QOTE.

– Jak pan sobie radził z zarządzaniem czymś takim [podziemną drukarnią za komuny, wydającą „Tygodnik Mazowsze” – przyp. mój]?
– Nie poradziłbym sobie, gdyby nie ogromna rzesza ludzi, którzy nam pomagali. Pewien profesor – wykładający teraz literaturę francuską w Stanach – przyszedł raz do mnie i powiedział: „Wiesz, bardzo chcę coś zrobić, ale daj mi coś takiego do roboty, za co można dostać najwyżej półtora roku”.
– Więzienia?
– Oczywiście. I dodał: „Rozmawiałem z żoną i na tyle możemy się zdecydować”.

Fragment rozmowy z Tadeuszem Winkowskim, zamieszczony w książce L. Kostrzewskiego i P. Miączyńskiego „Łowcy milionów”, wydanej w „Bibliotece Gazety Wyborczej” [cicho tam! :D] Jestem na 72. stronie i jak dotychczas, poza nazwaniem przez kogo innego Geremka „wielkim demiurgiem” [UPDATE: i jakimśtam passusie na RAZa] nie znalazłem niczego kopiącego po oczach, za to resztę czyta się bez mała bombastycznie, przynajmniej do tej pory, rzecz naprawdę niesamowita. I w zasadzie nie jest to nawet znienawidzona tutaj „literatura motywacyjna”, tylko zbiór gadanych autobiografii, jest nawet wywiad z Iwińskim z CD-Projektu twierdzącym, że fejs narusza prywatność i takie tam, więc widać z milionerami nie jest aż tak źle, jak to się Ciupakowi i całej reszcie tego czerwonego badziewia wydaje. Być może w dalszej lekturze wyjdzie coś odrzucającego [UPDATE: skończyłem – nie wyszło, w zasadzie nawet raczej wprost przeciwnie], ale jeśli nawet, odrzuci mnie to od interlokutora [książka to zbiór wywiadów z panami – ach, ten seksizm w „Gazecie Wyborczej”… – śpiącymi na milionach], ale raczej nie od książki per se. Marketing, sprzedaż, strategie, handel bazarowy, myślenie systemowe… do Empiku jutro przed sumą, prędziutko.

16 thoughts on “QOTE.

  1. Może to dlatego, że „literatura motywacyjna” powinna być kierowana do silnych endo-dynamicznych jednostek, żeby zoptymalizowały swoje działanie.
    Tymczasem kierowana jest do słabych psychicznie ludzi, żeby poprawili swój los (haha). Większość ludzi czuje się z tym oszukana, bo to jakby „Wystartuj jutro w maratonie na 40 km, a zostaniesz milionerem jak ci sławni biegacze z olimpiady” ;D.

    Lubię to

  2. Swego czasu przeczytałam parę „topowych” motywacyjnych książek. Nie dość że w każdej jest mniej więcej to samo to jeszcze w zasadzie same oczywistości. Rozumiem, że może niektórzy mogą tego potrzebować, ale na mnie „sztuczki motywacyjne” stosowane w pracy działały jak płachta na byka i musiałam się sama mocno w sobie motywować, żeby nie bluzgnąć 😉
    Teraz patrząc po „znajomych” przedsiębiorcach to największy sukces (kasę, poważanie i zadowolenie z życia) osiągnęli ludzie totalnie normalni. Sukces wśród tych „zmotywowanych książkowo” polega głównie na tym, że… sprzedają innym szkolenia z motywacji i na tym robią największą kasę %-)

    Lubię to

  3. Ika: Ładnie napisane.
    Od siebie dodam, że aby być przedsiębiorcą trzeba czerpać przyjemność z kierowania innymi i kreowania pracy.
    To nie jest kolejny etap dla kogoś, kto wybitnie robi bułki lub pisze programy. Taki ktoś może być najwyżej niezależnym i czerpać profit z własnej wydajności/jakości/wiedzy.
    Tak mi wyszło z obserwacji i czytanek.

    Lubię to

  4. @Ika: Cóż… imo wszystko zależy od głowy, a dokładniej od nastawienia [o czym już kiedyś popełniłem notkę]. I takie książki czasem ustawiają właściwe myślenie. A czasem nie. Mam znajomego, który bardzo chętnie wszedłby w coś własnego i rzucił etat, ale wszystkie moje dwa pomysły już zdążył storpedować, w zasadzie bez racjonalnego pretekstu, nawet nie doszło do etapu kalkulacji. „Bo jak zacznę działać, to nie będę mógł marudzić, jak mi źle”. I komuś takiemu przydałaby się właśnie taka literatura, ale nie ma czasu jej przeczytać, bo już kiedyś pożyczałem mu Allena i jego „GTD”, ale nie miał motywacji do lektury 😛

    @sprae: „Tymczasem”, do kroćset. To raz. A dwa – skąd wiesz, czy będziesz czerpał przyjemność z prowadzenia firmy, zanim nie spróbujesz? Wot, zagwozdka.

    @Lotta: jeśli nie czytałaś i jakoś działasz… widać tego nie potrzebujesz, gratulacje 🙂

    [ale może właśnie tracisz okazję, by działać efektywniej?… :D]

    Lubię to

  5. torero: nie trzeba być przedsiębiorcą żeby być zadowolonym z życia i coś osiągnąć, przecież cele ludzi moga mieć różne :-> Równie dobrze można być człowiekiem pracującym na etacie i być zadowolonym z życia a do tego specjalistą w swojej dziedzinie…
    Jakby wszyscy nagle zechcieli zakładać firmy to co niektórzy nie mieliby kim zarządzać i kogo motywować 😉

    Lubię to

  6. Ależ oczywiście. Ale nie idzie tu tylko o prowadzenie firmy; naprawdę nie masz dokoła ludzi zajmujących się głównie marudzeniem / snuciem ZDW planów bez zrobienia czegokolwiek w tym kierunku / bluzganiem na czarnych czy czerwonych?

    Mam wrażenie, że w pogoni za niewiadomoczym [a może wskutek braku czasu…] sporo z nas zatraciło świadomość do bólu banalnego istnienia związku przyczynowo skutkowego pomiędzy działaniem a realizacją zadań chociażby 🙂 i w tym kontekście spora część „literatury motywacyjnej” jest tylko ponownym odkrywaniem koła – czyli stekiem banałów, ale banałów nieuświadamianych sobie przez dużą część ludzi. Ale może to tylko moje doświadczenia.

    Lubię to

  7. Wyobraź sobie, że mam zupełnie inne wrażenie. W moim obecnym otoczeniu zabiegi motywacyjne kadry kierowniczej wywołałyby jedynie faceplma 😉 Większość ma świadomość swojej wartości i wie czego chce. A marudzi głównie na rzeczy na które nie ma się wpływu i które trzeba po prostu przeczekać.

    Lubię to

  8. torero: Przepraszam za moje bugi :-). Tak myślałem, że czymś się narażę.
    Jeśli chodzi o kierowanie ludźmi. To jest oczywiście coś co można nabyć. Ale nie opłaca się nabywać tego ambicjonalnie. To jest wartość jaka kształtuje się w człowieku na przestrzeni lat przez dynamikę charakteru w wytworzonym środowisku. I jeśli masz taką wartość, to literatura w tym zakresie pomoże ci ją zoptymalizować oraz często nałożyć klapki na oczy.
    Jeśli jej nie masz, zostaniesz robotem dla którego te klapki są wyznacznikiem.

    Lubię to

  9. Najpierw Ika mi tłumaczy, że to nie tylko o robotę idzie, a potem sami ściagacie rozmowę na tematy pracowe. I co ja mam z Wami zrobić? 😀

    Roboty z klapkami… ojtam. Dobre klapki nie są złe, wszystko zależy od człowieka. Można być idiotą lekce sobie ważącym atmosferę w zespole [co notabene czasem jest plusem, choć osobiście się z tym nie zgadzam] i patrzeć tylko przez klapki cyfr, a otoh przy dbaniu o atmosferę te cyfry mogą stanowić po prostu jasne kryteria oceny i wykluczać chore podejrzenia, że X awansowała, służąc kierownikowi za materacyk na przykład. Co nawet w przypadku awansu X „ze współczynników” nie jest zawsze metodą optymalną [zasada Petera]… nic nie zastąpi własnej głowy, literatura motywacyjna również. Chociaż otoh lepiej chyba mieć jakieś durne wytyczne niż nie mieć ich w ogóle.

    Lubię to

  10. Heh… odwracasz kota ogonem i udajesz ze nie wiesz o co chodzi.

    Klapki są bez sensu. Jechanie wg szablonów „bo tak napisali” jest śmieszne i ludzie to widzą, że nie ma się tego we krwi. Co z tego że posłuchają (czyli jakiś cel tam osiągniesz) jak pukają się w czółko za Twoimi plecami a Ty chciałeś żeby Cię kochali i uważali za wodza. Nie wszyscy nadają się na amwejowskie „Yes! We can!” A może to Bob Budowniczy był… 😀

    Lubię to

  11. Jechanie wg szablonów „bo tak napisali” jest śmieszne i ludzie to widzą, że nie ma się tego we krwi.

    Ano jest śmieszne. Ale – jak napisałem w ostatnim zdaniu poprzedniego komcia – lepiej jest mieć takie podejście niż żadne. Albo niż zarządzanie wyłącznie za pomocą bluzgania na ludzi i wyzywania ich codziennie od najgorszych, bo i takie przypadki widziałem – uwierz, klapki w tamtym przypadku byłyby NAPRAWDĘ stokroć lepsze. Dla wszystkich.

    Lubię to

  12. Jeśli chodzi o normalną motywację do działania to ona też zależy od woli. Wola zależy od wartości tego działania.
    Można oczywiście spekulować wartością, by spróbować zrobić coś więcej. Jeśli i tak się nie opłaci, tym trudniej będzie się zmotywować w przyszłości przez taką spekulację i zrodzi się frustracja.
    Jedni w takich przypadkach polecają robić tylko tyle ile masz możliwości. Z czasem te możliwości będą się powiększać.
    Inni mówią o tym by wyznaczać sobie jasne cele, które należy osiągnąć za wszelką cenę.
    Czy to nie brzmi jak klapki na oczy? 😉

    Lubię to

  13. Chyba Cię nie ogarniam 🙂 Wola zależy od wartości celu, owszem. Ale zarówno wartość jest subiektywna, jak i wolę można trenować. Ogólnie rzecz biorąc, l.m. działa z tymi dwiema rzeczami poprzez postulat konieczności definiowania / realizacji celów – a ta jej część, którą czytałem [a czytałem b. niewiele, raptem pół jakiegoś Tracy’ego] nie wartościuje celów i pierwszy bym taką książkę [wartościującą] wyrzucił do kosza. A po oddzieleniu celów per se od ich wartościowania i pozostawieniu tylko tego pierwszego otrzymujemy całą stertę rad mądrych bardziej lub mniej na temat ich skutecznej realizacji.

    Nie bardzo wiem, jakich klapek można się tam dopatrywać. Logicznego wynikania? Bo jeśli te cele realizujesz przy niewielkich efektach ubocznych – jesteś skuteczny i w ogóle welcome. Ale jeśli przy tej okazji idziesz po trupach czy jesteś ślepo zapatrzony w metody nie zdając sobie sprawy z własnego kretynizmu [o ile oczywista kretynizm nie idzie w parze z wynikami], to coś jest nie tak nie tyle z samą metodą, ile z hierarchią ważności / priorytetami / etc – a to już nie przedmiot zainteresowań „mojej” l.m.

    Lubię to

  14. Wiem, sam się zapędziłem w kozi róg relatywizując na siłę wszystko tylko po to by wyszło na moje. Przepraszam za zajmowanie czasu.
    Cokolwiek bym napisał i tak wydaje mi się teraz głupie 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s