Bartoszowi Węglarczykowi gratulujemy!

Jak donoszą przekaziory, Bartosz Węglarczyk, wieloletni współpracownik „Gazety Wyborczej”, został właśnie wicenaczelnym „Rzepy” po tym, jak trotyl wysadził był całkiem poprzedni menedżment [choć przecież art konsultowano z Partią]. Redaktorowi Węglarczykowi zespół redakcyjny torero.jogger.pl serdecznie gratuluje awansu i wyraża nadzieję, że pensja uzyskana od p. Hajdarowicza okaże się na tyle wysoka, iż pozwoli mu na zakup robotów kuchennych nowszej generacji niż te, w których gdzieś kiedyś okazał się ekspertem.

Wieczorny ROTFL.

Niebezpiecznik:

W sieci TOR opublikowana została baza danych wykradziona z serwisu dla homoseksualistów gay.pl. Upubliczniona lista przeszło 37 500+ użytkowników zawiera dane takie jak: imię i nazwisko, adres e-mail, miasto, data urodzenia, adres IP z którego dokonano rejestracji oraz oczywiście hash hasła (md5 bez soli).

I komentarz warty Nobla:

To się nazywa masowy coming out.

Nieznośna lekkość druku.

Powiadają, że papier wszystko zdzierży, że pecunia non olet, że odi profanum itd. Ale żeby aż tak?

Gatunki literackie były od dawien dawna i każdy znalazł coś dla siebie. Gatunków co do zasady nie tykała moda – owszem, pojawiali się prekursorzy, potem jak zwykle stado naśladowców, na koniec legion epigonów. Ale tyczyło to się gatunku w zgodzie z krzywą życia [gatunku jako produktu lub czegokolwiek]. Ale to, co się dzieje teraz, to już przesada.

Ot, choćby kryminały. Już nie wystarczy, że powieść kryminalna sprzedaje się nieźle. Nie, specjalizacja poszła pińcset kroków dalej. Na początku był Mankell. Sprzedał się? I to jak! Więc hurra, wszyscy w Skandynawii biorą się za pisanie kryminałów. Lackberg, Edwardson, Larsson, Marklund, Persson, Roslund… chromolę chronologię i wymieniam tylko znanych mi autorów, na samej wiki kategoria „Szwedzcy autorzy powieści kryminalnych i sensacyjnych” liczy 25 nazwisk, z czego gros dziwnym trafem została wydana – przynajmniej w RPRL – w ciągu ostatnich parunastu – parudziesięciu miesięcy. Wallander sprzeda wszystko. Książki, tłumaczenia, seriale, bajki dla dzieci, ubranka dla niemowląt, książeczki do kolorowania. Patataj, patataj…

Albo literatura wampiryczna. Tutaj niech wypowiedzą się fachowcy, ale bezwstydnego odcinania kuponów pewnie też co niemiara, choć osobiście to nie mój gust, nie śledzę. Ale boję się otworzyć lodówkę; przychodzę czasem do Empiku w południe, a tam… zmierzch.

A od paru tygodni obserwuję szał na „pikantną powieść obyczajową, przepełnioną erotyzmem”, czyli po prostu pornos dla ćwierćinteligentów*. Zaczęło się od „Pięćdziesięciu twarzy Greya”, czyli masy kasabubu wydanej na reklamę nieszczególnie ocenianego pornosa. Potem – „odniesienia literackie” – „Osiemdziesiąt dni żółtych”, które widzę teraz na każdej półce, potem jeszcze „Ciemniejsza strona Greya”, „Grey a sprawa polska”… no dobra, zapędziłem się. A dzisiaj – „Zachcianki”. Zbiór opowiadań na tematy erotyczne. Chutnik Sylwia, Dębski Łukasz, Dukaj Jacek, Gretkowska Manuela, Kofta Krystyna, Kuczok Wojciech, Miłoszewski Zygmunt, Plebanek Grażyna, Tulli Magdalena, Twardoch Szczepan. Do wyboru do koloru. A sami se czytajcie!

*”Pikantna powieść obyczajowa, przepełniona erotyzmem” różni się od pornosa tym samym, czym – jak już kiedyś pisałem – w kinie różni się od niego „dramat erotyczny”; w warstwie fabularnej w sumie to samo, tylko momentów mniej i gorzej zagrane / napisane, ale ćwierćinteligencja dowartościowuje się na nich intelektualnie.

Matura 2013 – są przecieki!

Waszemu nieocenionemu Szalejącemu Blogerowi [TM] udało się zdobyć kilka pytań na maturę 2013, zamieszczam je poniżej. Trochę to nieetyczne, no ale co tam. Jeśli tylko niniejszym uda mi się podnieść średnią polskiego szkolnictwa, misję uznam za spełnioną 🙂

Język polski

Wg redaktorów Onetu, dorozumianą przyczyną rezygnacji Pawła Kukiza z udziału w Marszu Niepodległości z udziałem Jana Kobylańskiego są jego rzekomo antysemickie wypowiedzi: „w Polsce muszą rządzić Polacy”, „80 proc. MSZ to Żydzi” i „niech Bartoszewski będzie ministrem w Izraelu”. W oparciu o analizę składniową wypowiedzi i zastępując w powyższych zdaniach Żydów Urugwajczykami, a Izrael – Urugwajem wykaż, że Kukiz bredzi i że podane wypowiedzi nie mają całkowicie sensu w odniesieniu do antyurugwaizmu.

Filozofia

W kontekście ostatnich i przedostatnich sukcesów Roberta Lewandowskiego [uczęszczającego na treningi dzięki ojcu], Jakuba Błaszczykowskiego [wsparcie wujka], Jerzego Janowicza [syna siatkarzy, dla jego sukcesów wyprzedających rodzinną firmę], sióstr Radwańskich [w zasadzie jw.], Adama Małysza [wciągnięty do sportu przez wujka] i trzech innych dowolnych sportowców, dochodzących do czegokolwiek dzięki wsparciu rodziny i własnemu samozaparciu uzasadnij raison d’être Ministerstwa Sportu w ogólności i ministry Muchy na stołku tamże w szczególności. W argumentacji pomocniczej możesz posłużyć się również wpływem czynników atmosferycznych na Stadion Narodowy.

Matematyka

Niech zdarzenie A oznacza pozostawienie listu pożegnalnego przez samobójcę, a empirycznie ustalone P(A)=25% [niezweryfikowane opinie, szacujące empirycznie P(A) pomiędzy 35% a 90% pomijamy jako kopanie leżącego]. Oblicz prawdopodobieństwo zdarzenia, że w losowej próbie 17 samobójców żaden nie zostawi listu pożegnalnego. Polecenie dodatkowe: zakładając stały CPM akcji medialnej wyprowadź wzór na liczbę osób, która w to uwierzy.

Idźcie i wykopujcie.

Pewnego dnia zrozumiałem, że ja nie umiem nic.

Kilka takich momentów miałem. Gdy jako szczyl, któremu wydawało się, że hoho gitarzysta jest, pierwszy raz usłyszałem „Mediterranean Sundance” [i wiele razy później], gdy jako koder w sumie już nie pierwszej świeżości, ale za to pierwszej pewności zobaczyłem najpierw listingi M., a potem P., potem i w zasadzie wciąż mnóstwo razy w necie…

I dzisiaj. Doświadczenie z pół roku pracy – okej, okej, robionej mocno okazyjnie po godzinach i w zasadzie zawsze na zasadzie „działa, to nie ruszać”, a na dokładkę nawet nie robionej, tylko „zaglądanej przez ramię” – okazało się nic nie warte wobec godziny spędzonej na konsultacjach. W zasadzie mnie to nie rusza – w sumie to nie ja powinienem się wstydzić – ale rzecz warta zanotowania. Koniec końców nieczęsto bez wpadnięcia w megadół można obserwować własne vanitas vanitatum… o ile ma się odpowiednio filozoficzne podejście do wywalonej w błoto przez ten czas ciężko zarobionej forsy 🙂