Hobbit.

Film bezdyskusyjnie jest świetny, niemalże idealny.

Wieeeelkim fanem Tolkiena bynajmniej nie jestem [wielkim i owszem], bo choć zarówno „Hobbita”, jak i „Władcę” przeczytałem [daaawno] kilka razy, to z drugiej strony nieogarnięty „Silmarillion” kurzy się w biblioteczce od bodaj dziesięciu lat. Ale proza mi się podoba i uważam, że ekranizacje Jacksona to najlepsze, co mogło się jej przydarzyć [czy jeśli Tokienowi życzyłbym Szczerbica, a Sapkowskiemu Jacksona, byłabyż to „mowa nienawiści”?…]. Wczoraj z racji napiętego harmonogramu życia w Układzie nie szukałem pokazów 6D czy extended UltraMegaHFR, a korzystając z jednego z nielicznych okienek czasowych poszliśmy na seans zwyczajny.

Być może kilkukrotne przeczytanie to za mało, ale nie mogłem się doszukać jakichś fabularnych dłużyzn, na które marudzi Sieć, prawie wszystko zostało zrealizowane jak należy. Włamyhobbit był, ejdżent Smi… cojogodom: Elrond był, wargowie byli, wszystko było. „Prawie wszystko” zostało zrealizowane jak należy, bo kiepsko zrealizowana scena z trollami była [gdzież owo gandalfowo grzmiące „Świta dzień, co was w kamień obróci!”?], za dużo motywu pomsty na Thorinie przez tego wielkiego orka było, no i zdecydowanie za dużo hippie Ranigasta… cojogodom, Radegasta. Ale – poza tym ostatnim – fabuła jest w zasadzie ciągniona jak należy, w zasadzie zgodnie z oryginałem, nie ogarniam więc utyskiwania na dłużyzny chociażby kolegi zza miedzy. A, no i na takim poziomie kina Jackson z czystym sumieniem mógł sobie darować nawiązania do „Władcy”, będące li tylko i wyłącznie puszczaniem oka do każuali.

Dla marud, utyskujących na umowność zacnych skądinąd scen przemocy mam fatalną wiadomość: jest dużo gorzej, niż się z pozoru wydaje, nie idzie tylko o akcję, w ogóle wszystkie te hobbity, gandalfy, elrondy i krasnoludy to jedna wielka ściema! Poważnie mówiąc, w tych scenach łapanie się za koniuszki palców nad przepaścią czy niemożliwe układy szermiercze siakoś mnie nie bulwersowały. Ale sceny, gdzie nieszczególnie imponujące posturą krasnoludy wespół z Gandalfem zgarniają półtora raza większe od siebie orki z jęzora skalnego przy pomocy jakiegoś drąga, mogły faktycznie była zostać lepiej zrobione. DGCC.

Ale to szczegóły. Film jest kapitalny i obejrzeć należy go bezwarunkowo, robiąc wyjątek od reguły, w myśl której w kinie w miarę możliwości kulturalni ludzie siadają jak najdalej. O ile tylko dopisuje wzrok, na filmach Jacksona siadać należy w jednym z pierwszych rzędów. Wówczas co prawda oczy wychodzą za uszy, jak nie przymierzając Tytusowi na „Strzałach znikąd”, trzeba się do tego przyzwyczaić, no i jeśli jest się skazanym na napisy, oznacza to pewien dodatkowy dyskomfort, ale za to wrażenie tkwienia w środku akcji jest niezaprzeczalne i nieporównywalne z niczym. Prędziutko do kina proszsz.

12 myśli w temacie “Hobbit.

  1. <maruda>Wargowie nie gadali, no ani słowa, żaden nic z pyska nie puścił, tylko warczenie, wycie, no i może pianę czasem. A gadające wilki to było przecież COŚ</maruda>. Nie wiem dlaczego tak zdecydowano we „Władcy” i dlaczego tutaj podobnie: mordowanie orków OK, ale zabijania mówiących zwierzątek by nie dopuścili na PG13 czy coś?

    Polubienie

  2. @ejdzej: no w sumie racja, wargowie gadający jakoś mi umknęli. Coś kojarzyłem, że pod drzewami krasnoludzkimi chyba ktoś coś śpiewał, ale z tyłu głowy mi zostało, że to orkowie byli. btw. czy wg Was też orkowy to jakaś pochodna niemieckiego? 😀

    @Jezuch: kino moralnego niepokoju w sali obok 🙂 Efekciarstwo i przesłodzony patos to ja w „Narni” widziałem, ewentualnie w HP, ale tutaj?…

    Polubienie

  3. Wiesz, „Atlas Chmur” też niby nudny sentymentalizm, czy jakoś tak, a podobał mi się bardzo 🙂 Może po prostu miałem zbyt wygórowane wymagania. Ale zdania nie zmienię, że można było to zrobić nieco subtelniej 😉 Aha, Bilbo też się broni. Martin Freeman też się pojawia jako Dr Watson w serialu „Sherlock” i też jest tam dobry 🙂

    Polubienie

  4. To i ja ponarzekam.

    Scena z trollami została dokumentnie skopana. wszystko jest zupełnie inaczej niż w książce, i to w dodatku dużo gorzej. Głupiej. Bilbo nie dał się złapać tylko z krzaków naśladował głosy trolli, doprowadzając do bójki. No i gandalfowy świt też do bani.
    Dłużyły mi się dwie sceny: ucieczka przez kopalnie goblinów i bitwa skalnych giganŧów. Sceny same w sobie fajne, ale za długie.
    Bilbo z mieczem w garści ratujący Thorina przed niechybnym zgonem nieomal doprowadził mnie do porzygu. Dlaczego, to zaraz wyjaśnię, bo najpierw godzi się wspomnieć o:
    Scenie, gdy Bilbo dołącza do drużyny po ucieczce z kopalń. Otóż w książce Bilbo przy użyciu pierścienia zakrada się do obozu karsnoludów, zyskując tym sobie ich poklask i wielkie uznanie. Od tego czasu Bilbo jest w oczach kransnoludów (i własnych) prawdziwym włamywaczem. Bardzo ważny element, w filmie kompletnie pominięty.
    Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie miał teorii na ten temat. Przypatrzmy się jeszcze raz trzem krytykowanym scenom: trolle, powrót Bilba i walka na skraju przepaści. Jak jest w książce, a jak w filmie? Otóż w książce Bilbo jest wygodnickim, trochę niezdarnym, ale jednak inteligentnym (trolle!) i pomysłowym hobbitem, który szybko dopasowuje się do nowej roli. Zyskuje uznanie towarzyszy jako świetny włamywacz.

    Jackson zrobił z niego nieomal bohaterskiego wojownika (Thorin!). Jeszcze bardziej fajtłapowaty niż w książce hobbit-włamywacz zyskuje uznanie krasnoludów, wykazując się męstwem w walce. WTF? A z kolei element „włamywania się” zostaje konsekwentnie pominięty. I to jest właśnie tani do porzygu patos, który w całym filmie nie podobał mi się najbardziej. Bleh.

    Ale poza tym film z pewnością wart jest obejrzenia, nie twierdzę, że nie. 🙂

    Polubienie

  5. @Świętomir:
    1: ZTCP to Gandalf udawał, nie Bilbo. Ale może źle pamiętam.
    4. O tym zapomniałem napisać, też mi się to nie podobało.

    Różnice w naszym postrzeganiu [choć w sumie niewielkie] biorą się pewnie stąd, że gdzieś tam z tyłu głowy mam w sumie ekranizację paru pierwszych części „Opowieści z Narni”, która nie podobała mi się w ogóle, i „Wiedźmina”, o którym już w ogóle pisać się nie godzi, i przyrównuję do. A na tle tych dwóch „Hobbit” jaśnieje jak śnieg – kawał porządnego, epickiego – pardon my french – fantasy. Klasa niedościgniona, mimo iż niedoścignienie na tle konkurencji to nie taka znów wielka sztuka.

    Polubienie

  6. ZTCP to Gandalf udawał

    Teraz mi zmąciłeś umysł i sam już nie wiem. :p Ale po książkę iść mi się nie chce. Zresztą nie zmienia to specjalnie faktu, że skopano bezprzykładnie jedną z najzabawniejszych, najfajniejszych scen całej książki. 😉

    Klasa niedościgniona, mimo iż niedoścignienie na tle konkurencji to nie taka znów wielka sztuka.

    Otóż właśnie. 😉

    Polubienie

  7. @Świętomir: Bilbo mógł sobie wyrobić reputację przez sam fakt, że wymknął się z więzienia, z którego krasnoludy wyrąbywały sobie drogę magią, mieczem i drągiem do strącania orków. Ale tak poza tym wszystko się zgadza.

    Polubienie

  8. btw.

    „Bilbo już zrozumiał wszystko. To głos czarodzieja podżegał trollów do waśni i kłótni tak długo, aż brzask ich zaskoczył”. Who’s your daddy, Świętomir? 😀

    Polubienie

  9. ejdzej, pewnie. Tyle tylko, że po zachowaniu krasnoludów (zwłaszcza Thorina), wywnioskowałem coś wprost przeciwnego. 😉

    Wybacz, torero, że Cię rozczaruję, ale nie mam zwyczaju dyskutować z faktami. Flejma nie będzie, sorry Winetam. Mój błąd, a Twoja racja. :p

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s