzie wołało o pomstę do nieba, a zdanie bez błędu ortograficznego to będzie u nich rzadkość większa niż dukat Łokietka. Nie udawaj, że tego nie widzisz.

    btw. Gdyby Jobs nie poszedł na całkowicie teoretycznie bezużyteczne zajęcia z kaligrafii, pewnie do tej pory uznawalibyśmy jeden krój pisma komputerowego za użyteczny standard.

    Torero, zachowujesz się jak typowy humanista.

    BMISOE 😉

    @czarnobiaua:

    Po drugie, rozejrzyj sie dokola – wiedza o napieciu i natezeniu to juz dzisiaj „rocket science”;

    Dziękuję za wsparcie. Będę walczył o to, żeby tak przestało być. Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego mój syn umie wyrecytować kilkanaście modlitw, tzw. główne prawdy wiary, a nie wie co to I=U/R.

    A jaka religia, że tak uprzejmie spytam? Bo w katolickiej kilkanaście modlitw != główne prawdy wiary. Tak na marginesie.

    I jaka specjalność? Jeśli ścisła… zmień mu szkołę. Jeśli humana… będzie mu to potrzebne mniej więcej w tym samym stopniu, co „wiedza o budowie pantofelka czy o zachowaniu się elektronu w studni nieskończonego potencjału”, jak to ujął Kolega powyżej. Mi od czasów liceum wiedza taka nie przydała się ani razu, a grzebię trochę w komputerach i wykonuję proste naprawy domowe.

    [to NIE JEST kuźwa deprecjonowanie czegokolwiek. To jest odwrócenie Waszego toku rozumowania]

    Po trzecie, nie bardzo wiem, w czym umiejetnosc wylapania bledu w wypowiedzi jakiegos dziennikarza nt. trotylu mialaby byc lepsza od umiejetnosci wylapania klamstwa

    [nt. tzw. „polskich obozów koncentracyjnych”- dopisek mój].

    Średnio uważający na chemii uczeń szkoły średniej pękłby ze śmiechu czytając o „znalezieniu materiały, które mogły wchodzić w skład trotylu”, a dowolny nauczyciel tego przedmiotu powinien publicznie napiętnować tego typu rewelacje (profesorowie powinni rozjechać czołgami siedzibę wydawnictwa piszącego takie bzdury).

    m3to, prosiłeś o inny dowód przydatności nauk humanistycznych. Otóż, jak widać na przykładzie powyżej, nauki humanistyczne upraszczają flejmy, pozwalając na ogarnięcie pytania nawet wówczas, gdy nie jest ono pytaniem w sensie gramatycznym.

    Aha, właśnie – ekonomię też bym rozszerzył. Może być zamiast godziny wychowawczej.

    Z tym się zgodzę. Ale… jaką ekonomię? Bo jeśli rezygnujemy z paranauk, to należałoby zacząć od keynesizmu 😛

    Torero uczył się w szkole historii zamiast chemii dlatego mu to nie przeszkadza 😛 MSPANC

    Cóż… chemia faktycznie nie idzie mi najlepiej, natomiast Wy raz za razem potwierdzacie na własnych przykładach niezbędność nauk humanistycznych, pomagających np. w rozumieniu pisanego. Po raz n-ty powtórzę: NIE deprecjonuję ścisłych, domagam się tylko większego poszanowania humany [niekoniecznie w aktualnie proponowanym kształcie].

    @Ika:

    W-f też do reorganizacji, bo co z tego że są 4 godziny jak się dzieciarnia tłucze podczas nich w 2 ognie a co to gimnastyka korekcyjna czy ogólnorozwojowa nie wiedzą.

    Zaprzyjaźniona gimbuska uczęszcza do klasy sportowej. SPORTOWEJ. Tylko w tym roku na kilkanaście zajęć basenowych drugi albo trzeci raz była JEDYNĄ dziewczyną z klasy [spośród circa 10], zdolną do pływania. Reszta dolegliwości, zwolnienie stałe lub permantentne, prozaiczna nieobecność, dysgrafia… 😉

    Nie dość że kosztuje toto majątek to dzieciarnia targa jakieś niepoważne kilogramy kolorowej makulatury.

    A wystarczyłoby, żeby ministerstwo w procesie certyfikacji z zasady uwalało podręczniki „wypełnialne”. Ebooki oczywiście zgoda.

    Polubienie

  22. Przyznaję uczciwie, że nie przeczytałem całej dyskusji. Ale tak:

    i 2. Tak.
    Nie wiem.
    i 5. Nie.

    Zawężenie podstawy programu większości przedmiotów w LO ma wbrew pozorom i dobre strony. Bodaj tyle samo, co i złych. Pamiętajmy jednak, że świat się zmienia. Dziś politechniki notorycznie wprowadzają zajęcia wyrównawcze dla kandydatów/studentów pierwszych lat, bo wymagania maturalne, a wymagania wstępne na studia techniczne to dwa różne światy. A rozwój techniczny zmusza do coraz większej i coraz wcześniejszej specjalizacji, a nie na odwrót, niestety.

    Uważam, że wprowadzenie gimnazjów było najgłupszą rzeczą, jaką dało się zrobić z edukacją. Tym niemniej dziś powrót do starego systemu może wyrządzić więcej szkód niż przynieść pożytków. Z dwojga złego wolę już zostać przy tym, co jest. Pamiętacie, ile było zamieszania z tworzeniem tego bajzlu, wprowadzaniem testów kompetencji, niewiadomych co do nowych programów, wyodrębnianiem (zazwyczaj sztucznym, ale jednak) podstawówek i gimnazjów? Naprawdę chcecie to jeszcze raz przechodzić, zafundować te stresy swoim dzieciom? Osobiście uważam, że gra nie jest warta świeczki.

    Polubienie

  23. @Świętomir: nasze dzieci przeżyją jeszcze dwie gruntowne reklamy szkolnictwa, siedem pomniejszych, wprowadzenie euro, wyprowadzenie euro, podatek katastralny [właśnie zaczęły się przymiarki, zwane dla ściemy zasadnością wymiaru podatku od nieruchomości], parę zawodów miłosnych i mnóstwo innych zaskakujących spraw, więc naprawdę jeden drobny wypieprz gimnazjów pro publico bono nie zrobi im różnicy… 😉
    EDIT: Ty weź Świętomir się przeredaguj się w ostatniej odpowiedzi, bo na pytania odpowiadasz przy takim formatowaniu jak nie przymierzając Tusk 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s